Pocałuj św. Walentego w...
Szał walenia tynków osiąga powoli maksimum i gdzie się nie obejrzę to atakują nas różowe serduszka. Na ulicy dostaję słodziutkie różowe ulotki, w portalach deszcz różowych serduszek spada w kolejnym flashu, bankomat wypluwa potwierdzenie z, no zgadnijcie z czym, oczywiście, z różowym serduszkiem. I tak na każdym kroku. Arghhhh!
Po raz kolejny podpisuję się pod akcją frugo sprzed dwóch lat: "Pocałuj św. Walentego w... - miłość nie jest na sprzedaż" czyli od dzisiaj do zakończenia walentynkowego szału walimy walentynki, mówimy precz różowym serduszkom i stop komercji.
PS. Ma ktoś może gdzieś na dysku ulotkę frugo z czarnym odwróconym sercem i tekstem jak wyżej? Coś nie dałem rady wygooglać, a z przyjemnością bym ją zamieścił jako komentarz do notki. Jak tak to poproszę :)
±
Komentarze do wpisu "Pocałuj św. Walentego w...":
1.
12 lutego 2006, 22:22:53
Z czasem i z miejscem siedzenia zmienia się również zdanie. Pisane na podstawie doświadczenia.
2.
12 lutego 2006, 22:29:50
No nie wiem. Co najwyżej może mi się zmienić na tyle, że nie odmówię drugiej osobie świętowania co by nie zrobić przykrości. Ale nie będzie to równoznaczne ze zmianą poglądów.
3.
12 lutego 2006, 23:14:34
To będzie raczej brak szczerości.
4.
12 lutego 2006, 23:27:48
Mnie się wydaje że wszystko zależy od sposobu świętowania. Jeśli Walentynki to jedna z kolejnych okazji, żeby w wyjątkowy sposób podkreślić jak ktoś jest dla nas ważny (tak jak imieniny/urodziny/rocznica związku - etc.) - to OK. Jeśli to tylko pójście za komerchą i kupienie 15tego takiego samego miśka z serduszkiem ajlawju - to już się chyba mija z celem.
5.
13 lutego 2006, 09:06:16
jiobel: To, że nie odmówię świętowania w ten sposób to nie znaczy, że druga osoba nie będzie wiedziała o moim podejściu do tego typu komerchy więc nie zarzucaj, proszę, braku szczerości. Inna sprawa, że wątpię bym z osobą o takim podejściu miał okazję często świętować Walentynki :)
Cachotterie: Owszem, w notce jest mowa tylko i wyłącznie o komercjalizacji święta. Swoją drogą to ono chyba nigdy nie było niekomercyjne. Co do samego Dnia Zakochanych to nie mam nic przeciwko, jeśli ktoś podchodzi właśnie tak jak Ty. Niestety większość, przynajmniej wg moich obserwacji, idzie za reklamą i kupuje tego "15tego miśka". Za często zdarza mi się słyszeć "Zobacz jaką wspaniałą maskotkę dostałam/em" zamiast "Wiesz, jaki wspaniały dziś dzień razem spędziliśmy".
6.
13 lutego 2006, 11:41:35
Smutne, ale masz rację i z moich obserwacji wynika podobnie. Mnie się wydaje że takie coś świadczy o ogólnej "kondycji" związku. Jeśli kogoś znasz to nie masz najmniejszego problemu z obchodzeniem tego święta w nietypowy sposób (choć nie ma się co silić na nietypowość , jeśli akurat Twoja dziewczyna zbiera maniakalnie miśki w różnych wielkościach - ale to sytuacja raczej wyjątkowa ;) )
Dziś i jutro najchętniej zostałabym w domu, choć i tak boję się zajrzeć do lodówki ;]
7.
14 lutego 2006, 23:14:43
Draakhu, a ty wiesz jakie tłumy walą w walentynki do kina.
Rok temu chcieliśmy z Martą własnie z tej okazji pójść obejrzeć jakiś film, jak się okazało połowa Gdanska też wpadła na ten sam pomysł. Takie tłumy były że przedarłbyś się do kasy tylko z maczetą.
Natomiast druga połowa gdańska wpadła na pomysł spędzenia tego dnia w barze. Do żadnego nie dało się dostać, Takie tłumy były.
Wiec po ubiegłorocznych doświadczeniach doszliśmy do wniosku że jeśli masz zamiar obejść to święto gdzieś poza domem, to należy je obchodzić dzień wcześniej, albo dzień później.
8.
15 lutego 2006, 00:39:27
MAXymilian, zmartwię Cię, Twoja metoda też się już robi popularna ale na szczęście nie na taką skalę :)
A tak w ogóle to można już otworzyć lodówkę, już po :) Dzisiaj przetestowałem najlepszą metodę na przetrwanie różowego potopu. Piwo (ew. grzaniec), koc, dobra książka w jedną rękę, mruczący kot w drugą i dało się przeżyć :)
9.
15 lutego 2006, 23:35:46
Ja testowałem inną 3 dni po 10 - 12 godzin z projektami ulubionego pana Lasoty. (własnie skończyłem) i już na nic nie masz czasu, a już szczególnie na wyjście z domu. A więc śmiało mogę powiedzieć - "To były jakieś walentynki? Nie zauważyłęm.
Dodaj komentarz: