Skończył się lipiec i skończył nam się termin najmu mieszkania. Nasza grupka porozłaziła się do innych mieszkań, z innymi osobami. Tak też i ja zacząłem już na początku lipca poszukiwania razem z moim kumplem jeszcze z czasów ogólniaka.
Po dwóch tygodniach znaleźliśmy całkiem przyjemne mieszkanko w centrum Gdańska-Wrzeszcza. Wszystko pięknie ładnie, umowa podpisana, my zaś przygotowani do przeprowadzki. Pierwsze cyrki zaczęły się w ostatnim tygodniu lipca kiedy usiłowałem skontaktować się z właścicielką mieszkania w sprawie przekazania nam kluczy kilka dni przed rozpoczęciem umowy czyli przed 1 sierpnia. Babka łaskawie zgodziła się dać nam wstęp do mieszkania dwa dni przed tą datą czyli w niedzielę. Gdy zjawiliśmy się w umówionym dniu na miejscu dostaliśmy do ręki zamiast kluczy wypowiedzenie umowy, która de facto nawet jeszcze się nie zaczęła. Argument babki normalnie powalał z nóg: "Bo nam się w zeszłym tygodniu urwał wężyk przy muszli, zalało sąsiadów i już mam dość tego mieszkania i będę je sprzedawać". Normalnie powód jak i szybkość decyzji rewelacja. Dodajmy, że w umowie zaznaczone było, że wypowiedzenie umowy musi być z terminem przynajmniej miesięcznym. Łaskawie babka się nam na to zgodziła, że możemy ten miesiąc pomieszkać. Tyle, że abyśmy szybko z tej opcji zrezygnowali to zaczęła nas zniechęcać. Pierwsze co, że rezerwuje sobie prawo do wprowadzenia do mieszkania w dowolnej porze, nawet jeśli nas nie ma, potencjalnych kupców mieszkania. Kolejny motyw, to że da nam tylko jeden komplet kluczy. Usłyszeliśmy też dodatkowo, że ostatnio jakaś tam para mieszkała i nawet jej kluczy do mieszkania nie oddała ale ona nie zamierza wymieniać zamków bo przecież tutaj nic nie będzie co można ukraść (jaaaasne) i że nie życzy sobie abyśmy samowolnie zamki zmieniali bo przecież będziemy tylko miesiąc. Smaczków takich było jeszcze więcej. Ostatecznie sami zrezygnowaliśmy z mieszkania (bez pisemnego wypowiedzenia) i zażądaliśmy zwrotu kaucji. Szczęśliwa nam ją wypłaciła, a my zostaliśmy bez mieszkania, mając dwa dni na jego znalezienie. Rysowała mi się już piękna wizja mieszkania pod mostem. :)
No cóż, babką zajmiemy się później - niewykluczone, że postanowimy uprzykrzyć jej życie, jakby nie patrzeć prawo w tym momencie jest po naszej stronie i można to wykorzystać. Teraz jednak trzeba by w tempie ekspresowym coś sobie znaleźć. Jako, że najbliższe Anonse z "nieruchomościami" miały być w środę, a w internecie nie było niczego ciekawego to zostaliśmy zmuszeni do skorzystania z pośrednictwa agencji nieruchomości. Wybór był trafny bo w ciągu jednego dnia mieliśmy nagrane pewne mieszkania, a następnego załatwione zostały wszystkie formalności. Mieszkanko dwupokojowe jakie dostaliśmy to full-wypas, z jeszcze lepszą lokalizacją (10 minut spacerkiem do pracy mam :D). Ponadto właścicielka Agencji Nieruchomości Olak świetnie się spisała ściągając specjalnie dla nas z urlopu właścicieli mieszkania, które sobie upatrzyliśmy i załatwiając nam wszystko w tempie ekspresowym. W ofercie mieszkanie miało być dostępne do oglądania i wynajmu od 7 sierpnia. W dniu 1 sierpnia otrzymaliśmy klucze i można było wprowadzać się. :) Można powiedzieć, że wprawdzie troszeczkę nas to biuro pośrednictwa kosztowało to jednak warto było.
A na koniec, jak ktoś ciekawy gdzie mieszkam, to służę mapką z Google.
Kategorie:
Narzekadła,
Z życia wzięte