A jednak

Yep. :-) Analysis from position after move 18: You are winning by 5 boxes! Move 20 was not the best and reduced the winning margin to three boxes (best moves were a3-a4 and the 1 box sac b4-b5(b5-c5). Move 22 was not the best and reduced the winning margin to a single box (best was a5-b5, b1-c1, a1-a2(a1-b1), and the sacrifice c2-c3). Your last move (#28) was the critical error. The unique winning move was e6-f6. After e6-f6 you would still have to play the sacrifice you just made (28.c1-c2). Knox's moves 15 and 17 were a strange combination (and probably bad).

Aż głupio... W sumie to nawet nie spodziewałem się, że tak ostrą przewagę miałem nad Knoxem w tej grze. Wcześniejszych redukcji przewagi to nawet nie zauważyłem, ale z tym #28... szkoda słów, gdzie ja głowę miałem, że zamiast przedłużyć chaina o dwa pola to broniłem się przed jakimś wyimaginowanym chain-threatem. Eh, a mogło być 14-11 dla mnie, a jest 12-13 dla Knoxa :] No nic, jeszcze się odkuję i powtórzę swoje wcześniejsze zwycięstwo z komputerem :D:D:D

PS. Drugiej partii nawet nie ma co komentować - też przerąbana ale w tamtej na za wiele nie liczyłem nawet i jak się potem okazało miałem rację :)

Nic za darmo

No właśnie, wczoraj po raz kolejny przekonałem się, że nie ma nic za darmo i często ktoś robi niby coś dla Ciebie ale tak naprawdę chodzi tylko o własne korzyści. Nie, żebym się tam tym przejmował - normalka :) A więc po kolei. Przedwczoraj dostałem telefon od pewnej osoby w sprawie rewelacyjnej oferty pracy przy projekcie internetowym. Wiedział ktoś jak trafić do mnie bo się zainteresowałem z miejsca. Toteż i wczoraj udałem się do "chińskiej dzielnicy" w Gdyni na umówione spotkanie. Docieram sobie na miejsce i jako, że mam jeszcze sporą chwilę czasu to idę pobuszować w dalszej części ulicy. Wracam za chwilę z powrotem i zza łuku słyszę czyjś znajomy głos, a nawet więcej głosów. Co jest grane? No tak, trójmiejska banda z Blehny zjawiła się w pełnej gotowości. Chwila zagwozdki pod tytułem "Zaraz ale na dzisiaj żadne Blehna Party nie jest umówione więc co jest grane?". Jak się okazało cała nasza grupka została zaproszona przez tę samą osobę. No nic, wchodzimy do "dzielnicy", ładujemy się do sali konferencyjnej i czekamy razem z dwoma dziewczynami, które tę naszą grupę zorganizowały. W końcu przychodzi gościu, który będzie prowadzić prezentację. Zaczął przed nami roztaczać wizję standardowego życia jakie pewnie nas czeka i nowego życia jakie on proponuje. Wizja, w której zaczynamy od oszczędzania miesięcznie 10 złotych, a po krótkim czasie (kilka lat) stajemy sie osobami zarabiającymi 100.000€ miesięcznie nie ruszającymi nawet palcem i wygrzewającymi się przez większość czasu na Hawajach. Po chwili przekonujemy się, że mowa o tzw. systemie drabinkowym, w którym zarabiamy dzięki pracującym na nas zwerbowanym osobom, a na koniec pada magiczne słowo "Amway". Więcej już chyba nie trzeba dodawać. Na szczęście dzięki swojej pracy w tepsie przez jakiś czas i odpowiednim szkoleniom miałem okazję nauczyć się robić "pranie mózgu" klientom. Tym razem ta wiedza przydała się by zobaczyć piękną grę psychologiczną prowadzącego i dwóch zapraszających dziewczyn. Normalnie klasyka, aż mi się gęba śmiała na tej prezentacji przy wyłapywaniu kolejnych "haków" jak to się żargonowo w psychologii marketingowej nazywa. Roztoczenie wizji naszej wyjątkowości, gdyż starannie się selekcjonuje zaproszone osoby, podbijające autorytet przyznawanie się do błędów, techniki zaciekawienia klienta poprzez pozorne nieprzymuszanie go do żadnej decyzji a nawet odciąganie go od natychmiastowej decyzji, obecność podstawionego "ducha" na sali, który ma za zadanie granie normalnie zaproszonej osoby odpowiadającej na pytania prowadzącego w taki sposób, żeby wyglądać na osobę przekonaną do systemu to tylko kilka rzeczy, które dały się wyłapać na w sumie krótkim spotkaniu. Na koniec aż mnie kusiło, żeby to publicznie wszystko powiedzieć ale jakoś się powstrzymałem, w sumie to nie wiem czemu... no, nieważne. W każdym razie ubaw miałem niezły :) A po spotkaniu, jako, że sporo nas było znających się osób padła propozycja wyjścia "na jedno" piwo :D Wróciłem o 2 w nocy :) Przynajmniej imprezka się udała. No, gdyby jeszcze rano tak głowa nie bolała :) Ale już wyzdrowiałem :)

