Polbank - nasze motto to "dostępność i ..."

Dzisiaj w dziale "Narzekadła" chciałbym serdecznie powitać bank wymieniony w tytule. Historyjka będzie z gatunku obrazkowych. Zaczniemy od trzęsienia ziemi i stopniowo będziemy podnosić napięcie, aż do nieoczekiwanego końca zaczajonego trzech kropkach z "dostępność i ..."

Czytaj dalej...

Carisma Entertainment Group - piętnuję!

Kupiłem sobie po raz pierwszy w życiu legalny film. Wkładam do napędu i... cisza. A właściwie nie cisza, tylko zgrzyty, rozpędzanie się płyty, hamowanie, znowu zgrzyty, a płyta za nic nie chce się odtworzyć. No nic, patrzę, czy w ogóle się coś zamontowało. Pustka. No to montujemy z palca i dostaję piękny komunikat: "No medium found". Pierwsza myśl, walnięta płyta. Idę jednak do kumpla do pokoju obok i proszę go żeby mi sprawdził płytę. U niego śmiga bez żadnych problemów (Windows), a u mnie po kolejnej próbie nadal nie (Ubuntu).

No nic, trzeba będzie zareklamować płytę u sprzedawcy. Ale z ciekawości popatrzyłem sobie na opakowanie i czytam, że płyta jest zabezpieczona jakimś programem antypirackim FOTA. A no to ładnie zabezpieczyli przed piratami, przed wszystkimi pozostałymi również... Coś mnie natchnęło, żeby napisać maila do wydawcy płyty, którym jest Carisma Entertainment Group. Wysmarowałem pięknego maila z opisem sytuacji, systemu i komunikatu błędów oraz z zapytaniem jakie proponują wyjście z sytuacji. 10 dni i... cisza. No nic, to może nie ten adres. Ponownie wszedłem na ich stronę "Kontakt", tym razem wyciągnąłem wszystkie dostępne adresy i wysłałem tego samego maila pod nie. Dostałem parę zwrotek, że podane adresy są nieprawidłowe, minęło kolejne 10 dni i dalej cisza.

Taaa, nie ma to jak mieć głęboko w poważaniu swojego klienta i nawet nie raczyć odpowiedzieć na maila z reklamacją. Panie i Panowie z firmy Carisma, czujcie się jak następnym razem kupię cokolwiek firmowanego Waszym znakiem. Rozpalone żelazo Wam tam, gdzie mnie macie.

Sukcesy polskiej policji

Krótkie podsumowanie sukcesów polskiej policji

  • Twórcy redwatch.info - na wolności, serwis - działa
  • Twórcy napisy.org - zatrzymani, serwis - zamknięty
  • Coraz bardziej boję się wyjść na ulicę wieczorem w moim mieście
  • Coraz bardziej boję się cokolwiek robić w sieci

Webd.pl i obsługa domen

Oto jak wygląda "Twój profesjonalny hosting" w webd.pl oraz równie profesjonalna obsługa klienta, profesjonalne załatwianie trochę mniej standardowego problemu i wielka chęć pomocy klientowi przez pracowników tej firmy w rozwiązaniu tegoż problemu. Więcej komentarzy i opinii myślę nie muszę wygłaszać, gdyż poniższa korespondencja między mną, a tą firmą jest samoopiniująca się. Smaczku dodaje jeszcze fakt przed chwilą przeze mnie znaleziony, że niejaki s.hersztek to prawdopodobnie Szymon Hersztek podpisujący się na forach internetowych jako "wlasciciel Globtel Internet czyli marki www.webd.pl".

Temat: Wpisy w DNS dla XMPP - [otwarty]

Tresc:

Witam,

Chciałbym skorzystać z hostingu XMPP w ramach platformy Chrome.pl i w związku z tym mam prośbę o ustawienie dla mojej domeny draakhan.info odpowiednich wpisów na serwerach DNS utrzymujących tę domenę.

Więcej informacji na temat potrzebnych mi wpisów można znaleźć tutaj:
http://www.chrome.pl/
http://docs.xiaoka.com/chrome:xmpphosting

Z góry wielkie dzięki :).

--
Pozdrawiam,
Bartłomiej Szymański
-------------------------------
napisal: draakhan, 2007-02-23 06:48:20


Prosze powiedziec co dokladnie mamy uczynic
-------------------------------
napisal: s.hersztek, 2007-02-23 09:41:17


Na podanej przeze mnie stronie jest coś takiego:

---
Jedyne co musisz zrobić, to ustawić następujące wpisy DNS:

_xmpp-client._tcp.your_domain SRV 10 0 5222 seikken.xiaoka.com.
_xmpp-server._tcp.your_domain SRV 10 0 5269 seikken.xiaoka.com.
---

Czyli wychodzi, że w moim przypadku potrzebne są wpisy:

_xmpp-client._tcp.draakhan.info SRV 10 0 5222 seikken.xiaoka.com.
_xmpp-server._tcp.draakhan.info SRV 10 0 5269 seikken.xiaoka.com.

Resztą obsługi protokołu XMPP zajmę się już sam :).
-------------------------------
napisal: draakhan, 2007-02-23 09:52:58


Niestety powyzsze rekordy nie sa wspierane przez nasze serwery
-------------------------------
napisal: s.hersztek, 2007-02-23 09:54:31


Tzn. co, vim na serwerze odmówi wpisania tych dwóch linijek do jednego pliku tekstowego? Bo jakoś nie potrafię sobie wymyślić innego powodu, dla którego wspomniane "rekordy nie są wspierane".

Poproszę o wytłumaczenie dlaczego na Waszych serwerach nie można umieścić takiego rekordu.
-------------------------------
napisal: draakhan, 2007-02-23 17:03:26


Nasz panel administracyjny nie wspiera takich rekordow a kazda kolejna edycja strefy spowoduje ich usuniecie dlatego tez nie moga zostac dopisane
-------------------------------
napisal: s.hersztek, 2007-02-24 15:27:17


A przepraszam bardzo, co mnie obchodzi, że Wasz panel administracyjny nie wspiera czegoś? Zmieńcie sobie na taki, który nie będzie stwarzać problemów.

Czy w Waszym regulaminie jest wspomniane chociaż słowem, że nie będzie można w pełni korzystać ze swojej domeny po przeniesieniu jej na Wasze serwery? Nie, nie ma. Pójdźmy dalej, czy jest to wspomniane w Waszym FAQ (zdaje się, że nie miałoby to i tak żadnej wartości prawnej)? Również nie ma. Czyli nie zostałem uprzedzony o konsekwencjach przeniesienia się do Was z domeną, a ograniczenia się pojawiły. Czyli mamy niewywiązanie się z umowy z Waszej strony.

Jako, że nie mam zamiaru zrezygnować z hostingu XMPP to oczekuję wymyślenia i podania mi rozwiązania umożliwiającego wykorzystanie zarówno zakupionego u Was hostingu, jak też i uruchomienia w ramach mojej domeny hostingu XMPP. Żeby pójść Wam na rękę nie wykluczam skorzystania z innych serwerów DNS do utrzymania mojej domeny, tylko proszę o dokładne wyjaśnienie co i jak mam zrobić, żeby odbyło się to sprawnie.
-------------------------------
napisal: draakhan, 2007-02-24 16:34:18


Przykro mi ale nie ma mozliwosci ustawienia tych rekordow
-------------------------------
napisal: s.hersztek, 2007-02-24 17:38:17


JEST TO MOŻLIWE!!!

I ostatni raz proszę o niewciskanie mi ciemnoty oraz o niepowtarzanie cały czas tego samego zdania tylko zajęcie się problemem!

W tej chwili mam już gotowe konto na freedns.sgh.waw.pl i zamierzam tam przenieść się z obsługą domeny, która zapewni mi edycję rekordów SRV i nie tylko, w przeciwieństwie do Waszej firmy, która najwyraźniej ma problemy lub też po prostu nie wykazuje chęci w pomocy z rozwiązaniem niestandardowego problemu. Po raz ostatni proszę o pomoc i instrukcję w jaki sposób przenieść się tam i co ustawić, żebym mógł korzystać zarówno z Waszego hostingu www, jak też i z hostingu XMPP.

Informuję również, że jestem zirytowany Waszym poziomem obsługi klienta i zamierzam przedstawić powyższą korespondencję na forach internetowych jako element opiniujący Waszą firmę. Od Was już tylko zależy, czy zostanie to przedstawione jako problem _jednak_ rozwiązany, czy może jako problem, na który po raz kolejny otrzymam olewającą odpowiedź w stylu "Przykro mi ale nie ma mozliwosci ustawienia tych rekordow".
-------------------------------
napisal: draakhan, 2007-02-25 10:02:22


Domene nalezy skonfigurowac na nowych serwerach a nastenie nalezy zmienic delegacje domeny na nowe serwery w panelu obslugi domeny Wszelkie te informacje powinien pan uzystac w firmie w ktorej zostala wykupiona domena
-------------------------------
napisal: s.hersztek, 2007-02-25 11:01:56


Chodzi mi o szczegóły tej konfiguracji czyli w jaki sposób mam poustawiać wszystkie rekordy, żeby działały strony u Was hostowane oraz poczta. Co z subdomenami, czy je też trzeba wszystkie wpisywać na nowym serwerze czy obsługa subdomen będzie już po Waszej stronie?
-------------------------------
napisal: draakhan, 2007-02-25 14:46:16


