Gdzie ta...
Gdzie ta rynna, a przy niej ten jacht
Gdzie ta trzcina wymarzona w snach
Gdzie te sznurki od podartych szmat
Gdzie ta miela na szeroki świat
I parę jeszcze innych wersji znanych szant można ułożyć po moim długoweekendowym rejsie po Mazurach i wszystkich przygodach jakie spotkały naszą załogę. Właśnie z powodu tych przygód z pewnością będzie to jeden z bardziej niezapomnianych urlopów. I mimo, że każdego wieczoru znajomi z pozostałych jachtów zastanawiali się czy przeżyliśmy to wypad mimo jego niestandardowego przebiegu, pełni wrażeń, tony siniaków, itp. uznaję za bardzo udany. Więcej "mazurskich opowieści" być może zamieszczę w ciągu kilku najbliższych dni. Teraz nie mam na to sił. Teraz mam tylko siły na odespanie zaległości z tych 5 dni w bujającym się mieszkaniu po bujającym się prysznicu i na bujającym się łóżku. :)
I niech mi ktoś powie, że żeglarstwo nie jest sportem ekstremalnym. :)
Kategorie: Z życia wzięte Trackback URL

Pomijając czas sztormu to przecież spokój i sielanka ;)
Kurcze, ale to zabrzmiało, sztorm na jeziorze. :)))
To było tak ogólnie do pływania. ;)
Choć podobno przy obecnych zamieszaniach w pogodzie i na większych jeziorach można wpaść w niezłe tarapaty (na fale >1m :D pewnie nie ma co liczyć, ale powiać może zdrowo)