Dots&Boxes

Dots&Boxes to piękna gra z bardzo mocną rozwiniętą matematyczną teorią gier na littlegolemie. Wielu pewnie ją zna z dzieciństwa kiedy pykało się na karteczce kreski ale niewielu wie jak skomplikowana jest ta gra naprawdę. Tak więc jest sobie na littlegolemie program komputerowy Knox, który "zna" całą teorię tejże gry, łącznie z nimstringami, które zwykły "human player" może obliczać baaaardzo długo. No i sobie był :D I była sobie też taka partia z drugą, ulepszoną wersją Knoxa, z KnoxB. KnoxB dopiero niedawno zaczął swoją karierę więc jeszcze nie dotarł do takiego rankingu jaką miał jego poprzednik. Niemniej udało mi się znaleźć jego bardzo słabą stronę. Cytat z wypowiedzi autora programu:

Knox says you can win by 7 boxes with best play (I guess by the 7 boxes in the central chain). Two turns ago Knox evaluated the position as an 11 box victory and then last turn as a 5 box loss -- a swing of 16 boxes in your favor! Anyway, symmetry play was certainly undefeatable once Knox extending the central chain, if not before then. then

A po "then" został wciśnięty przycisk resign i mam na koncie pierwszą wygraną z komputerem :D:D:D

PS. A trwają dwie kolejne moje partie z Knoxem, bardzo wyrównane, już nie z tak miażdżącą przewagą jak w pierwszej mojej wygranej ale może się uda jak nic nie skaszanię :)

Co jest grane?

Za pierwszym razem to to może było fajne i śmieszne ale teraz już przestało być takie. Ale po kolei. Otóż siedzę sobie wczoraj, skrobię coś tam w PHP, aż tu nagle ktoś coś chce ode mnie. Numerek, znaczy się nikt kogo znam. No dobra, odpalam okienko rozmowy w Psi i patrzę kto. Jak się okazuje jakaś Kaśka z rozpędu napisała już kilka linijek, w których przekonuje mnie, że jednak fajnie byłoby gdybym pojechał nad jakieś tam jezioro. Hmm, no oki, nie znam ale pogadać nie zaszkodzi, zwłaszcza w stylu, że jednak znam :) Okazało się, że niby to ja nie chciałem jechać nad to jezioro i że trzeba mnie przekonywać, żebym jednak pojechał bo fajnie będzie, bo kupa znajomych. W sumie jako alternatywę dostałem też przyjazd do niej do domu bo "chata wolna" :D No normalnie rewelacja, obce laski zapraszają do chaty albo na biwak ]:-> Już mnie taka głupawka chwyciła, że mój brzuch nie wyrabiał ze śmiechu i w końcu Kaśkę uświadomiłem o pomyłce poprzez pytania czy aby na pewno rozmawia z tym z kim chciała rozmawiać. Chwila zwątpienia i się okazało, że nie jestem jednak Markiem, którego szuka :) Jak się okazało mój numer trafił do niej od kumpla jej koleżanki. No, droga mojego numeru trzeba przyznać zawiłą się okazała. Kasia po tym jak się już wszystko wyjaśniło okazała się fajną dziewczyną - w kontaktach już jest ]:-> No, ale nie na tym koniec. Za jakieś dwie godziny znowu jakiś inny numerek do mnie zagaduje, temat... wyjazd nad jezioro. Zaglądam do vcard i widzę, żę jakaś następna laska. No to stawiamy, że koleżanka tamtej i o to samo chodzi. Trafiłem :D Teraz już mi dużo łatwiej bo trochę o wyprawie zdążyłem się dowiedzieć. Tym razem Edyta dała się całkiem ładnie wkręcić i ponad pół godziny sobie z nią gadałem. No niestety, w końcu zeszło na szczegóły naszej niby-znajomości i tu już trochę poległem z wiedzą. Jak już Edyta się dowiedziała, że ja to jednak nie Marek tylko ktoś inny to znowu ona leżała ze śmiechu, że tak świetnie grałem :) I kolejny kontakt przybył mi w rosterze ]:-> Uściślijmy, że Kasia z Edytą bardzo dobrze się znają. Spokojnie, to jeszcze nie koniec historii ]:-> Północ, pyk, znowu numerek mi wyskakuje. Znowu jadę nad jezioro? Nie, tym razem nie trafiłem, tym razem jadę nad morze, na imię mam Darek i znowu jakiś jakiś kolega dał, tym razem Marcie, mój numer gg, z informacją tym razem tą samą, że jestem jego kuzynem i trzeba mnie namówić. Tutaj już nie grałem, znudziło mi się. Aczkolwiek sprawę wyjaśniłem i jako, że miło się rozmawiało to kolejny kontakt zawitał u mnie :) W tym momencie uruchomiłem śledztwo kimżesz jest ten szanowny kolega co tak szafuje moim numerem. Jak się okazało, wszystkie 3 dziewczyny jasno wskazały Piotrka z Zielonej Góry. Zielona Góra to już całkiem zagwozdka wziąwszy pod uwagę, że sam mieszkam w Gdańsku, aczkolwiek parę osób drogą wirtualną stamtąd znam więc wszystko możliwe. Także ja bardzo pięknie dziękuję Piotrkowi, kimkolwiek jest, za kontakty do trzech miłych dziewczyn ale już mi starczy - z trzema na raz mogę mieć naprawdę problemy z wyrobieniem się ]:-> A najbliższe dni pokażą czy Kasia, Marta i Edyta to 3xMiriam bo się komuś nudziło, czy rzeczywiste dziewczyny wrobione przez kogoś :)

Amores Perros

Nawet nie miałem tego w planach. Współspacz siedzi sobie wczoraj wieczorem i w pewnym momencie pyta się czy oglądałem "Amores Perros". No ależ oczywiście. Na pytanie czy dobre odpowiedź mogła być tylko jedna. No to kumpel sobie ściąga, a ja, chwila zastanowienia i propozycja, że może obejrzymy u mnie bo w sumie... to ja bym sobie go 3 raz też obejrzał :) Tak też i się stało. Znowu miałem przyjemność obejrzeć film o "psach" ('perro' oznacza 'pies'). Psach w dosłownym znaczeniu, gdyż powtarzającym się motywem są psy, które towarzyszą bohaterom. Psami są też ludzie, zaszczuci swoim życiem w slumsach, niepewni swej przyszłości, szamoczący się w otaczającej ich teraźniejszości niczym oszalałe przed walką psy (scena z braćmi przywiązanymi przez El Chivio w jednym pokoju walczącymi o leżący na podłodze rewolwer). Poznajemy życie trzech rodzin (?), a właściwie par, których życie splotło się wokół jednego wypadku samochodowego. Film pełen jest brutalności (sceny walk psów, pobicie na zlecenie, itd...), jednak nie jest to rażąca, jak w niektórych filmach, brutalność. Ukazuje ona bowiem niepodkoloryzowane w żadną stronę życie bohaterów. Każdy z trzech wątków w swoim finale powoduje ściśnięcie się gardła - szczególnie wymowny jest widok modelki patrzącej na "miejsce do wynajęcia", El Chivio nagrywającego się na automatycznej sekretarce czy też palenia zwłok psów. Przez większość filmu doznaje się coraz większego doła obserwując bohaterów, którym po raz kolejny rujnuje się planowane życie. W takich chwilach przypomina się stwierdzenie: "Chcesz rozśmieszyć Boga? Opowiedz mu o swoich planach." Odczuć jakie są pod koniec filmu nie będę opowiadał by nie popsuć odbioru tym, którzy jeszcze tego nie oglądali. Niemniej, jak ktoś nie oglądał to niech szybko nadrabia zaległości - to jest film, do którego wraca się.