Jezeli przestawi pan domene na inne serwery to obsluga subdomen bedzie bardzo utrudniona. Prosze skontaktowac sie z operatorem domeny w celu wyjasnienia obslugi domeny
-------------------------------
napisal: s.hersztek, 2007-02-25 16:26:23


Znaczy się operator ma mi powiedzieć w jaki sposób *Wy* do tej pory mieliście skonfigurowaną moją domenę, żeby wszystko działało? Operator ma też mi powiedzieć czy zmiany w subdomenach w *Waszym* cPanelu + moje zmiany rekordów A w konfiguracji serwera DNS będą wystarczające i czy po którejś stronie nie wystąpią żadne problemy? Operator ma mi też podesłać dotychczasową konfigurację strefy jaka była na *Waszym* serwerze?

Proszę z łaski swojej nie ośmieszać siebie i swojej firmy...

Firma, w której wykupiłem domenę to może mi powiedzieć co najwyżej w jaki sposób zmienić delegację domeny.

Obsługą domeny do tej pory zajmowała się *Wasza* firma i jeśli z jakiegoś powodu nie jesteście w stanie zapewnić pełnej funkcjonalności mojej domenie, to wypadałoby chociaż pomóc przy przeniesieniu się na inny serwer w taki sposób, żeby wszystkie działające na *Waszych* serwerach strony i poczta działały nadal prawidłowo i żebym czegoś nie namieszał przy przeprowadzce. No, ale to się musi chcieć pomóc klientowi...
-------------------------------
napisal: draakhan, 2007-02-25 17:29:41


Wszystkie subdomeny nalezy ustawic na adres ip 83.149.77.156 rowniez rekord mx powinien wskazywac na nasz serwer
-------------------------------
napisal: s.hersztek, 2007-02-25 17:46:33

Przeprowadzka

Skończył się lipiec i skończył nam się termin najmu mieszkania. Nasza grupka porozłaziła się do innych mieszkań, z innymi osobami. Tak też i ja zacząłem już na początku lipca poszukiwania razem z moim kumplem jeszcze z czasów ogólniaka.

Po dwóch tygodniach znaleźliśmy całkiem przyjemne mieszkanko w centrum Gdańska-Wrzeszcza. Wszystko pięknie ładnie, umowa podpisana, my zaś przygotowani do przeprowadzki. Pierwsze cyrki zaczęły się w ostatnim tygodniu lipca kiedy usiłowałem skontaktować się z właścicielką mieszkania w sprawie przekazania nam kluczy kilka dni przed rozpoczęciem umowy czyli przed 1 sierpnia. Babka łaskawie zgodziła się dać nam wstęp do mieszkania dwa dni przed tą datą czyli w niedzielę. Gdy zjawiliśmy się w umówionym dniu na miejscu dostaliśmy do ręki zamiast kluczy wypowiedzenie umowy, która de facto nawet jeszcze się nie zaczęła. Argument babki normalnie powalał z nóg: "Bo nam się w zeszłym tygodniu urwał wężyk przy muszli, zalało sąsiadów i już mam dość tego mieszkania i będę je sprzedawać". Normalnie powód jak i szybkość decyzji rewelacja. Dodajmy, że w umowie zaznaczone było, że wypowiedzenie umowy musi być z terminem przynajmniej miesięcznym. Łaskawie babka się nam na to zgodziła, że możemy ten miesiąc pomieszkać. Tyle, że abyśmy szybko z tej opcji zrezygnowali to zaczęła nas zniechęcać. Pierwsze co, że rezerwuje sobie prawo do wprowadzenia do mieszkania w dowolnej porze, nawet jeśli nas nie ma, potencjalnych kupców mieszkania. Kolejny motyw, to że da nam tylko jeden komplet kluczy. Usłyszeliśmy też dodatkowo, że ostatnio jakaś tam para mieszkała i nawet jej kluczy do mieszkania nie oddała ale ona nie zamierza wymieniać zamków bo przecież tutaj nic nie będzie co można ukraść (jaaaasne) i że nie życzy sobie abyśmy samowolnie zamki zmieniali bo przecież będziemy tylko miesiąc. Smaczków takich było jeszcze więcej. Ostatecznie sami zrezygnowaliśmy z mieszkania (bez pisemnego wypowiedzenia) i zażądaliśmy zwrotu kaucji. Szczęśliwa nam ją wypłaciła, a my zostaliśmy bez mieszkania, mając dwa dni na jego znalezienie. Rysowała mi się już piękna wizja mieszkania pod mostem. :)

