... a raczej jej brak miał dzisiaj w nocy tragiczny finał pod DS'ami PG. Jakiemuś kretynowi zachciało się kraść mercedesa i za szybko mu policja pojawiła mu się na karku. Zaczęła się wobec tego szarża ulicami Gdańska i na nieszczęście przy prędkości grubo ponad 100 km/h pojawiła się uliczka z zakrętem 90 st. Jak można się domyśleć koleś nie wyrobił się na zakręcie i z hukiem wjechał w osiedle studenckie, które było na wprost. Efektowne odbicie się od schodów akademika, słupa, a potem drzewa i z samochodu nie było co zbierać. Z kierowcy również. Wyciągnięto go w konwulsjach ze szczątków i w kołnierzu oddelegowano do eR-ki. Całe szczęście, że nikt postronny akurat nie pojawił się w niefortunnym miejscu i w niefortunnym czasie to najwyżej skończy się tylko na tym debilu (jeszcze nic nie wiadomo czy go odratowali). Jakoś mi go nie żal nawet.
Napisane 31 maja, 2005 przez draakhan
W kategorii
Przemyślenia i obserwacje,
Z życia wzięte
|
Wazelina dla Microsoftu za to, że swoim Visual Studio 2005 wzbudził u mnie chęć posiadania DVD. A jak już chęć na DVD to trzeba myśleć przyszłościowo i od razu z nagrywarką :) Hmm, czy M$ ma jakąś umowę z LiteOnem?
Piętno dla majowej pogody, w której temperatura oscyluje w zakresie <-2;30> st. Celsjusza przy czym dzisiaj mamy wartość maksymalną co w połączeniu z duchotą w mieście spowodowało, że po kilku minutach spaceru miałem okazję nauczyć się pływać kraulem we własnym podkoszulku.
Wazelina dla producentów płyt DVD-R i to, że miałem okazję się zdziwić dzisiaj, że płytka TDK kosztuje 1.80 PLN.
Piętno dla jedynego słusznego w Polsce banku szytego na miarę XXI wieku "w soboty otwarte od 9-13". Oczywiście przeczytałem tę jakże uroczą wywieszkę o 13:30... Jakby się ktoś nie domyślił to o PKO BP chodzi.
Wazelina dla producenta piwa "Jurand" za bardzo ładną panią na billboardzie, przez którą to nie zauważyłem, że mi się zielone światło zapaliło :)
Wynik:
Wazelina - 3 : 2 - Piętno
Nie jest źle :)
Napisane 28 maja, 2005 przez draakhan
W kategorii
Hardware i software,
Narzekadła,
Przemyślenia i obserwacje,
Studia i nauka,
Z życia wzięte
|
Definicja do zapamiętania:
Pryszczerstwo to zachowanie (nie muszę chyba mówić, że bardzo
irytujące) polegające na propagandowym nawoływaniu do uznania/przyjęcia/używania/instalowania jedynego, prawidłowego, niezniszczalnego, fantastycznego... (chyba już wiesz o co mi chodzi ;-) ) systemu operacyjnego jakim jest Linux. Śmieszne, prawda?
Definicja wyczytana w poście autorstwa input na apcoh'u.
Muszę przyznać, że definicja jest równie trafna jak rzeczywiście irytujące jest zachowanie ww. "pryszczersów".
Napisane 27 maja, 2005 przez draakhan
W kategorii
Varia
|
Wyjątkowo dzisiaj ucieszyłem się, że przerwano mi grę w "scrabble" i że musiałem lecieć na portiernię po pocztę. Kilka dni temu zamówiłem, a dzisiaj przyszła przesyłka z czterema płytkami DVD Microsoft Visual Studio 2005 Beta 2. Tak przy okazji, właśnie, DVD, czy ja czasem nie powinienem sobie skombinować jakiegoś napędu odpowiedniejszego...?
Tak nawiasem, to strasznie nieporęczne urządzonko do składania podpisów miał kurier. Rysik owszem, tyle, że podpisywało się na specjalnej podkładce, a podpis na ekranie LCD się pojawiał. Nie przyznałbym się do tego podpisu nigdy w życiu :P
PS. Podziękowania dla Pirveliego za namiary :)
Napisane 27 maja, 2005 przez draakhan
W kategorii
Hardware i software,
Studia i nauka,
Z życia wzięte
|
Przykazanie na zaś:
Nie obżeraj się! Zjedzenie 1/3 paczki spaghetti (ugotowanego :P) z toną mięsa i jeszcze pomaganie, bo szkoda, żeby się zmarnowało, kumplowi, który "już nie może" zdecydowanie nie służy zdrowiu...
Napisane 27 maja, 2005 przez draakhan
W kategorii
Z życia wzięte
|
W końcu rozpoczęły się długo oczekiwane IV Mistrzostwa Dots&Boxes, a w nich całkiem spora niespodzianka. Na III Mistrzostwach grałem w IV Lidze, liczyłem na awans do III, a przy dobrym farcie do II Ligi, a gdzie się znalazłem? Hmm, w I Lidze? Heehehe :)
Napisane 25 maja, 2005 przez draakhan
W kategorii
Chwalipięctwa,
Rozrywka
|
Pełznąc przez łąkę na swoich siedemdziesięciu trzech odnóżach wpadłem w poranną kroplę rosy. Zimna była ale trochę orzeźwienia przydaje się o takim sinoróżowym poranku. Pająk nade mną przeprowadzał poranny przegląd pajęczyny. Dzisiaj złapał się tylko fioletowy zużyty papier toaletowy - zawinął go w ciasny kokonik, zatruł i zaniósł do swojej kryjówki. No dobra, ale już dzisiaj brałem prysznic, nie musiał wszystkiej wody strzepywać na mnie. Wkurzyłem się i rozwinąłem swoje czerwono-żółte skrzydła i poleciałem porwać mu tę misterną robótkę. Ale się wkurzył. Aż mu papier w przełyku stanął. Kit z nim, nigdy go nie uwielbiałem, może w końcu wykituje na tej fioletowszczyznie.
Lecąc nad niebieskimi trawami zauważyłem, że na skrzyżowaniu Mrówczej i Karaluszej zrobił się mały zator. Podleciałem. No tak, znowu jakiś trzmiel po nocy baraszkował z samiczkami świetlików, a teraz wypompowany i upity leży zawalając drogę. Ważki próbowały jakoś rozładować korek. Trochę bezskutecznie im to szło. Musze pogotowie ratunkowe już leciało na sygnale, za chwilę będzie po problemie.
Wszystkie trzy słońca zaczęły już porządnie przygrzewać gdy wylądowałem na prywatnym lądowisku znajomego ślimaka. Znad bagien ze wschodu powoli zaczęła nadciągać parna, duszna, czerwona mgła. Nie lubię jej, zawsze mi po niej odbija się spleśniałymi śliwkami. Ślimak niestety był za bardzo zajęty zakładaniem na skorupę swojego nowego napędu odrzutowego dlatego wymieniłem się z nim najnowszymi plotkami latając nad nim i wysłuchując tylko jego pomrukiwania. Jak poradził sobie już z tym ustrojstwem to pobiegł na pas startowy i natłuścił go smarem technicznym co by mu się śluz nie zerwał przy starcie. Wrócił cały obabrany na czarno, wziął szybki prysznic i w biegu powiedział mi, że wróci wieczorem. Odpalił silnik i wystartował. Zrobił to w takim tempie, że aż podniósł się smolisty dym. Pomachał mi na pożegnanie skorupą i odleciał w czerwoną dal trzęsawisk. Rozejrzałem się po jego warsztacie. Z nudów włączyłem radio na baterie. Zdążyłem usłyszeć tylko jedno zdanie spikerki komentującej dzisiejszy ruch w przestrzeni powietrznej "... i prosimy uważać na nisko przelatujące wściekłe motyle wyposażone w pszczele żądła... " po czym baterie padły. Zapowiada się ciekawy dzień...
-----
Osie lądowisko w Gdańsku, słuchając Hallucinogen - "A floating butterfly stings like a bee"
Napisane 16 maja, 2005 przez draakhan
W kategorii
Grafomania
|
Właśnie zajrzałem na półkę współspacza w lodówce (nie, nic mu nie chciałem wyjadać :P - zresztą bałbym się w tej sytuacji) i ujrzałem piękny widok. Otóż pomiędzy jajkami, kiełbasą i kostką masła stoi sobie pięknie pojemnik z Positivem. Dla nieświadomych: cholernie śmierdzący lakier używany do wytrawiania przy produkcji płytek drukowanych... Normalnie bez komentarza. Na szczęście chyba szczelne bo nic nie śmierdziało jak to wziąłem w łapy. Ale i tak jak wróci to dostanie opiernicz, tak profilaktycznie....
Napisane 15 maja, 2005 przez draakhan
W kategorii
Narzekadła,
Z życia wzięte
|
Neptunalia ochrzczone wczoraj na uniwerku świetnym kabaretonem (mim wymiatał :D) oraz szantowo-reagge'owo-pidżamopornowym koncertem :) Ekipa jak zawsze dopisała więc i zabawa była przednia. Powrót po drugiej w nocy na totalnym padzie (mooooooje noooogi, moooooje pleeeeecy!) takim, że jak "na chwilkę" walnąłem się na łóżko to od razu zasnąłem (w ciuchach). Po jakichś dwóch godzinach się zbudziłem, rozebrałem i poszedłem normalnie spać :) Ale największym hitem wieczoru była dla mnie pogująca starsza pani w kapeluszu z piórkiem. Mąż to chyba jakiś idiota był, że żonkę swoją próbował zaprowadzić pod scenę, gdzie żeśmy sobie wszyscy pogowali w najlepsze. Jak się starsza pani dostała w kocioł, dzielnie popychana do przodu przez męża to miała niezły strach w oczach. Zresztą nie dziwię się, też bym na jej miejscu miał. Kapelusz w tempie ekspresowym poleciał z głowy. Ktoś go tam podniósł, piórka już nie było i wspólnymi siłami wypchnęliśmy starszą panią z kotła. Ciekawe jakie miała wrażenia z imprezy :D
A dzisiaj jak się ekipa podobudza to plażowanie przy piwko, a potem KULT'owanie :)
Napisane 14 maja, 2005 przez draakhan
W kategorii
Rozrywka,
Śmiesznostki i ciekawostki,
Z życia wzięte
|
Dzisiaj rano niemile się zaskoczyłem. Oto powód:
(07:45:12) ***@chrome.pl: jol, jol !!!!!
(07:51:07) Draakhan: hmmm?
(07:51:45) ***@chrome.pl: siema !!!!
(07:51:47) Draakhan: witam
(07:52:08) ***@chrome.pl: ty pisalme do ciebie z tym postem na grupach
(07:52:14) ***@chrome.pl: ale mi maile nei dochozda
(07:52:18) Draakhan: zaraz sprawdzę
(07:52:59) Draakhan: nic nie mam
(07:53:21) ***@chrome.pl: wiem ze nic nie masz bo dostaje wzorty z draakhan_wp_pl@pomysl.przed.wyslaniem.bla.pl !!!!
(07:53:25) Draakhan: looooooooool :D
(07:53:28) ***@chrome.pl: co ??
(07:53:37) Draakhan: przeczytałeś adres maila?
(07:53:46) ***@chrome.pl: no i co ??
(07:53:50) Draakhan: a pomyślałeś?
(07:57:14) ***@chrome.pl: nara !!!!
Trochę długo mu zajęło przetworzenie informacji, aż 3:24 :) W sumie to nawet nie wiem co chciał ostatecznie ale jakoś tego nie żałuję :) Może kiedyś uda mu się wysłać do mnie maila :D
A swoją drogą to myślałem, że jelonkowatość jest domeną padu-padu i że jabber jest przyjemną ostoją, do której jelonki mają zakaz wstępu. Przekonałem się, że tak nie jest... Co gorsza, domyślam się, że gościu mój "adres" wyszperał na wewnątrzakademikowych newsach więc nie zdziwiłbym się, jakbym go kiedyś na korytarzu spotkał. Ehh, świat schodzi na jelonki... :/
Napisane 13 maja, 2005 przez draakhan
W kategorii
Internet,
Śmiesznostki i ciekawostki
|
Usłyszałem, ściągnąłem, obejrzałem, zebrałem szczenę z podłogi, zapuściłem w loop mode...
