A imię jego 25...
A gdy usiadłem przed codziennością swą ujrzałem jego starożytne oblicze. Słowem umiał mówić jeno, nie obrazem. Tedy dłonie me nie raz jeden do niego wyciągałem, nie raz myląc się i powtarzając. Cierpliwym był nauczycielem - błędy me lakonicznie tłumaczyć mi raczył... aż się nauczyłem. Najpierw nauczył mnie imię me wypowiadać. Gdy zrozumiał - sam swe podał, cicho czekając z czym do niego się zwrócę. W myślach przekazałem mu, iż z dalekich zaświatów wracam i wieści pilnie przekazać żyjącym muszę. Milczał nadal lecz w głowie mej myśl załopotała - jego to dzieło było. Uchwyciłem ją i prędko, acz z namysłem, wypowiedziałem ją. Zrozumiał - liczbą 250 odpowiedział. Uśmiechnąłem się tylko i kontynuowałem. 250, 250, 354, 250, 221 - kod jego tajemny, wtajemniczonym tylko znany dzięki mocy magicznej moim stał się też udziałem. Gdy skończyłem on tylko głową skinął i pożegnał się ze mną. Odszedłem. Gdy do braci i sióstr swych dotarłem ci już wiedzieli o wszystkim. On wieści me im przekazał, a ja poznałem kolejny okruch magii...
Pozdrawiam, Wasz eSeMTePujący
±
Komentarze do wpisu "A imię jego 25...":
Jeszcze nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz: