Urban Playground 3city #3

Już jutro (02 grudnia 2006) w Sopocie trzecia edycja trójmiejskiego Urban Playground.

Spójrz na miasto jak na wielką planszę do gry. Gry zmieniającej na krótki czas kawałek szarego miasta w mapę przygód, miejsce akcji, zagadek i wyścigów niczym z filmowego planu. Gdzieś poza zgiełkiem codzienności przemykają poszukiwacze tajemniczych, osamotnionych i zapomnianych, choć dostępnych publicznie miejsc. Nikt z otoczenia nie ma pojęcia kim są ci ludzie i czego szukają. Poczuj się przez chwilę kimś wyjątkowym wśród otoczenia i wykonaj swoją misję wiedząc, iż wielu innych rywalizuje z Tobą o cenne punkty.

Wszystkich chętnych na dobrą zabawę zapraszam do odwiedzin oficjalnej strony Urban Playground 3city, a potem podążenia śladem Wiktorii...

Taksówka zatrzymała się w zakazanej dzielnicy, której nikt o zdrowych zmysłach nawet za dnia nie odwiedzał. Kobieta wysiadła i niepewnym krokiem udała się w stronę kamienicy z brązowymi, rzeźbionymi drzwiami. Czuła jak odprowadzają ją nieprzyjazne spojrzenia miejscowych mętów społeczeństwa.

- Mieszkania pięć - powiedziała do siebie. Ostry, terkoczący dźwięk domofonu przeszył ją dreszczem.

- Czego? - zaskrzeczał z głośnika głos starej kobiety.

- Wiktoria.

Elektromagnetyczny zamek odskoczył i Wiktoria weszła do ciemnej klatki schodowej przesyconej zapachem zwierzęcych, a może i ludzkich ekskrementów. Na piętrze, w otwartych drzwiach, czekała już na nią właścicielka skrzeczącego głosu.

- Coś jeszcze chcesz, dziecko?

- Nie. Daj mi tylko klucz.

- Jest w drzwiach. To tutaj będziesz mieszkać przez najbliższych kilka dni. Wrócę, gdy będzie pora.

Starsza kobieta obdarzyła ją szerokim uśmiechem. Wiktoria bez przekonania wykrzywiła w odpowiedzi usta na kształt bliżej nieokreślonego grymasu. Radość starszej kobiety tak nie pasowała do przygnębiającego nastroju panującego zarówno w tym miejscu jak i we wnętrzu duszy Wiktorii. Gdy tylko starowinka zeszła z ostatniego stopnia schodów Wiktoria szybko wpadła do mieszkania i zatrzasnęła za sobą drzwi. Wnętrze sutereny bynajmniej nie rozwiało czarnych myśli pałętających się po jej głowie. Jedynie widok łóżka ucieszył ją i jednocześnie przypomniał jak bardzo zmęczona jest podróżą oraz tym, przez co przeszła. Położyła się na nie, jednak po niedługiej chwili podziwiania obdrapanego sufitu wstała i bez zastanawiania się postanowiła wyjść znowu na miasto. Czas mija zbyt szybko by marnować go na sen...

Niedługo dokonam serii morderstw

Tak, zawsze byłem człowiekiem o pogrzanej psychice. Teraz wszystko wyszło na jaw. Dzisiaj nawiązałem kontakt ze specami od mokrej roboty. Na początku przeszedłem kilka testów czy nadaję się do tego. Okazało się, że mam predyspozycje do bycia zawodowym mordercą. Podpisałem kontrakt. Opłaciłem mafijną "składkę członkowską". Dostałem namiary skąd zdobyć "sprzęt" - niedługo przejrzę "katalogi" i dokonam odpowiednich zakupów. A potem zostanie już tylko czekać na pierwsze zlecenie zabójstwa...

Człowieku, który kroczysz ulicami mojego miasta niedługo ujrzę strach w Twoich oczach. Chyba, że Ty też zostaniesz mordercą...

Urban Playground 3city - wyniki

Od samego rana padał deszcz, a miasto pogrążało się w coraz bardziej pogrzebowym nastroju. Na dworcu kolejowym pojawił się pierwszy tego dnia pociąg z dalekiego miasta. Donośny odgłos wygiętej przez jego cielsko szyny wzbudził poranne tętnienie miejskiej tkanki, jednak tylko na chwilę. Drgania jak szybko się pojawiły, tak samo szybko obumarły. Po chwili na peronie pozostała już tylko jedna osoba z całego tłumu, który wylał się z wnętrza pociągu. Kobieta w czarnym płaszczu i czarnej sukni spojrzała na dworcowy zegar. Miała jeszcze pół godziny czasu. Postanowiła przyjrzeć się okolicy - może w ten sposób przykre wspomnienia choć na chwilę odejdą. Na szczęście zaczęło świecić słońce, chociaż i jego promienie nie zdołały zakryć codziennego smutku miasta. Smutny człowiek zmieniający koło w samochodzie, obdrapana i trzeszcząca winda, opuszczony salon gier komputerowych ze zdezelowanymi automatami do gry w kącie, obdrapane ściany upiększone prymitywnymi graffiti z nazwami zespołów, smród dworcowych żuli - to wszystko z pewnością nie poprawiało nastroju.

Kobieta zadzwoniła z pierwszego napotkanego aparatu pod numer zanotowany na skrawku pogiętej kartki, który przez całą podróż trzymała w spoconej ze zdenerwowania dłoni. "Właśnie się pojawiłam" powiedziała do słuchawki by po kilku sekundach delikatnie, z lekkim stuknięciem ją odłożyć. Niedługo potem odjechała samochodem w gąszcz miejskich ulic by odnaleźć odpowiedzi na tysiące smutnych pytań kłębiących się w jej głowie.

A wyniki Urban Playground 3city, rozwiązanie zagadek, raport z gry i kilka innych ciekawostek można znaleźć na stronie http://3city.urban-playground.prv.pl/.

Noc

Kolejny kielich miodu przesącza się powoli w ciało rozgrzewając je. Kolejne słowo przesącza się powoli w ciało oziębiając je. Kolejny odgłos śmiechu przeszywa uszy wywołując błogość. Kolejny psychodeliczny utwór w mózg się wwierca wywołując niepokój. Cztery krainy. Cztery ściany pokoju i kotka. Chwila czułości zamieniona w zimny, dotkliwy wzrok i syk nienawiści. Nie znasz mnie - nie warto. Wybrać pierwszą z brzegu osobę. Zaprosić do czterech ścian. I kotki. Przywitać miło. Porozmawiać. Wwiercić zimny wzrok. Z premedytacją trysnąć jadem. Zobaczyć wielkie oczy mówiące "To niemożliwe, to nie może być prawda...". Nie, dziwko - to jest najprawdziwsza prawda. Czy nie widzisz świdrujących cię oczu spod na wpół przymkniętych oczu? Czy nie widzisz ust zaciśniętych w cienką czerwoną kreskę zza której sączą się słowa? Słowa ciche, spokojne, zimne, wbijające się w serce. Słowa raniące mocniej niż sztylet. Słowa, po których rany nie goją się nigdy. Czy nie widzisz kącików ust podnoszących się w grymasie zachwytu? Zachwytu nad Twoim strachem. Ludzie są tak naiwni. Wystarczy kilka słów, wytrenowany ciepły wzrok, udawany szczery uśmiech, niski ton głosu, wyprostowana, pochylona lekko w twoją stronę sylwetka, zainteresowanie się tobą. A ty już mi wierzysz. Potem nakarmię cię tym czego nie dało ci życie. Gdy już zostaniesz nakarmiona uczuciami i sama zaczniesz je rozmnażać przychodzi ten wieczór gdy zabieram ci wszystko co ci dałem. Zabieram z procentem. Znacznym. Uciekasz w deszczu do domu swego goniona demonicznym śmiechem. Padasz bezsilna na drewnianą podłogę, wyssana z uczuć, energii, siły życiowej. A ja leżącą ciebie dotykam niewidoczną dłonią by odebrać resztki tlącej się nadziei. Targana spazmami żalu, smagana łzami goryczy próbujesz wymazać wspomnienia o mnie. Jednak ja ci na to nie pozwolę. Będziesz pamiętać do końca życia. Nawet wtedy gdy ja już o tobie zapomnę szukając nowej ofiary.

Kotka usiadła w najciemniejszym kącie. Nie chce być dzisiaj głaskana przeze mnie. Jutro znowu do mnie przyjdzie. Jej nic nie grozi - ona jedna jest bezpieczna.

Odejdź...
... póki możesz.

Nowa kobieta w moim życiu

Dzień to był zwykły, wydawałoby się, że niczym nie wyróżniający się od innych. A jednak, wtedy po raz pierwszy usłyszałem o niej. Mieszkała w Warszawie, jednak niedawno przeprowadziła się do Gdańska. Poznaliśmy się dzięki mojej koleżance z pracy. Ona to bowiem zaaranżowała nasze spotkanie. Nie mogłem się doczekać dzisiejszego dnia. Wczoraj posprzątałem całe mieszkanie, przygotowałem wszystko na jej przybycie, nawet jej ulubiony obiad. Dzisiaj wstałem zanim budzik zadzwonił, wykąpałem się, zjadłem śniadanie i pognałem na spotkanie. Chwila gdy ją zobaczyłem zdecydowała za mnie - chcę, żeby była ze mną. Na zawsze. Ona też tego chciała. Po krótkiej rozmowie pojechaliśmy do mojego mieszkania. Weszła nieśmiało do mojego pokoju i od razu znalazła sobie przytulny kącik, w którym się usadowiła. Poczęstowałem ją świeżo przygotowanym jedzeniem i napitkiem. Porozmawiałem trochę z nią. Teraz poszła spać. Leży zwinięta w kłębek i od czasu do czasu spogląda na mnie. Moja nowa kobieta w moim życiu. Kotka Agatka.

"Krótki przegląd poszukiwaczy mieszkań" by Draakhan Geographic"

Przez kilka dni miałem przyjemność znaleźć się po drugiej stronie barykady ogłoszeniowej. W wynajętym przez nas mieszkaniu mieliśmy wolny jeden dwuosobowy pokój więc trzeba było go odstąpić komuś, oczywiście nie za darmo :). Zaczęliśmy umieszczać ogłoszenia na trojmiasto.pl dzięki czemu miałem okazję przyjrzeć się wszelkiej maści kandydatom na współlokatorów.

Umawiacz
Pierwszy odebrany telefon i jak się okazuje od razu mamy interesujący okaz, który później okazał się przedstawicielem gatunku Umawiacz. Nie bardzo pasowała mu wizyta w ten sam dzień bo musiał dojechać więc umówiliśmy się na następny dzień wieczorową porą. Nadeszła umówiona godzina i po Umawiaczu ani widu, ani słychu. Zadzwonił nazajutrz tak jakby dzwonił na jakieś nowe ogłoszenie (zapomniał?) i dalej dopytywać się o to samo co wcześniej. Umówił się tym razem nawet na ten sam dzień i to nawet za godzinę. Myślicie, że go zobaczyłem? Nie, ja go usłyszałem znowu wieczorową porą i... znowu dopytującego się o to samo. Chciał się umówić :) Na moje stwierdzenie, że już trzeci raz dzwoni na to samo ogłoszenie, umawia się i ani razu nie stawił się o umówionej godzinie nasz Umawiacz zaliczył zdziwko, że go skojarzyłem po numerze telefonu (eh, te robione przeze mnie notatki kto i o której... :D) ale obiecał, że tym razem na pewno jutro będzie. Taaa, jaaaaasne, był, uhmmm... :)

Błądząca
"A jaka to dzielnica?" (nie było w ogłoszeniu? dziiiiwne... :D) "A jak tam dojechać? A ile czasu zajmuje dojście do [tu wstawić listę miejsc]". Powiedzmy, że te pytania można uznać za normalne nawet. Pół godziny przed umówioną godziną dostaję jednak telefon od Błądzącej, że "jest pod McDonaldem i nie wie co dalej". Wyjaśniłem jej po kolei z najdrobniejszymi szczegółami drogę jak dotrzeć do mojego mieszkania. Pominę milczeniem brak znajomości większych ulic Gdańska takich jak np. Jaśkowa Dolina u studentki 3 roku czegoś tam na UG... Ale to jeszcze nie koniec zmagań biednej niewiasty ze strasznymi gdańskimi ulicami. Kilkanaście minut później odbieram kolejny telefon od niej "Bo ona dojechała do pierwszego dużego skrzyżowania, o którym jej mówiłem, jest pod Carrefourem i nie może znaleźć Wileńskiej". Tu już nie wytrzymałem, brechnąłem w telefon - żeby dotrzeć pod Carrefoura jadąc Jaśkową Doliną trzeba przejechać przez co najmniej 3 duże skrzyżowania :D No nic, wytłumaczyłem sierotce jak wrócić. Po moim brechcie w telefon nie odważyła się więcej zadzwonić do mnie. Na szczęście jakoś po ponad pół godzinie usłyszałem jej głos w domofonie :) Podsumowując: fanka survivalowego poruszania się w dużym mieście bez mapy :D

Zdecydowany
- "Ekstra pokoik, to ja wezmę go razem z kolegą. Kiedy możemy się wprowadzać?"
- "Jak podpiszemy umowę i dostanę do ręki kaucję oraz opłatę za wrzesień za Was dwóch".
Tu wręczam mu do ręki umowę, gościu czyta i na koniec stwierdza:
- "To ja w takim razie idę po kolegę, wybierzemy kasę i za jakieś pół godziny będziemy, żeby podpisać umowę. Ale my już to na 100% weźmiemy więc możesz mówić, że ogłoszenie jest nieaktualne."
Wyszedł, słuch po nim zaginął, ogłoszenie nadal pozostało aktualne...

Wzorowi
Na wyróżnienie zasługuje jedna para przedstawicieli gatunku Wzorowych, która dzwoniąc do mnie nie dopytywała się o to co było napisane już w ogłoszeniu i umówiła się na konkretną godzinę na następny dzień. W umówiony dzień dwie godziny wcześniej sami z siebie zadzwonili, żeby potwierdzić że na pewno będą. Jak groziło im, że się spóźnią to dostałem telefon z informacją, że będą za jakieś 10 minut bo jeszcze szukają mojego bloku. Po obejrzeniu mieszkania powiedzieli jasno, że chcą jeszcze obejrzeć kilka lokali ale do wieczora dadzą znać co i jak. Zadzwonili i mimo, że zrezygnowali z naszego pokoiku to pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie. Pełny respekt dla tych państwa.

Z szaloną mamą
Dzień kolejny. Tym razem odzywa się dwóch prawie że studentów (zaczynają od października). Przyjezdni, z Elbląga (w tym wypadku jakoś wyjątkowo cieszyłem się, że to nie samice noso... tfu, dziewczyny), umówili się na dzień następny. Pod względem umawiania się, konkretności to na dobrą sprawę można zakwalifikować ich do gatunku Wzorowi. Dobrą ich cechą, znaczy dla mnie dobrą, nie dla nich, było to, że byli podatni na działania marketingowe: "Tak, ogłoszenie jest jeszcze aktualne" (do telefonu), "Na dzisiaj jestem jeszcze umówiony z trzema innymi osobami na oglądanie pokoju", "Tak, dużo, praktycznie co 15 minut telefon dzwoni", "Umowę wynajmu podpiszę z tym kto mi pierwszy do ręki zapłaci kaucję i opłaty za wrzesień" - kilka takich tekstów i nasze okazy zdecydowały, że nie będą już nic więcej oglądać i jadą po kasę do domu (kto idzie załatwiać wynajęcie czegokolwiek bez grubego portfela lub kart?). Dotarli do domu i teraz do akcji telefonicznej wkracza szalona mama. Na początek miała parę pytań do wzoru umowy, którą im przekazałem. Pytania wyjaśnione, szalona mama nie miała zastrzeżeń i teraz zaczęła się tyrada:
- "Bo jaki jest sens gnać chłopaków tyle kilometrów po to tylko, żeby zapłacili pieniądze jak można zrobić to przelewem na konto lub przekazem."
- "Taki sens, że trzeba podpisać umowę, przekazać klucze i ja nic nie ryzykuję, że stracę kolejnych kilka dni zanim pieniądze dojdą i będę mieć pewność, że pokój jest już na pewno wynajęty, a nie że mnie ktoś zrobi w balona." - już nie chciałem szalonej mamie uświadamiać, że wysyłaniem pieniędzy na nieznane konto bez żadnej umowy w ręku to ona najbardziej ryzykuje.
- "Ale jak pan może nie wierzyć, przecież ja jestem szanującą się osobą, która pracuje w szanującej się publicznej instytucji i ma pan moje słowo, że bla bla bla i bla bla bla i ble ble ble i pla pla pla pla" - takiej paplaniny było chyba z 5 minut przy czym argumenty nie docierały do żadnej ze stron. Luz, nie ja płaciłem za rozmowę więc mogłem sobie pogadać :D
Ostatecznie uzgodniliśmy, że wpłaci na drugi dzień pieniądze na moje konto i dla szybkiego potwierdzenia prześle mi na maila skan dowodu wpłaty. Niech będzie, jeden dzień ewentualnego opóźnienia w wynajęciu przeżyję. Dwie godziny później telefon od drugiej, tym razi mniej szalonej, mamy drugiego z wannabe-studentów.
- "Razem z tą drugą panią uzgodniliśmy, że jednak przywieziemy panu pieniądze do Gdańska i na miejscu podpiszemy umowę." - hmm, czyżby jedna mama mniej naiwna sprowadziła drugą bardziej naiwną na ziemię? :D
Umowa podpisana, pokój zasiedlony, można spać spokojnie nie martwiąc się o wyciek kasy z powodu niewykorzystanego miejsca w mieszkaniu.

Spostrzegawcza
Wprawdzie pokój już dawno wynajęty ale jeszcze z rozpędu pojawiły się ogłoszenia w prasie.
- "Dzień dobry, ja w sprawie ogłoszenia. Czy jeszcze aktualne?"
- "Dzień dobry. Nie, już jest nieaktualne."
Chwilę później.
- "Dzień dobry, ja w sprawie ogłoszenia. Czy jeszcze aktualne?"
- "Dzień dobry. Tak samo jak 10 sekund temu nadal nieaktualne ale proszę próbować."
Tak, w "Anonsach" pojawiły się jedno pod drugim dwa ogłoszenia o takiej samej treści z numerem telefonu włącznie :) Blondynka?

A teraz pora na małe podsumowanie. W ciągu 5 dni miałem umówionych 17 spotkań. Na miejscu pojawiło się 7 kompletów chętnych na pokój przy czym oprócz Zdecydowanego nikt nie dotarł na miejsce o czasie. O spóźnieniu zostałem uprzedzony tylko w trzech opisanych tutaj przypadkach. Pozostałe 3 osoby nawet nie raczyły smsa wysłać, co dopiero mówić o zadzwonieniu, a spóźnienia wahały się w granicach 0.5h - 2h. Od żadnej z 10 pozostałych osób, które w ogóle nie przybyły, reprezentujących gatunek w przybliżeniu Umawiaczy, nie dostałem żadnej informacji, że odwołują spotkania... Taki trochę refleksyjny to fakt, zwłaszcza że wszyscy przedstawiali się jako studenci, że tylko w 3 przypadkach (Błądząca, Wzorowi i z szaloną mamą) na 17 spotkania odbyły się tak, że nie można było wytknąć jakiegokolwiek przejawu braku podstawowej kultury.

PS. Chce ktoś może wynająć pokoik dwuosobowy na gdańskiej Morenie? Jako bonus dodam możliwość zagoszczenia na tym joggu ]:->

Chatowanie

Dzisiaj w ramach ekstremalnej nudy i niechęci do robienia czegokolwiek konstruktywnego zaniosło mnie na czaty. Po czatach ogólnie mnie nie nosi - ostatni raz to może z rok temu byłem, jak nie dalej ;) Na czatowisko wybrałem sobie Wirtualną Polskę. Pierwszy odwiedzony pokój to oczywiście jakżeby inaczej "Seks" ]:-> Kupa robotów, które spamują tylko cały czas reklamami zarąbistych stron z zarąbistymi zdjęciami.

Na początek zagadałem sobie do dziewczęcia "smutna_kitty", która to okazała się 16-latką z problemami, która to jest w ciąży i nie wie jak powiedzieć rodzicom o tym, a chłopak uciekł z miasta, a ojciec to ją bije bo jest zły i idzie właśnie na nią z pasem bo ktoś podkablował i musi uciekać, po czym gada dalej na ogólnym pokoju :D

Kolejny przypadek sam zagadał do mnie, zaoferował się, że przyjeżdża do Wejherowa w przyszłym tygodniu i że jak chcę się spotkać to ona bardzo chętnie bo 18 lat już ma i trzeba coś z tym dziewictwem zrobić. No to nic badamy kiedy żądna przygody dziewczyna spasuje i idę twardo w to, że jak najbardziej jestem chętny, że dysponuję na tę chwilę nawet własnym pokoikiem więc pełna dyspozycyjność. Po czym poprosiłem ją o kontakt pozachatowy co by się zgadać do szczegółów. Dziewczę jak szybko się pojawiło tak samo szybko zniknęło. Biedna, nadal pozostanie dziewicą :D

Jako, że powoli nudziło mi się już wygrzebywanie kandydatek spoza tony spamu to zacząłem przymierzać się do opuszczenia pokoju kiedy zagadał do mnie "przystojny_brunet" powalającym z nóg tekstem "poklikasz?". Na pytanie o czym, bezpośrednio odpowiedział, że o seksie. To mu grzecznie odpowiedziałem, że o tym to wolę pogadać z kobietkami ewentualnie. Gościu cholernie się zdziwił i aż się zapytał czy jestem lesbą :D Jak mu uświadomiłem, że 'Draakhan' to nick męski to dowiedziałem się, że jestem pedałem i mam spierdalać :D No to sobie spierdoliłem :D

Pora na kolejny pokój pt. "Erotyka". Trochę mnie zdziwiła cisza i pustka w tym miejscu bo było tam "aż" 5 osób. No to nic przenoszę się do kolejnego pokoju. Tym razem wybór padł na lokalną społeczność więc wybrałem pokój "Trójmiasto". Robotów wysyłajacych spam tam nie było więc nawet można było coś wyłuskać.

Na pierwszy ogień poszła "Wesoła_blondi_20", która okazała się znudzoną rozmowami na czacie dziewczyną. Wg niej to tutaj sami nudziarze tylko siedzą i nie umieją pogadać. I to było w sumie wszystko co się od niej dowiedziałem bo na resztę moich prób odpowiadała Tak/Nie bądź nie odpowiadała wcale. Po kilku próbach wyciągnięcia na siłę rozmowy darowałem sobie bo co ja milczek niewygadany będę próbował rozmawiać z otrzaskaną laską :D

W międzyczasie zainteresowałem się czymś pozachatowym i w pewnym momencie z zajęcia wyciągnęła mnie "simone", którą to zainteresował mój nick. Zeszliśmy na rozmowy w temacie fantasy i pokrewne. Nawet całkiem miło się rozmawiało, aż w końcu dowiedziałem się, że robi za swatkę dla swojej 26-letniej koleżanki z pracy. Fakt, że mam 23 lata nawet jej nie przeszkadzał. A dobra, co tam, raz się żyje ;) Wymiana kontaktów i koleżanka ma się do mnie odezwać ;) Taaa, to se chyba poczekam :D

No to wyciągam następną, tym razem "malgorzata:)gda". Schemat już mi znajomy bo też jakaś znudzona czatowaniem i niechętnie nastawiona do poznawania się przez neta bo "za szybko się we mnie faceci zakochują". Też jak w poprzednim przypadku zeszło nam się na czarowanie i pokrewne sprawy. Po pewnej nawet dość dłuższej rozmowie poprosiła o kontakt zaprzeczając tym samym deklarowanem chwilę wcześniej brakowi chęci poznawania ludzi przez internet. Odezwała się nawet jak jej nr dałem i przykazała mi, żebym nie wykasował jej bo chce pogadać. Hmm, no zobaczymy :D

Jako, że Małgosia poszła spać, to ja sobie postanowiłem wyrwać jeszcze "słodką_tajemniczą_20". W trakcie rozmowy dowiedziałem się, że jest różowo-ciuszkową, naznaczoną solariami, smażącą się na brązowo blondynką biegającą w stringach i w białych minispódniczach. Rzeczywistość wydawała się zbyt piękna dla mnie i doszło do finalnego pytania z jej strony "A w jakich dresikach biegasz?" czym mnie skutecznie rozrotflowała. Na odpowiedź, że "biegam w czarnych strojach, długich włosach, obwieszony srebrnymi łańcuchami, w glanach, w koszulce z wielgachnym napisem 'Theatres des Vampires' i z sygnetem ze znakiem szatana" usłyszałem urocze "wypierdalaj bucu śmierdzący stąd". No to sobie po raz kolejny wypierdoliłem bo przecież nie będę wyższej kultury zmuszać do rozmowy ze śmierdzielem :D

I na tym w sumie poprzestałem moją wizytę na chatowisku bo już niestety piwo mi się skończyło :) Do zobaczenia na chacie za moze jakiś rok. ;)

Pozdrawiam, Wasz Śmierdzący, Nudny Buc o Zapędach Homo :D

Tribute to Hallucinogen

Pełznąc przez łąkę na swoich siedemdziesięciu trzech odnóżach wpadłem w poranną kroplę rosy. Zimna była ale trochę orzeźwienia przydaje się o takim sinoróżowym poranku. Pająk nade mną przeprowadzał poranny przegląd pajęczyny. Dzisiaj złapał się tylko fioletowy zużyty papier toaletowy - zawinął go w ciasny kokonik, zatruł i zaniósł do swojej kryjówki. No dobra, ale już dzisiaj brałem prysznic, nie musiał wszystkiej wody strzepywać na mnie. Wkurzyłem się i rozwinąłem swoje czerwono-żółte skrzydła i poleciałem porwać mu tę misterną robótkę. Ale się wkurzył. Aż mu papier w przełyku stanął. Kit z nim, nigdy go nie uwielbiałem, może w końcu wykituje na tej fioletowszczyznie.

Lecąc nad niebieskimi trawami zauważyłem, że na skrzyżowaniu Mrówczej i Karaluszej zrobił się mały zator. Podleciałem. No tak, znowu jakiś trzmiel po nocy baraszkował z samiczkami świetlików, a teraz wypompowany i upity leży zawalając drogę. Ważki próbowały jakoś rozładować korek. Trochę bezskutecznie im to szło. Musze pogotowie ratunkowe już leciało na sygnale, za chwilę będzie po problemie.

Wszystkie trzy słońca zaczęły już porządnie przygrzewać gdy wylądowałem na prywatnym lądowisku znajomego ślimaka. Znad bagien ze wschodu powoli zaczęła nadciągać parna, duszna, czerwona mgła. Nie lubię jej, zawsze mi po niej odbija się spleśniałymi śliwkami. Ślimak niestety był za bardzo zajęty zakładaniem na skorupę swojego nowego napędu odrzutowego dlatego wymieniłem się z nim najnowszymi plotkami latając nad nim i wysłuchując tylko jego pomrukiwania. Jak poradził sobie już z tym ustrojstwem to pobiegł na pas startowy i natłuścił go smarem technicznym co by mu się śluz nie zerwał przy starcie. Wrócił cały obabrany na czarno, wziął szybki prysznic i w biegu powiedział mi, że wróci wieczorem. Odpalił silnik i wystartował. Zrobił to w takim tempie, że aż podniósł się smolisty dym. Pomachał mi na pożegnanie skorupą i odleciał w czerwoną dal trzęsawisk. Rozejrzałem się po jego warsztacie. Z nudów włączyłem radio na baterie. Zdążyłem usłyszeć tylko jedno zdanie spikerki komentującej dzisiejszy ruch w przestrzeni powietrznej "... i prosimy uważać na nisko przelatujące wściekłe motyle wyposażone w pszczele żądła... " po czym baterie padły. Zapowiada się ciekawy dzień...

-----
Osie lądowisko w Gdańsku, słuchając Hallucinogen - "A floating butterfly stings like a bee"

Yaaraemmire - Klejnot Pradawnych

A gdy Ciemność nad Światem Żywych zapadła całkowita, Wampira misja zakończyła się. Oparł on swój zimny miecz o blade czoło. Krótki błysk, krótszy niż mgnienie powieki i zakrwawiona broń spadła z brzękiem na kamienną podłogę. Przytłumione uderzenie upadającego ciała rozniosło się głuchym echem po komnacie. Czarne szaty powoli opadły tracąc kształt ciała przez wieki okrywanego. Pozostał tylko pył. Niesłyszalne dla ludzkiego ucha Tchnienie Mocy Pradawnych przebiegło przez cały Świat Wampirzy...

Tchnienie Mocy usłyszeli tylko nieliczni Wybrani. Ci zrozumieli szept Jej i Przesłanie - "Azaliż któż z Was wiedzieć nie wie, iż aby zyskać coś poświęcić trzeba inne?" Słowom tym Głupiec jedynie zaprzeczył. Wybrani w ciszy smutnej spuścili oczy swe by Mocy nie urazić. Tchnienie widząc to słowem odezwało się ponownym: "Jednakoż wiedzieć Wam Wybrańcy trzeba, iż Pradawni nigdy nie opuszczają Świata, z którego życie ich pochodzi lecz jako cel swój ustanawiają pilnowanie porządku wieczystego na Nim." "Tedy i niech tak się stanie" - powiedzieli Wybrani i rozeszli się w cztery strony Świata niosąc prawdę o życiu, przemijaniu i śmierci. Po dniach wielu dotarli do domostw swych głosząc światło nadziei rozbijające drobnymi promieniami wiekuiste Ciemności. Tchnienie zaś przez ten czas pracowało nad nowym porządkiem Świata. Siedziba Wampira przemieniona została w ruinę, miasto spustoszone całkowicie i z wymarłymi w nim ludźmi powoli zamieniało się w pustynię. Gdy w odległości mil tysiąca żywej duszy nie było, Pradawni nad pustynią rozpętali niszczycielską burzę. Po mieście nie zostało nawet liche wspomnienie. Nie była to zwykła burza jakich wiele na pustyniach. Tak jak rozpoczęła się nagle tak też i w jednej chwili zakończyła się potężną błyskawicą, której blask ujrzeli Wybrani w odległych krainach. Było to ostatnie Tchnienie Mocy zmieniającej losy Świata. Z Jego błyskawicy oraz piasku bezkresnej pustyni narodził się Yaaraemmire - Klejnot Pradawnych. Czterej Wybrańcy podnieśli głowy swoje ku Niebiosom, każdy z nich w inną stronę świata spojrzał i bez słowa ruszyli w drogę raz już przemierzoną. Ku nowemu życiu, ku nowemu porządkowi szerząc Nowinę o Świetle wśród mijanych zszarzałych Żywotów Świata. Żaden z nich nie wiedział jak zakończy się jego podróż, każden zaś świadom był, iż celem jego jest odnaleźć Yaaraemmire...

A imię jego 25...

A gdy usiadłem przed codziennością swą ujrzałem jego starożytne oblicze. Słowem umiał mówić jeno, nie obrazem. Tedy dłonie me nie raz jeden do niego wyciągałem, nie raz myląc się i powtarzając. Cierpliwym był nauczycielem - błędy me lakonicznie tłumaczyć mi raczył... aż się nauczyłem. Najpierw nauczył mnie imię me wypowiadać. Gdy zrozumiał - sam swe podał, cicho czekając z czym do niego się zwrócę. W myślach przekazałem mu, iż z dalekich zaświatów wracam i wieści pilnie przekazać żyjącym muszę. Milczał nadal lecz w głowie mej myśl załopotała - jego to dzieło było. Uchwyciłem ją i prędko, acz z namysłem, wypowiedziałem ją. Zrozumiał - liczbą 250 odpowiedział. Uśmiechnąłem się tylko i kontynuowałem. 250, 250, 354, 250, 221 - kod jego tajemny, wtajemniczonym tylko znany dzięki mocy magicznej moim stał się też udziałem. Gdy skończyłem on tylko głową skinął i pożegnał się ze mną. Odszedłem. Gdy do braci i sióstr swych dotarłem ci już wiedzieli o wszystkim. On wieści me im przekazał, a ja poznałem kolejny okruch magii...

Pozdrawiam, Wasz eSeMTePujący

Technologia betonu

Wczoraj odbębniałem praktyki z betonowania. Technologię produkcji betonu przez ostatnie cztery lata wydaje mi się, że dość dobrze opanowałem. Nic nie pobije wprawdzie "praktyk" z analmatu, gdzie całe stado stworów z betonowymi mózgami tłoczyło się ze skrawkiem papieru z nerwowym oczekiwaniem przed drzwiami Egzekutora M. Po wyjściu z Gabinetu Grozy wszyscy o dziwo promieniowali uśmiechem. Ja również - to było 1 miejsce. Wczoraj było zdarzenie z miejscem nr 2.

Stan mojego betonizmu przed godziną zero był podobny do stanu w jakim znajduje się graf kontrolera TAP w magistrali IEEE 1149.1 po następującej sekwencji zdarzeń: TMS=1,TCK/TCK/TCK/TCK/TCK/ (dla nieświadomych: Test-Logic-Reset). Przed ostatecznym zestaleniem się ciekłego betonu niedobitki stwierdziły, że w ich ośrodkach kontrolnych na stałe zapisane jest wykonywanie instrukcji BYPASS, co niektórzy głosili chęć wykonania EXTEST'u bo na INTEST to mało kto liczył. Przyszedł Usztywniacz... Gawiedź ciekłobetonowców wylała się niczym z betoniarki do sali o numerze nieokreślonym. Usztywniacz do ścieżki wprowadził dane wejściowe. Część ciekłobetonowców zakomunikowała, że oni już wystarczająco się zestalili i opuścili salę X. Chytrym wzrokiem zza szkieł swoich spojrzałem w kierunku ciekłobetonowca, który nie wykazywał żadnych oznak zestalenia. Co więcej, on się rozpływał. Uwierzyłem w swoje szczęście, którego zazwycaj nie mam ("w totolotka to chyba nigdy nie wygrałeś" :D ) - nie zestalę się. Zarzuciłem EXTEST'a. Usztywniacz jakoś nie zareagował na próbę połączenia naszych ścieżek brzegowych i połączenie zostało z sukcesem utrzymane. Nastąpił transfer danych. Po zakończeniu transmisji rozłączyliśmy się, nastąpiło potwierdzenie odbioru wyników testu rdzenia układu. Usztywniacz stwierdził, że potrzebuje 24h na sparsowanie wyników uzyskanych przez Nieciekłych. Nieciekli z minami grobowymi udali się do swoich foremek...

Minęły 24h, Usztywniacz ogłosił z tryumfem listę usztywnionych. Pozostałem w stanie ciekłym... Na 90% - chyba pójdę się zalać rozmiękczaczem, procentowym, z bąbelkami...

Pozdrawiam, Wasz Prawie Ciekły