No cóż, babką zajmiemy się później - niewykluczone, że postanowimy uprzykrzyć jej życie, jakby nie patrzeć prawo w tym momencie jest po naszej stronie i można to wykorzystać. Teraz jednak trzeba by w tempie ekspresowym coś sobie znaleźć. Jako, że najbliższe Anonse z "nieruchomościami" miały być w środę, a w internecie nie było niczego ciekawego to zostaliśmy zmuszeni do skorzystania z pośrednictwa agencji nieruchomości. Wybór był trafny bo w ciągu jednego dnia mieliśmy nagrane pewne mieszkania, a następnego załatwione zostały wszystkie formalności. Mieszkanko dwupokojowe jakie dostaliśmy to full-wypas, z jeszcze lepszą lokalizacją (10 minut spacerkiem do pracy mam :D). Ponadto właścicielka Agencji Nieruchomości Olak świetnie się spisała ściągając specjalnie dla nas z urlopu właścicieli mieszkania, które sobie upatrzyliśmy i załatwiając nam wszystko w tempie ekspresowym. W ofercie mieszkanie miało być dostępne do oglądania i wynajmu od 7 sierpnia. W dniu 1 sierpnia otrzymaliśmy klucze i można było wprowadzać się. :) Można powiedzieć, że wprawdzie troszeczkę nas to biuro pośrednictwa kosztowało to jednak warto było.

A na koniec, jak ktoś ciekawy gdzie mieszkam, to służę mapką z Google.

Pierdoleni piraci drogowi

Z góry przepraszam wszystkich za wulgaryzmy w tej notce ale inaczej nie umiem.

Wczoraj sobie spokojnie siedzę rano i jem śniadanie gdy zadzwonił do mnie telefon. Wiadomość zmroziła mnie w miejscu. Moja mama trafiła do szpitala po wypadku samochodowym. Niewiele się zastanawiając (bo i nad czym tu się zastanawiać) zadzwoniłem do szefowej i zwolniłem się z pracy, w pociąg i do Malborka dowiedzieć się co i jak.

Około 4 rano moja mama wyjechała samochodem, maluchem, na rynek. Kilkaset metrów od domu kierowca ciężarówki postanowił sobie powyprzedzać pod górkę, na zakręcie i na ciągłej z obu stron linii. W trakcie wyprzedzania nagle (dziwne, co nie?) zauważył, że ktoś jedzie z naprzeciwka. Aby uratować się wykonał nagły skręt, zepchnął malucha i wbił go w drzewo. I teraz "najciekawszy" fragment: zarówno kierowca ciężarówki jak i kierowca samochodu jadącego z naprzeciwka wspaniałomyślnie zwiali sobie z miejsca wypadku. Nosz kurwa, jakbym dorwał tych kutasów to normalnie powiesiłbym ich za jaja. Pierdoleni piraci drogowi.

Dalszego ciągu wydarzeń można się tylko domyślać bo moja mama straciła przytomność od uderzenia i odzyskała ją dopiero w szpitalu (co chwilę ją jednak tracąc tam). Prawdopodobnie po jakichś kilkunastu minutach pojawił się w okolicy jakiś ktoś, kto zatrzymał się zobaczyć co się stało. Wyciągnął mamę z zawiniętego o drzewo samochodu i zadzwonił po pogotowie i policję. Do szpitala mama trafiła po jakiejś godzinie z hakiem od wypadku...

Na miejscu zdiagnozowano silny wstrząs mózgu, założono kupę szwów i wysłano na badania. Na szczęście z dotychczasowych wyników wychodzi, że chyba niczego gorszego nie będzie. Badań jednak nie koniec, mam nadzieję jednak, że nic gorszego nie wyjdzie już.

A i tak w całym wypadku można mówić o bardzo dużym szczęściu, że maluch walnął w drzewo stroną od pasażera, a nie od kierowcy i że był w dobrym stanie dzięki czemu powgniatał się nie na całości tylko w miejscu uderzenia. Gdyby ktoś siedział po stronie pasażera to patrząc na stan samochodu niewielkie dałbym szanse na wyjście żywym temu pasażerowi...

Ehh, czeka mnie długi weekend na szpilkach...

A pomoc techniczna Google ssie

Dokładnie, pomoc techniczna Google'a ssie, jest niedouczona, nie umie czytać maili i odpowiada pierwszą z brzegu regułką zupełnie nie na temat. Ale teraz to już w ogóle przegięli. Ja rozumiem, że może mój angielski nie jest full wypas i kupę błędów w nim robię ale to co teraz odwalili to już porażka. A zresztą, co będę opisywać - kopia dotychczasowej korespondencji poniżej:

Ja:

After sending big email to gmail account I receive that message:

"Remote host said: 552 5.2.3 sorry, that message size exceeds the maximum a23si659319nfc"

I think that "a23si659319nfc" is rather bad number.

Google Team:

Thanks for your report. To help us investigate your situation, please send us the full headers from the most recent message(s) affected by this issue.

To display this information in Gmail, please follow these steps:

1. Log in to your Gmail account.

2. Select the conversation containing the message affected by this issue, and open the individual message.

3. Click 'More Options' next to the recipient name(s).

4. Click 'Show original.'

Please copy and paste the contents of the new browser window into your reply. If you don't wish to include the text of the affected message, simply delete the body of the email from the above information. But, please be sure to include the full headers.

To obtain headers from other webmail or email providers, please refer to this page: http://mail.google.com/support/bin/answer.py?answer=22454&topic=43.

Thanks in advance for taking the time to send us this information -- it will help us investigate the issue further.

No dobra, po co im nagłówki wiadomości skoro problem nie dotyczy samej wiadomości tylko błędu w ich systemie to ja nie wiem. No ale dobra, wysłałem im to co trzeba z wiadomości, którą od nich otrzymałem - w sumie mogłem wysłać nagłówki dowolnego maila, i tak nie zmieniłoby to nic. Nagłówków nie będę przedstawiać bo każdy wie jak wyglądają. Do nagłówków dodałem tylko dwuzdaniowy komentarz, żeby przybliżyć im o co chodzi.

Ja:

Here you have the whole message I received. Message I sent was about 19 MB.

Google Team:

Gmail accounts are not able to send or receive messages larger than 10MB. Messages sent to Gmail accounts that are larger than 10MB will be returned to the sender without being delivered. We suggest breaking the 19MB messages into several smaller messages and resending them to the Gmail recipient.

No to się kurka wodna wysilili... Dziad o niebie, a baba o chlebie normalnie... Świetnie, że mnie uświadomili co ja powinienem zrobić, normalnie nie poradziłbym se bez ich pomocy...

Ja:

Yeah, I know this all, I can read error messages. :) The problem is that you sent Error Message with something wrong.

It was:

"Remote host said: 552 5.2.3 sorry, that message size exceeds the maximum a23si659319nfc"

I think it should be:

"Remote host said: 552 5.2.3 sorry, that message size exceeds the maximum 10 MB"

10 MB will be more useful information for me than a23si659319nfc. Another mail systems usually give me info about maximum, so I was a little surprised when I saw that.

A teraz uwaga, szczyt szczytów, odstawiamy szklanki z napojami:

Google Team:

We're sorry, but we don't currently offer support in Polish. If you are able to resubmit your question or request in one of the languages listed below, we would be happy to provide assistance.

Support is currently available in:

US English, Dutch, French, German, Italian, Japanese, Portuguese, Spanish, Russian, Simplified Chinese, Traditional Chinese, and UK English

No kurka fa, gdzie oni sobie znaleźli ten Polish? W nagłówkach maili i w treści zwrotki jaką dostałem z WP? Bo tylko tam cokolwiek "Polish" było. Aż tacy durni, żeby nie przeczytać całego maila tylko widząc pierwsze zdanie z brzegu od razu odpowiadać regułką? Się wnerwiłem i im napisałem delikatnie co myślę.

Ja:

Could you read my email before sending stupid answer? IT WAS WRITTEN IN ENGLISH, NOT IN POLISH!!! Thanks in advance...

O finale korespondencji nie omieszkam powiadomić za czas jakiś.

Komunikat zwrotny GMaila

Connected to 64.233.183.114 but sender was rejected.
Remote host said: 552 5.2.3 sorry, that message size exceeds the maximum a23si659319nfc

Aha, i wszystko jasne. To jaki to ja dozwolony rozmiar maila przekroczyłem? :)

EDIT:

Najlepsze, że chciałem zgłosić im tego buga. 10 minut chodziłem po stronach supportu zanim znalazłem jakikolwiek formularz, a nie odpowiedzi z FAQ. Oczywiście nie był to formularz zgłoszenia błędu tylko zgłoszenia się po pomoc. W odpowiedzi na wypełnienie go dostałem regułkę z automatu zawierającą kolejne FAQ. Jedyne co mogłem dalej zrobić to na stronie powiedzieć, że mi regułki nie pomogły (bo i jak niby miały pomóc skoro zgłaszam błąd?).

No cóż, google uznaje się za bezbłędne, że nawet nie udostępnia swoim userom możliwości zgłoszenia problemu po ich stronie...

Wreszcie koniec z...

  • Wiecznie brudnymi garami walającymi się po kuchni, do których pewne dwie osoby nigdy się nie przyznawały, a co lepsze, zarzucały jeszcze, że to my nie zmywamy po sobie.
  • Wiecznie zasyfionym zgniłymi resztkami jedzenia stołem i zlewem.
  • Niewynoszeniem śmieci.
  • Sukcesywnym, powolnym niszczeniem wszystkiego co należy do innych.
  • Śmierdzącym i często zarzyganym kiblem.
  • Słuchaniem na całą parę hip-hopu.
  • Uprawianiem dzikich, pijackich wrzasków po nocach.
  • Smrodem papierosów i innych wynalazków "palonych na balkonie".
  • Niemiłym klimatem w mieszkaniu spowodowanym moimi kłótniami o powyższe.

Tak, w końcu dwóch typów z Elbląga, którzy wynajęli w naszym mieszkaniu pokój w końcu się wyprowadziło. Momentami w ciągu roku już miewałem dość tego wszystkiego i gdyby nie to, że nie było to w moim interesie (finansowym głównie) to dawno bym za przeproszeniem wypierdolił ich z tego mieszkania na podstawie zapisu w umowie na temat wandalizmu. Na szczęście było, minęło, mieszkanie udało się doprowadzić jakoś do porządku. Teraz jeszcze sobie do końca lipca pomieszkam razem z kumplem ze studiów, a potem przeprowadzka do nowego (jeszcze nieznalezionego) mieszkania, gdzie przez następny rok pomieszkam sobie ze znajomym jeszcze z czasów liceum.

A na koniec taka mała refleksja: nigdy więcej wynajmowania części mieszkania, w którym samemu będzie się mieszkać przypadkowym osobom z ogłoszenia. Tylko i wyłącznie sprawdzeni znajomi, o których wiadomo, że wolą mieszkać w porządnie utrzymanym miejscu, a nie w syfie.

Półpasiec

Tak mnie jakoś po weekendzie majowym spędzonym na żaglach osłabiło, że jakieś przeziębienie mnie chwyciło. Początkowo niegroźnie to wyglądało, że nawet do pracy przez półtora tygodnia sobie pochodziłem, nawet pod koniec minionego tygodnia na kurs tańca sobie pochodziłem. W trakcie wyskoczyły mi jakieś dzikie bąble, które zwaliłem na uczulenie. Jednak kiedy w piątkową noc dostałem gorączki, a rano moja gęba wyglądała jak teren po zmasowanym bombardowaniu to w końcu pognało mnie do lekarza na pogotowie. A tam diagnoza: półpasiec rozsiany.

No nic, z torbą leków wróciłem do domu i rozpocząłem kurowanie się. W poniedziałek jeszcze wizyta u lekarza rodzinnego, żeby zwolnienie dostać (na pogotowiu nie mogli wystawić). Lekarz jak mnie zobaczył to tylko powiedział "o cholera" i wypisał skierowanie do szpitala zakaźnego, gdyż jak sądził zaczęło atakować mi oczy. Na szczęście po wizycie w szpitalu okazało się, że nie jest tak źle. Badania okulisty to potwierdziły. Tak więc spokojnie ze zwolnieniem na przynajmniej 10 dni wróciłem do mieszkania i się leczę.

Tak przy okazji poniedziałkowego latania po lekarzach znalazłem fajną metodę na ominięcie godzinnych kolejek w przychodniach. Metoda nadaje się jednak jedynie do zastosowania przez osoby posiadające młodzieńcze problemy skórne (no i oczywiście ospę, tudzież półpaśca). :) Otóż działa to w taki sposób. Przychodzimy pod gabinet lekarza, pytamy się kto teraz wchodzi. Otrzymujemy odpowiedź a w międzyczasie kolejka się już najeża bo ktoś pewnie próbuje się wepchać. Po czym grzecznie zwracamy się do ogółu słowami: "Bo ja mam taką prośbę, mam zakaźną chorobę (tu robimy wymowny ruch wskazujący na naszą facjatę) i nie chciałbym nikogo tutaj zarażać nią. Czy mogę wejść poza kolejnością?". Dociekliwi próbują dopytać się co to za tajemnicza zakaźna choroba, a my z miną niewiniątka odpowiadamy: "Półpasiec". W tym momencie mamy niebywałą okazję zobaczenia powiększających się oczu naszego rozmówcy i usłyszenia chóralnego wręcz okrzyku obecnych w okolicy osób "A idź Pan w cholerę do tego lekarza od razu! Tylko nie stój Pan przy mnie." Po czym grzecznie i zgodnie z wolą pozostałych mykamy do gabinetu gdy tylko wyjdzie z nich aktualny pacjent. Puszczamy mimo uszu głębokie "uffff" jakie słyszymy podczas zamykania drzwi gabinetu i delektujemy się przyspieszoną wizytą. Pewnym efektem ubocznym jest to, że nasz lekarz przez dwie następne godziny czyli zanim przejdzie cała obecna w chwili zdarzenia kolejka, będzie musiał wysłuchiwać opowieści o tajemniczym pacjencie z półpaścem - o takiej reakcji powiedział mi mój lekarz, gdy trafiłem do niego po raz drugi w ciągu tego samego dnia. Metoda przetestowana w warunkach bojowych 3 razy, za każdym razem na innym komplecie pacjentów. Za każdym razem przeszła pozytywnie testy więc można uznać ją za skuteczną.

Trochę jednak muszę przyznać, że ten mój półpasiec wyszedł mi bardzo nie w porę. Zawalił mi on bowiem cały mój misternie utkany plan na ten tydzień. W poniedziałek przeszła mi prawdopodobnie koło nosa szansa na poprawienie sobie w znaczny sposób sytuacji życiowej, ze środy musiałem odwołać wypad na juwenaliowy Rajd Elektroników do Pucka, z czwartku odwołany został wypad z pewną miłą koleżanką do kina na specjalny pokaz przedpremierowy "dla VIPów" "Kodu da Vinci", dzisiaj i w sobotę przepada mi wyjazd integracyjny do Giżycka z firmą, w której pracuję, a z niedzieli trzeba będzie przesunąć spotkanie ekipy organizującej Urban Playground w Trójmieście. Ehh, nic tylko się pochlastać.

Może chociaż trochę ten czas wykorzystam do zakończenia rozpoczętych projektów i pomysłów, może trochę ponadrabiam zaległości na joggerze, może też trochę porobię dyplom, który to cały czas męczę. Zobaczymy. :)

Szacunek dla studenta?

Poszedłem sobie dzisiaj, jak zresztą codziennie, na stołówkę studencką w "Kwadratowej". Trafiła się godzina gdzie trochę więcej osób było niż miejsc przy stolikach. W lokalu tym niestety jakiś "mądry" postanowił zrobić podział na stoliki dla wykładowców, pracowników Politechniki Gdańskiej i dla reszty - super segregacja "rasowa". Z racji, że miejsc wolnych przy stolikach dla nie-wykładowców nie było to sobie razem z kumplem siadłem do eleganckiego stolika dla "rasy wyższej" - no w końcu nie będę jadł obiadu na stojąco. Kilka minut później obsługa lokalu widząc, że wpada "rasa wyższa" podchodzi do nas, żebyśmy się przesiedli (oczywiście nie ma gdzie się przesiąść). Delikatne stwierdzenie, że trzeba było się postarać o więcej stolików i że mam zamiar zjeść obiad w spokoju podziałało na miłą panią z obsługi i dała spokój. Chwilę później przychodzi pierwszy reprezentant "rasy wyższej" i wywiązała się między nami nader miła rozmowa:

  • - A Ty kurwa co, czytać nie umiesz? Stolik dla wykładowców!
  • - Że co proszę?
  • - Stolik dla wykładowców!
  • - Szanowy Panie starszy, może tak z kulturą trochę większą niż spod budki z piwem? Garnitur zobowiązuje...
  • - ... (tu szanowny pan starszy wybałuszył gały)
  • - A tak poza tym to jestem doktorantem, więc...
  • - A to przepraszam Pana bardzo, nie wiedziałem, że Pan nie student.
  • - A to do studentów nie należy się zwracać kulturalnie?
  • - Pfff, a po co? - prychnął Pan starszy...

No szczena mi opadła normalnie. Aż żałuję, że nie znam nazwiska tego Pana starszego bo bym z przyjemnością umieścił je tutaj.

PS. Nie jestem doktorantem. :)

GIODO Hosting ostatnie starcie

Serdecznie "gratuluję" czterem firmom hostingowym, które rozpoczęły prawną (i nie tylko) nagonkę na mnie za ten projekt i poprzez groźby bezpodstawnego (tak, tak, bezpodstawnego, douczcie się szanowni prawnicy!) podania mnie do sądu (i nie tylko) przyczyniły się do zawieszenia tego projektu. Niestety, nie mam czasu i ochoty na szarpanie się, włóczenie się po sądach czy też inne nieprzyjemności, które zdążyły mnie już z powodu tego projektu spotkać. Jak się okazuje mentalność co niektórych jest taka, że najlepiej zaprząc sztab prawników, którzy dowalą się wszystkiego co tylko możliwe aby nie pojawiła się informacja rzetelna aczkolwiek pewnie niezbyt na rękę danej firmie, zamiast potraktować normalnie być może przyszłego klienta i odpowiedzieć na pytania. Tak samo lepiej nasłać prawników i zacząć grozić niż podjąć jakieś kroki w kierunku polepszenia swoich usług, co nie?

