Strona główna » Narzekadła, Osobiste, Z życia wzięte » Pierdoleni piraci drogowi

Pierdoleni piraci drogowi

29 lipca 2006, 13:59:28

Z góry przepraszam wszystkich za wulgaryzmy w tej notce ale inaczej nie umiem.

Wczoraj sobie spokojnie siedzę rano i jem śniadanie gdy zadzwonił do mnie telefon. Wiadomość zmroziła mnie w miejscu. Moja mama trafiła do szpitala po wypadku samochodowym. Niewiele się zastanawiając (bo i nad czym tu się zastanawiać) zadzwoniłem do szefowej i zwolniłem się z pracy, w pociąg i do Malborka dowiedzieć się co i jak.

Około 4 rano moja mama wyjechała samochodem, maluchem, na rynek. Kilkaset metrów od domu kierowca ciężarówki postanowił sobie powyprzedzać pod górkę, na zakręcie i na ciągłej z obu stron linii. W trakcie wyprzedzania nagle (dziwne, co nie?) zauważył, że ktoś jedzie z naprzeciwka. Aby uratować się wykonał nagły skręt, zepchnął malucha i wbił go w drzewo. I teraz "najciekawszy" fragment: zarówno kierowca ciężarówki jak i kierowca samochodu jadącego z naprzeciwka wspaniałomyślnie zwiali sobie z miejsca wypadku. Nosz kurwa, jakbym dorwał tych kutasów to normalnie powiesiłbym ich za jaja. Pierdoleni piraci drogowi.

Dalszego ciągu wydarzeń można się tylko domyślać bo moja mama straciła przytomność od uderzenia i odzyskała ją dopiero w szpitalu (co chwilę ją jednak tracąc tam). Prawdopodobnie po jakichś kilkunastu minutach pojawił się w okolicy jakiś ktoś, kto zatrzymał się zobaczyć co się stało. Wyciągnął mamę z zawiniętego o drzewo samochodu i zadzwonił po pogotowie i policję. Do szpitala mama trafiła po jakiejś godzinie z hakiem od wypadku...

Na miejscu zdiagnozowano silny wstrząs mózgu, założono kupę szwów i wysłano na badania. Na szczęście z dotychczasowych wyników wychodzi, że chyba niczego gorszego nie będzie. Badań jednak nie koniec, mam nadzieję jednak, że nic gorszego nie wyjdzie już.

A i tak w całym wypadku można mówić o bardzo dużym szczęściu, że maluch walnął w drzewo stroną od pasażera, a nie od kierowcy i że był w dobrym stanie dzięki czemu powgniatał się nie na całości tylko w miejscu uderzenia. Gdyby ktoś siedział po stronie pasażera to patrząc na stan samochodu niewielkie dałbym szanse na wyjście żywym temu pasażerowi...

Ehh, czeka mnie długi weekend na szpilkach...

Kategorie: Narzekadła, Osobiste, Z życia wzięte Trackback URL

7 komentarzy do “Pierdoleni piraci drogowi”

  1. Zabierz mamę z Malborksiego szpitala! Ona tu nie wyzdrowieje. Raczej nabawi się jakiejś infekcji. Polecałbym Sztum. Sam mieszkam w Malborku.

    P.S. Skąd Twoja mama wyjechała, że musiała o 4 wsiąść w autko?

  2. Jest w sztumskim szpitalu od samego początku. To moje "w pociąg i do Malborka" to zmyłka wyszła - chodziło o to, że z Gdańska do Malborka ja musiałem pojechać.

    Wyjeżdżała z Łabunia, to jest miejscowość 10 km od Malborka w stronę Iławy. Tak wcześnie wyjechała na rynek bo jeśli chce się zająć dobre miejsce do sprzedaży to trzeba tak wcześnie wyjechać inaczej wszystko będzie później już pozajmowane.

  3. Jak z mamą? Moja na nieszczęście trafiła (jak narazie i oby nie więcej) do Malborskiego - udar mózgu. Damn!

    Wiem gdzie jest Łabuń - Twe miejsce zamieszkania? Hmm... dżołk?

  4. Już prawie wszystko w porządku. Wrociła do domu, chodzi sobie, ogólnie coraz lepiej się czuje. Jeszcze tylko cały czas są wątpliwości czy z oczami będzie wszystko w porządku ale na razie jesteśmy dobrej myśli.

    A o co Ci chodzi z tym "dżołk"?

  5. zycze zybkiego powrotu do zdrowia dla twojej mamy!!!!!!!! POZDRO!!!

  6. Dzięki. :)

  7. Zainteresuj się na przyszłość taką stroną: www.praci-drogowi.pl. Innych też boli ten sam temat co Ciebie. Możesz skierować swoją energię na rozpowszechnienie informacji o tym rejestrze. Tam powinni się znaleźć Ci dwaj, o których piszesz. Z pożytkiem dla wszystkich pozostałych.

Dodaj komentarz


Formatowanie markdown włączone (składnia Markdown).

Przykłady: *em* | **strong** | [Opis linka](http://jogger.pl/) | > cytowana treść