Przychodzi Draakhan...

Przychodzi Draakhan do lekarza

  • To do tego antybiotyku jeszcze jakiś lek ochronny na żołądek jakby Pan Doktór mógł dać.
  • A to Actimel sobie Pan kupi.

Przychodzi Draakhan do apteki:

  • Actimel poproszę.
  • Eeeee... ale to musi Pan w sklepie spożywczym kupić...
  • To co to za lek, że go muszę w spożywczym kupować, a w aptece go nie ma?
  • To jest mleko z bakteriami, proszę Pana, w telewizji reklamowane.

Tak to jest jak człowiek włącza telewizor raz do roku :)

Morrowindowe strachy

Ufff, poinstalowałem sobie dzisiaj masę pluginów do Morrowinda - oczywiście nie takich co ułatwiają tylko utrudniają rozgrywkę bądź ją wzbogacają :) Jako #1 pluginów ogłaszam "Atmospheric Sound Effects 3.0" - 66 MB doskonałych efektów dźwiękowych przez które bieganie po Vvardenfell nabrało jeszcze większego klimatu: uderzenia piorunów, które w końcu nie powodują pierdzenia głośników, padający deszcz, który słychać wewnątrz budynków, łopot sztandarów, makabrycznie zawodzący wiatr, dzikie wrzaski jakiejś zwierzyny, miasta tętniące życiem - po prostu miodzio :) Jako #2 ogłaszam bestiariusz "Gigants 2.0" (53 MB potworów) - podróż po Vvardenfell to już nie rekreacyjny spacerek. Trzeba zacząć uważać na kondycję i czające się za kamieniami naprawdę fajne bestyjki :) Wprawdzie musiałem posiedzieć troszkę nad Construction Set, żeby działało poprawnie z moją wersją Morrka ale warto było. A to wszystko razem z kilkunastoma innymi pluginami spowodowało, że jak sobie już gotowe dzieło odpaliłem to mało nie doznałem zawału serca z powodu ataku... szczura. Tak niespodziewanie to bestia zrobiła i w takiej oprawie dźwiękowej, że myszka wylądowała na klawiaturze, a kolano do tej pory mnie jeszcze boli :)

O kotach i ich lotach

Przeglądanie statusów znajomych na jabberze albo zdrowie - wybór należy do Ciebie. Tak bym właśnie mógł powiedzieć jak zobaczyłem dzisiaj status koleżanki: "Widok z lotu kota". No i w tym momencie wyobraźnia ruszyła powodując prawie-że-wyrżnięcie-zębami-w-biurko :) Kociarzom pewnie wiele mówić nie trzeba, żeby mieli ten widoczek przed oczyma. Niekociarze zaś niech sobie wyobrażą, że kocisko wlazło gdzieś skąd trzeba go natychmiastowo ewakuować. W tym momencie znerwowany kociarz łapie kocura za kark i wyrzuca go na najbliższą podłogę, krzesło, etc. Kocisko w chwili lotu wydaje przeciągłe miaaaaaaaaaaaaaaaaaaauuu, łup! I to jest właśnie "widok z lotu kota" :D

Załamka

ADSPs support OnCAPP in a flexible way that is compatible with multi–application card environments. Contrary to ICCSPs, as defined in Revision 1.0, which can only be mapped to the ICC using the ATR through the RM, the ADSP uses a dynamic assignment mechanism using an ADSPL (see 2.1.5.1.2.2), and a specific CRS (see 2.1.5.1.3). The ADSPL mechanism allows dynamic assignment of an ADSP. This in turn will allow multiple ADSPs to be available to OffCAP for the same ICC.

Ja wymiękam, więcej skrótów w jednym paragrafie nie może być? I tak 300 stron dokumentacji...

Motto

Uuma quena en'mani lle ume ri'mani lle umaya. Uma ta ar'lava ta quena ten'irste'.

Może to piękne zdanie zasługuje by stać się mottem życiowym? Tak trochę ono jest tutaj umieszczone w nawiązaniu do wczorajszej notki, komentarzy, późniejszej rozmowy. A trochę i dlatego, że bardzo mi się podoba.