Dopadnięty
Zakurzał się powoli mój jogger, zakurzał, aż dopadła mnie Cachotterie i kazała poodkurzać :). Tak więc chciał, nie chciał, przegnałem swojego kota po joggerze, co by z grubsza go ogarnął. Resztki zaś kurzu z kątów sam już powygarniam, opowiadając przy okazji 5 (miejmy nadzieję) nieznanych faktów mnie dotyczących i typując 5 osób, do "podania dalej".
-
W podstawówce razem z paczką kumpli przeżywaliśmy fascynację komiksami. Czytaliśmy wszystko co było dostępne w tym temacie w szkolnej bibliotece. Bywały sytuacje, że pani bibliotekarka nie chciała nam wierzyć, że można mieć przeczytane coś co pożyczyło się 3 przerwy wcześniej i nas przepytywała czy na pewno znamy treść. Nigdy nie wpadliśmy :). Niestety, po pewnym czasie przeczytaliśmy wszystkie dostępne komiksy i ktoś z nas wpadł na pomysł, że będziemy sami je rysować. I tak to poszły w ruch zeszyty z poprzednich lat, gdzie w niezapisanych częściach stron pojawiały się kratki z naszymi bohaterami. Najlepsze pod tym względem były zeszyty z matematyki, gdyż zawsze w nich było dużo miejsca. Najbardziej bezużyteczne były zeszyty z języka polskiego. Zeszytowymi komiksami potem wymienialiśmy się między sobą. Po etapie rysowania komiksów przerzuciliśmy się na rysowanie karykatur. Najpierw zaczęło się od luźnych kartek, które potem spięliśmy w I tom "Karykatur". Następne tomy powstawały już w zakupionych za składkowe pieniądze zeszytach, w których każdy miał przeznaczone dla siebie strony. Kiedyś nawet całkiem nam odbiło i ocenzurowany (najbardziej nie teges kartki wypięliśmy wcześniej) I tom pokazaliśmy naszej wychowawczyni z propozycją włączenia naszego dzieła do zestawu lektur naszej klasy. Trzeba przyznać, że minę miała fajną jak to oglądała i zupełnie nie rozumieliśmy dlaczego nas nie doceniła i nie przystała na naszą propozycję. Tomów powstało w sumie chyba z 5, z czego 2 wrzuciliśmy komisyjnie po zakończeniu podstawówki za szafę w naszej klasie. Ciekawe czy ktoś już je odkrył i co z nimi się stało. Jeden z tomów leży zaś do tej pory jako pamiątka gdzieś u mnie na półce. Komiksy niestety, nie ostały mi się żadne
-
Pomiędzy kolejnymi etapami mojej edukacji przechodziłem bezstresowo. Nie dane mi było do tej pory poznać czym są egzaminy wstępne. Z podstawówki do ogólniaka udało mi się przejść na podstawie papierka z Olimpiady Chemicznej zaświadczającego, że dotarłem i nawet zająłem jakieś tam miejsce na stopniu ogólnopolskim. Oczywiście zgodnie z zainteresowaniami z podstawówki wybrałem się na kierunek... matematyczno-fizyczny. Mój nauczyciel z chemii był bardzo niepocieszony, podobnie jak nauczycielka z chemii z ogólniaka, która też nie mogła przeżałować, że nie jestem na bio-chem. Z ogólniaka na studia poszło już trochę mniej przebojowo bo tylko na podstawie konkursu świadectw, ale i tak nawet ten konkurs mnie jakoś nie stresował zbytnio.
-
Niby nie boję się żadnych owadów, ale od dzieciństwa mam zawsze przerażające koszmary pojawiające się tylko wtedy gdy mam wysoką gorączkę. Ich bohaterem są mrówki, a właściwie jedna mrówka. Zaczyna się najpierw od mrowiących, a potem sztywnych rąk. Potem na suficie pojawia się wieeeeelka kula, a za nią mrówka, która toczy tę kulę na mnie, i toczy, i toczy, i toczy, i tak aż mi gorączka minie. Niby nic wielkiego, ale dla mnie w takich sytuacjach to koszmar nad koszmary :).
-
W słoneczne dni oglądam świat przez szlaczki i ciapki. Otóż z jakieś trzy lata temu wskutek jakiegoś zlekceważonego choróbska dorobiłem się blizny na siatkówce i od tej pory jeśli wyjdę na mocne słońce, śnieg czy popatrzę na zbyt jasny monitor, to blizna ta powoduje powstanie w polu widzenia półprzezroczystej nitki. Na początku mi to przeszkadzało, teraz już zdążyłem przyzwyczaić się do tego. Zwłaszcza, że jestem człowiekiem, który najchętniej siedziałbym w zaciemnionym całkowicie pokoju (ah, te koce na oknie w akademiku :) )
-
Było już o koszmarach, to teraz o snach. Ciekawostką jest to, że nie mam, a właściwie należałoby powiedzieć, nie pamiętam prawie w ogóle swoich snów. Choćbym nie wiem jak starał się przypomnieć co mi się śniło, to zazwyczaj nie udaje mi się. Tak średnio, to może raz na miesiąc coś mi się zapamięta. Z tych co uda mi się zapamiętać, to większość jest w trybie czarno-białym, nieliczne są w kolorze. Za to wszystkie są zawsze tak pokręcone, tak nierealne, że czasami jak obudzę się to sam z nich śmieję się jakie były głupie.
No, a teraz ta najfajniejsza część zabawy, czyli wrabianie następnych 5 skazańców ]:->. Ofiarami zostają (w kolejności alfabetycznej): meer, PawelS, pirveli, rasheed oraz Riddle.
Kategorie: Osobiste, Z życia wzięte Trackback URL

Riddle już pisał (http://offtopic.jogger.pl/2007/02/22/tag/)
To ja mam nadzieję, że skorzystasz z odkurzenia jogga i będziesz pisać częściej :)
Pięć niewygodnych faktów
ZTCW, zostałem wskazany do ujawnienia pięciu nieznanych faktów z mojego życia aż przez trzy osoby (Lemiel, Someone i Draakhan). Popularny jestem w tej blogosferze. ;)Zastanawiałem się, jakiego typu informacje mają to być. Czy coś zupełnie[...]
Nieznanych joggerowiczom, nie niewygodnych :). Pochodź po stronie głównej joggera i popatrz o czym ludzie piszą, to może i Tobie wpadnie do głowy, co można by napisać :).
Kurde, ale zlamiłem :D. To trackback był :)