Napisane 12 maja, 2005 przez draakhan
W kategorii
Śmiesznostki i ciekawostki
|
Dzisiaj graliśmy przez 8h w kolejną planszówkę "Game of Thrones". To było 8h ciężkiego myślenia gorszego czasem niż niejedno zakuwanie do egzaminu, gdyż w tej grze w przeciwieństwie do Warcrafta wszystko zależy od strategii, a nie od kostek :) Przydomek "Niepokonany" należy się MAXymilianowi, który jest właścicielem tejże gry, rozegrał już przez ponad pół roku kilkanaście partii i za każdym razem wygrywał. Pierwsza partia poszła w tempie ekspresowym w 3h, zakończyła się zwycięstwem oczywiście MAXymiliana. Graliśmy w trójkę i ja plus początkujący pedro nie zaskoczyliśmy, że przy minimalnej liczbie graczy na planszy idzie rozwinąć się naprawdę w tempie ekspresowym. Te 4 rundy (na 10 możliwych), w których MAXymilian nas rozłożył to była nasza totalna porażka, a jego rekord w ilości tychże rund potrzebnych do zwycięstwa. Z pierwszej porażki wynieśliśmy dodatkową naukę - nie tłuc się między sobą, tylko od razu w dwójkę od początku, wspólnie męczyć MAXa. Dodatkowo trochę niefortunne jego trafienie rodu skutkiem czego znalazł się pięknie między nami i zaczęła się przepiękna, trwająca 5h partia. Wprawdzie zrobiłem 3 kardynalne błędy zaraz w 1 rundzie ale jakoś udało mi się je naprawić i w sumie na dobre mi one wyszły, bo pedro dzięki temu odrobinę rozrósł się i MAXymilian nim się zainteresował, a nie mną. Ale najpiękniejsza była 7 i 8 runda. Pedro praktycznie zmieciony (siedzi na 3 fortecach), a MAX i ja mamy po 6 (8 to zwycięstwo). I w tym momencie zaczyna się piękna dyplomacja, która jest sercem tej gry. MAX licząc na dwie potrzebne mu do zdobycia twierdze zaproponował mi sojusz w wyniszczaniu pedra licząc na to, że nie zauważę, że mi zostanie jedna twierdza, a jemu dwie. Zauważyłem, zauważyłem też, że jak uwierzy w sojusz, to odsłoni mi jedną swoją twierdzę. Udając dłuuugie zastanawianie się i głośno snując plany na zdobycie dwóch twierdz u pedra zgodziłem się. Postawiliśmy na planszy rozkazy, MAX zaatakował pedra, zdobył pierwszą fortecę, po czym zaliczył potężne zdziwko jak ja w trybie pilnym zerwałem sojusz i zamiast na północ podbiłem jego południową ziemię i wycofałem część swojej armii pod jedyną pozostałą neutralną fortecę (The Eyrie), do której nikt inny w tym momencie nie mógł dojść. Chwila napięcia, co pokażą karty wydarzeń w 8 rundzie. Odsłaniamy i już zacząłem kląć jak zobaczyłem kartę "Clash of Kings", a ja praktycznie bez władzy jestem. Na szczęście po chwili zauważyłem, że MAX ma jej tyle samo co ja, a pedro to nic nie ma :) Tak więc cała moja władza poszła na utrzymanie Żelaznego Tronu - w licytacji o Lennictwa i Wpływy na Dworze Królewskim nawet nie brałem udziału. Żelazny Tron mój, a Żelazny Tron oznacza, że jako pierwszy wykonuję ruch w turze. W tej sytuacji, gdy bez problemu zwyciężę wojska neutralne, żeby nie przedłużać pokazałem otwarcie jakie 2 rozkazy wyłożę. Reszty rozkazów ani ja, ani nikt inny nie musiał wykładać. 8 forteca moja, okrzyk radości dwóch kibiców i pedra (fajnie, jak tak 3 osoby Ci kibicują :D ) i MAXymilian wstający i gratulujący mi zwycięstwa. "Niepokonany" został pokonany :D Morda mi się do tej pory cieszy :) Warte tej chwili było 8h gry i moje całkowite padnięcie umysłowe po złożeniu planszy :)
