Jak się przypadkiem nie oświadczyć
Najpierw background. Oporna ze mnie sztuka i do ożenku, to nawet stadem wołów nie da rady mnie zaciągnąć. A teraz właściwe zdarzenie.
Dzień jak co dzień, po powrocie z pracy odpalam IRCa i coś tam sobie gawędzę z ludźmi z pewnego kanału. Niestety, jakoś tak po drodze było łóżko, ja zmęczony walnąłem się na chwilę i porządnie przysnąłem. Jakiś czas potem zostałem zbudzony, co by pójść spać jak człowiek, niekoniecznie w spodniach i reszcie przyodziewku. Przez myśl mi przeszło, że wypadało by się z ludźmi z kanału podobranocować i jakoś tak kulturnie wyjść, a że sił i chęci na wstanie nie miałem żadnych, to w te pędy prosić moją drugą połówkę o pomoc. Niestety, makówka chyba jednak nie do końca obudziła się i mamrocząc rzekłem:
- Wyjdziesz za mnie?
- A gdzie pierścionek?
Obudziłem się momentalnie. Sam wyszedłem z IRCa... Dzikiego rechotu słuchając w tle...
Kategorie: Blogowisko, Z życia wzięte Trackback URL

Ups ;-D
Zrozumiałęm dopiero po chwili konsternacji -"Ale o co chodzi?" ...
Już czaję :P Dobre! ;)
Cóż, kobiety ponoć bardzo wyczekują tej chwili, a facet im bardziej się broni tym łatwiej o wpadkę, choćby słowną :)
Mega ROTFL :D