Pierdoleni piraci drogowi

Z góry przepraszam wszystkich za wulgaryzmy w tej notce ale inaczej nie umiem.

Wczoraj sobie spokojnie siedzę rano i jem śniadanie gdy zadzwonił do mnie telefon. Wiadomość zmroziła mnie w miejscu. Moja mama trafiła do szpitala po wypadku samochodowym. Niewiele się zastanawiając (bo i nad czym tu się zastanawiać) zadzwoniłem do szefowej i zwolniłem się z pracy, w pociąg i do Malborka dowiedzieć się co i jak.

Około 4 rano moja mama wyjechała samochodem, maluchem, na rynek. Kilkaset metrów od domu kierowca ciężarówki postanowił sobie powyprzedzać pod górkę, na zakręcie i na ciągłej z obu stron linii. W trakcie wyprzedzania nagle (dziwne, co nie?) zauważył, że ktoś jedzie z naprzeciwka. Aby uratować się wykonał nagły skręt, zepchnął malucha i wbił go w drzewo. I teraz "najciekawszy" fragment: zarówno kierowca ciężarówki jak i kierowca samochodu jadącego z naprzeciwka wspaniałomyślnie zwiali sobie z miejsca wypadku. Nosz kurwa, jakbym dorwał tych kutasów to normalnie powiesiłbym ich za jaja. Pierdoleni piraci drogowi.

Dalszego ciągu wydarzeń można się tylko domyślać bo moja mama straciła przytomność od uderzenia i odzyskała ją dopiero w szpitalu (co chwilę ją jednak tracąc tam). Prawdopodobnie po jakichś kilkunastu minutach pojawił się w okolicy jakiś ktoś, kto zatrzymał się zobaczyć co się stało. Wyciągnął mamę z zawiniętego o drzewo samochodu i zadzwonił po pogotowie i policję. Do szpitala mama trafiła po jakiejś godzinie z hakiem od wypadku...

Na miejscu zdiagnozowano silny wstrząs mózgu, założono kupę szwów i wysłano na badania. Na szczęście z dotychczasowych wyników wychodzi, że chyba niczego gorszego nie będzie. Badań jednak nie koniec, mam nadzieję jednak, że nic gorszego nie wyjdzie już.

A i tak w całym wypadku można mówić o bardzo dużym szczęściu, że maluch walnął w drzewo stroną od pasażera, a nie od kierowcy i że był w dobrym stanie dzięki czemu powgniatał się nie na całości tylko w miejscu uderzenia. Gdyby ktoś siedział po stronie pasażera to patrząc na stan samochodu niewielkie dałbym szanse na wyjście żywym temu pasażerowi...

Ehh, czeka mnie długi weekend na szpilkach...

A pomoc techniczna Google ssie

Dokładnie, pomoc techniczna Google'a ssie, jest niedouczona, nie umie czytać maili i odpowiada pierwszą z brzegu regułką zupełnie nie na temat. Ale teraz to już w ogóle przegięli. Ja rozumiem, że może mój angielski nie jest full wypas i kupę błędów w nim robię ale to co teraz odwalili to już porażka. A zresztą, co będę opisywać - kopia dotychczasowej korespondencji poniżej:

Ja:

After sending big email to gmail account I receive that message:

"Remote host said: 552 5.2.3 sorry, that message size exceeds the maximum a23si659319nfc"

I think that "a23si659319nfc" is rather bad number.

Google Team:

Thanks for your report. To help us investigate your situation, please send us the full headers from the most recent message(s) affected by this issue.

To display this information in Gmail, please follow these steps:

1. Log in to your Gmail account.

2. Select the conversation containing the message affected by this issue, and open the individual message.

3. Click 'More Options' next to the recipient name(s).

4. Click 'Show original.'

Please copy and paste the contents of the new browser window into your reply. If you don't wish to include the text of the affected message, simply delete the body of the email from the above information. But, please be sure to include the full headers.

To obtain headers from other webmail or email providers, please refer to this page: http://mail.google.com/support/bin/answer.py?answer=22454&topic=43.

Thanks in advance for taking the time to send us this information -- it will help us investigate the issue further.

No dobra, po co im nagłówki wiadomości skoro problem nie dotyczy samej wiadomości tylko błędu w ich systemie to ja nie wiem. No ale dobra, wysłałem im to co trzeba z wiadomości, którą od nich otrzymałem - w sumie mogłem wysłać nagłówki dowolnego maila, i tak nie zmieniłoby to nic. Nagłówków nie będę przedstawiać bo każdy wie jak wyglądają. Do nagłówków dodałem tylko dwuzdaniowy komentarz, żeby przybliżyć im o co chodzi.

Ja:

Here you have the whole message I received. Message I sent was about 19 MB.

Google Team:

Gmail accounts are not able to send or receive messages larger than 10MB. Messages sent to Gmail accounts that are larger than 10MB will be returned to the sender without being delivered. We suggest breaking the 19MB messages into several smaller messages and resending them to the Gmail recipient.

No to się kurka wodna wysilili... Dziad o niebie, a baba o chlebie normalnie... Świetnie, że mnie uświadomili co ja powinienem zrobić, normalnie nie poradziłbym se bez ich pomocy...

Ja:

Yeah, I know this all, I can read error messages. :) The problem is that you sent Error Message with something wrong.

It was:

"Remote host said: 552 5.2.3 sorry, that message size exceeds the maximum a23si659319nfc"

I think it should be:

"Remote host said: 552 5.2.3 sorry, that message size exceeds the maximum 10 MB"

10 MB will be more useful information for me than a23si659319nfc. Another mail systems usually give me info about maximum, so I was a little surprised when I saw that.

