Zdezaktualizowane motto

16 grudnia 2007, 07:16:33

Uuma quena en'mani lle ume ri'mani lle umaya. Uma ta ar'lava ta quena ten'irste'.

Don't talk about what you have done or what you are going to do. Do it and let it speak for itself.

Przez długi czas używałem powyższego jako swoje motto. Mam jednak wrażenie, że po kilku latach przestało mi ono pasować. Może i niesie ono w sobie jakieś przesłanie, ale jest to przesłanie trochę niepasujące do dzisiejszych czasów. Niejednokrotnie już się przekonałem, że znając wartość swoich umiejętności czy tego co się wykonało i umiejąc się tym pochwalić zyskuje się znacznie więcej niż cicho siedząc i licząc na to, że ktoś cię dostrzeże. Świat należy do osób przebojowych. Dzisiaj więc rozpocząłem akcję usuwania tego motta; najpierw z nagłówka tego joggera, potem ze wszystkich for gdzie mam je powstawiane w sygnaturki. Trzeba sobie znaleźć jakąś nową myśl przewodnią :).

Kategorie: Przemyślenia i obserwacje

Carisma Entertainment Group - piętnuję!

09 grudnia 2007, 21:46:34

Kupiłem sobie po raz pierwszy w życiu legalny film. Wkładam do napędu i... cisza. A właściwie nie cisza, tylko zgrzyty, rozpędzanie się płyty, hamowanie, znowu zgrzyty, a płyta za nic nie chce się odtworzyć. No nic, patrzę, czy w ogóle się coś zamontowało. Pustka. No to montujemy z palca i dostaję piękny komunikat: "No medium found". Pierwsza myśl, walnięta płyta. Idę jednak do kumpla do pokoju obok i proszę go żeby mi sprawdził płytę. U niego śmiga bez żadnych problemów (Windows), a u mnie po kolejnej próbie nadal nie (Ubuntu).

No nic, trzeba będzie zareklamować płytę u sprzedawcy. Ale z ciekawości popatrzyłem sobie na opakowanie i czytam, że płyta jest zabezpieczona jakimś programem antypirackim FOTA. A no to ładnie zabezpieczyli przed piratami, przed wszystkimi pozostałymi również... Coś mnie natchnęło, żeby napisać maila do wydawcy płyty, którym jest Carisma Entertainment Group. Wysmarowałem pięknego maila z opisem sytuacji, systemu i komunikatu błędów oraz z zapytaniem jakie proponują wyjście z sytuacji. 10 dni i... cisza. No nic, to może nie ten adres. Ponownie wszedłem na ich stronę "Kontakt", tym razem wyciągnąłem wszystkie dostępne adresy i wysłałem tego samego maila pod nie. Dostałem parę zwrotek, że podane adresy są nieprawidłowe, minęło kolejne 10 dni i dalej cisza.

Taaa, nie ma to jak mieć głęboko w poważaniu swojego klienta i nawet nie raczyć odpowiedzieć na maila z reklamacją. Panie i Panowie z firmy Carisma, czujcie się jak następnym razem kupię cokolwiek firmowanego Waszym znakiem. Rozpalone żelazo Wam tam, gdzie mnie macie.

Kategorie: Narzekadła