Napisane 09 maja, 2005 przez draakhan
W kategorii
Chwalipięctwa,
Rozrywka,
Z życia wzięte
|
Czyli o znaczeniach wyrażeń czasowych raz jeszcze:
"Jedna rozgrywka trwa 60-90 minut"
Ale po kolei. Wczoraj miałem ambitne plany posiedzenia wieczorem nad dyplomem. Na planach oczywiście się skończyło w momencie gdy kumpel radośnie na gg zapytał co robię wieczorem. Dopóki nie powiedział o co biega, to nawet twardo stałem przy swoim postanowieniu. Jednak jak usłyszałem magiczny tekst "Kupiłem pudełko z Warcraftem [czemu mi uparcie wczoraj po głowie chodził Warhammer? :/] i chciałem przetestować..." to moje plany się skończyły :D Tak więc szybkie wszamanie obiadu, kumpel na rower i do mnie, łapanka na jeszcze jednego chętnego i rozkładamy u mnie na łóżku planszę, jednostki, karty, kostki, miasta i całą tę resztę oprawy graficznej :) Każdy z nas pierwszy raz w to grał, więc instrukcje w PL i ENG kursowały tylko między nami. A ile błędów porobiliśmy na początku, ile fatalnych posunięć, ile zapomnianych ruchów to głowa mała :) W każdym razie jak usiedliśmy o 20 wieczorem, to skończyliśmy o 4 nad ranem i zagraliśmy... 2 rozgrywki (60 - 90 minut :P). Nie ma co, planszówka jest wprost rewelacyjna i tylko podziwiałem miny mojego współspacza (niegrającego w nic) jak mu się pokój zaludnił elfami, orkami, nieumarłymi czy okrzykami wojennymi (w tym klimacie też szedł spać :D) ale on już dawno uważa, że ja jestem dziwny :) No, a na niedzielę jak się uda zebrać ekipę planujemy zagrać w Game of Thrones :)
Napisane 07 maja, 2005 przez draakhan
W kategorii
Przemyślenia i obserwacje,
Rozrywka,
Z życia wzięte
|
Dzisiaj zrobiłem sobie rundkę po sklepach. Oto co kupiłem i co najważniejsze, gdzie:
- otwieracz do konserw w sklepie spożywczym
- puszkę kukurydzy i warzywka na patelnię w sklepie mięsnym
- wędzoną makrelę w warzywniaku
A jutro rano wyskoczę do metalowego na rogu kupić świeże bułki na śniadanie :)
Napisane 06 maja, 2005 przez draakhan
W kategorii
Śmiesznostki i ciekawostki,
Z życia wzięte
|
O tym co oznacza "idziemy na jedno piwo" i pewnym słynnym dialogu to każdy wie (może o dialogu mniej ale to dla wtajemniczonych). Wczoraj nowego znaczenia dostało wyrażenie "wpadłem na 5 minut" w wykonaniu kumpla witającego się ze mną w moim pokoju. Otóż konsekwencją tego wyrażenia jest rozmowa przez telefon w stylu "Marta, to zrób sobie sama obiad bo ja jestem u Draakha i kiedyś tam wrócę", a finalnie kończy się szukaniem jakiegokolwiek autobusu nocnego.
Hmm, czemu ja po imprezowaniu nigdy nie mam spania?
Napisane 05 maja, 2005 przez draakhan
W kategorii
Z życia wzięte
|
Powroty po długim weekendzie + przebudowa Błędnika w Gdańsku = 45 minut stania w korku + 15 minut na wczytywanie się w super jasne rozpiski ZKM i szukanie przystanku zastępczego tramwaju do Wrzeszcza... W każdym razie jakoś wróciłem :) Wałówka do zamrażalnika również ewakuowana, miejmy nadzieję, że przeżyła jakoś ogrzewany autobus w maju (sic!)...
Napisane 04 maja, 2005 przez draakhan
W kategorii
Narzekadła,
Z życia wzięte
|