A teraz uwaga, szczyt szczytów, odstawiamy szklanki z napojami:

Google Team:

We're sorry, but we don't currently offer support in Polish. If you are able to resubmit your question or request in one of the languages listed below, we would be happy to provide assistance.

Support is currently available in:

US English, Dutch, French, German, Italian, Japanese, Portuguese, Spanish, Russian, Simplified Chinese, Traditional Chinese, and UK English

No kurka fa, gdzie oni sobie znaleźli ten Polish? W nagłówkach maili i w treści zwrotki jaką dostałem z WP? Bo tylko tam cokolwiek "Polish" było. Aż tacy durni, żeby nie przeczytać całego maila tylko widząc pierwsze zdanie z brzegu od razu odpowiadać regułką? Się wnerwiłem i im napisałem delikatnie co myślę.

Ja:

Could you read my email before sending stupid answer? IT WAS WRITTEN IN ENGLISH, NOT IN POLISH!!! Thanks in advance...

O finale korespondencji nie omieszkam powiadomić za czas jakiś.

Komunikat zwrotny GMaila

Connected to 64.233.183.114 but sender was rejected.
Remote host said: 552 5.2.3 sorry, that message size exceeds the maximum a23si659319nfc

Aha, i wszystko jasne. To jaki to ja dozwolony rozmiar maila przekroczyłem? :)

EDIT:

Najlepsze, że chciałem zgłosić im tego buga. 10 minut chodziłem po stronach supportu zanim znalazłem jakikolwiek formularz, a nie odpowiedzi z FAQ. Oczywiście nie był to formularz zgłoszenia błędu tylko zgłoszenia się po pomoc. W odpowiedzi na wypełnienie go dostałem regułkę z automatu zawierającą kolejne FAQ. Jedyne co mogłem dalej zrobić to na stronie powiedzieć, że mi regułki nie pomogły (bo i jak niby miały pomóc skoro zgłaszam błąd?).

No cóż, google uznaje się za bezbłędne, że nawet nie udostępnia swoim userom możliwości zgłoszenia problemu po ich stronie...

S@motność w sieci

- Mogłaby mi pani zamówić taksówkę? Do dworca Berlin Lichtenberg.
Dzisiaj spotka wszystkich, których kocha.
Prawie wszystkich.

Dzisiaj doczytałem do końca "S@motność w Sieci" J. L. Wiśniewskiego. Książka warta poświęconego na nią czasu - jedna z lepszych jaką ostatnio miałem w ręku. Po przeczytaniu ostatniej strony tylko podpiszę się pod opinią innej osoby:

Po przeczytaniu pana książki zapada cisza. Nie wypada wtedy powiedzieć ani słowa, żeby nie zakłócić jej klimatu. Bardzo rzadko, aczkolwiek czasami zdarza się po skończonym seansie w kinie trwać w bezruchu, nie mogąc z zamyślenia podnieść się, żeby pójść do domu. Po tej lekturze jest podobnie.

Tak też i ja nie napiszę już nic więcej...

Niedługo dokonam serii morderstw

Tak, zawsze byłem człowiekiem o pogrzanej psychice. Teraz wszystko wyszło na jaw. Dzisiaj nawiązałem kontakt ze specami od mokrej roboty. Na początku przeszedłem kilka testów czy nadaję się do tego. Okazało się, że mam predyspozycje do bycia zawodowym mordercą. Podpisałem kontrakt. Opłaciłem mafijną "składkę członkowską". Dostałem namiary skąd zdobyć "sprzęt" - niedługo przejrzę "katalogi" i dokonam odpowiednich zakupów. A potem zostanie już tylko czekać na pierwsze zlecenie zabójstwa...

Człowieku, który kroczysz ulicami mojego miasta niedługo ujrzę strach w Twoich oczach. Chyba, że Ty też zostaniesz mordercą...

Wreszcie koniec z...

  • Wiecznie brudnymi garami walającymi się po kuchni, do których pewne dwie osoby nigdy się nie przyznawały, a co lepsze, zarzucały jeszcze, że to my nie zmywamy po sobie.
  • Wiecznie zasyfionym zgniłymi resztkami jedzenia stołem i zlewem.
  • Niewynoszeniem śmieci.
  • Sukcesywnym, powolnym niszczeniem wszystkiego co należy do innych.
  • Śmierdzącym i często zarzyganym kiblem.
  • Słuchaniem na całą parę hip-hopu.
  • Uprawianiem dzikich, pijackich wrzasków po nocach.
  • Smrodem papierosów i innych wynalazków "palonych na balkonie".
  • Niemiłym klimatem w mieszkaniu spowodowanym moimi kłótniami o powyższe.

Tak, w końcu dwóch typów z Elbląga, którzy wynajęli w naszym mieszkaniu pokój w końcu się wyprowadziło. Momentami w ciągu roku już miewałem dość tego wszystkiego i gdyby nie to, że nie było to w moim interesie (finansowym głównie) to dawno bym za przeproszeniem wypierdolił ich z tego mieszkania na podstawie zapisu w umowie na temat wandalizmu. Na szczęście było, minęło, mieszkanie udało się doprowadzić jakoś do porządku. Teraz jeszcze sobie do końca lipca pomieszkam razem z kumplem ze studiów, a potem przeprowadzka do nowego (jeszcze nieznalezionego) mieszkania, gdzie przez następny rok pomieszkam sobie ze znajomym jeszcze z czasów liceum.

A na koniec taka mała refleksja: nigdy więcej wynajmowania części mieszkania, w którym samemu będzie się mieszkać przypadkowym osobom z ogłoszenia. Tylko i wyłącznie sprawdzeni znajomi, o których wiadomo, że wolą mieszkać w porządnie utrzymanym miejscu, a nie w syfie.