Do "prawników" i reprezentantów tych firm, którzy tak pilnie śledzą ostatnio tego joggera i stronę projektu, taka uwaga i to wcale nie złośliwa: dokształćcie się może co oznaczają pojęcia "rzetelność informacji", "naruszenie dobrego imienia firmy", "niezgodne z prawem użycie znaku firmy", "groźba", "zastraszanie", "bezprawne podszywanie się" i parę jeszcze innych zarzutów, które usłyszałem bądź przeczytałem ostatnimi czasy... Tak się składa, że swego czasu miałem wystarczającą wprawkę aby zapoznać się z prawidłową, skonsultowaną z prawnikiem, interpretacją tych pojęć więc "no comment"...

Oprócz wyżej wymienionych kwiatków w mailach spotkałem się też ze zbluzganiem mnie, próbą ośmieszenia projektu, stwierdzeniem, że osobom prywatnym to nie ma potrzeby odpowiadać, standardowo z brakiem jakiejkolwiek odpowiedzi, ze stwierdzeniem, że mail kontaktowy podany na stronie kontaktowej nie służy do kontaktu, a także z wyparciem się świadczenia usług hostingowych mimo, że na stronie firmy jak byk stoi, że jednak świadczą.

Nazw firm, o których piszę oczywiście nie podam z racji tego, że nie mam zamiaru zostać za chwilę pozwany za "zniesławienie". Proszę też pozostałych czytelników o nieumieszczanie dla własnego dobra jakichkolwiek sugestii co to mogą być za firmy, gdyż takie komentarze od razu będą przeze mnie usuwane. Niemniej kłaniam się w kierunku reprezentantów tych firm i życzę powodzenia w dalszym prawnym ściganiu milionów stron w internecie, które "naruszają dobre imię Waszych firm" i "bezprawnie używają Waszej marki" - wystarczy tylko wklepać nazwę firmy w google i... powodzenia :)

Dla przeciwwagi chciałbym podziękować kilku firmom, które okazały się dla mnie wzorem współpracy z klientem i z którymi świetnie mi się korespondowało w sprawie mojego projektu, a są to (w kolejności przypadkowej): Home.pl, IQ, domenomania.pl, Wirtualna Polska, AZ.pl, ibc.pl, GTS Energis, NetArt, Webd.pl, PRO Futuro, alte.pl, blaster.pl, blink.pl, eHost, AlphaNet, MediaSystems, Lap.pl, SISCO, Active 24 PL, ZigZag i SuperMedia.

Tym samym ogłaszam, iż za chwilę nastąpi oficjalne zamknięcie projektu. Jeśli komuś spodobał się pomysł, ma ochotę pomęczyć się nad analizą dostawców usług hostingowych pod względem przygotowania technicznego i organizacyjnego do rejestracji baz danych osobowych w GIODO, nie boi się wyzwań prawnych jakie nakłada ten projekt (aczkolwiek ze świadomością, że przy odpowiednim dopracowaniu prawo stać zawsze będzie po stronie projektu) to zapraszam na mojego jabbera, wyjaśnię w jaki sposób odnowić projekt. Oczywiście wszystkie dane jakie zebrałem do tej pory trzeba będzie zebrać na nowo, gdyż znowu istnieje obawa, że może się znaleźć paragraf na mnie w wypadku udostępnienia częściowo poufnej korespondecji.

Pocałuj św. Walentego w...

Szał walenia tynków osiąga powoli maksimum i gdzie się nie obejrzę to atakują nas różowe serduszka. Na ulicy dostaję słodziutkie różowe ulotki, w portalach deszcz różowych serduszek spada w kolejnym flashu, bankomat wypluwa potwierdzenie z, no zgadnijcie z czym, oczywiście, z różowym serduszkiem. I tak na każdym kroku. Arghhhh!

Po raz kolejny podpisuję się pod akcją frugo sprzed dwóch lat: "Pocałuj św. Walentego w... - miłość nie jest na sprzedaż" czyli od dzisiaj do zakończenia walentynkowego szału walimy walentynki, mówimy precz różowym serduszkom i stop komercji.

PS. Ma ktoś może gdzieś na dysku ulotkę frugo z czarnym odwróconym sercem i tekstem jak wyżej? Coś nie dałem rady wygooglać, a z przyjemnością bym ją zamieścił jako komentarz do notki. Jak tak to poproszę :)

Webd.pl a GIODO

Jak do tej pory byłem zadowolony z usług webd.pl, tak dzisiaj to mnie rozwalili odpowiedzią na mój problem.

Draakhan napisał:

Mam takie pytanie. W najbliższym czasie będę potrzebował zarejestrować zbiór danych w GIODO. Jednak do wypełnienia wniosku potrzebne są informacje od dostawcy usług hostingowych bazy danych czyli w tym przypadku od firmy webd.pl. Wzór wniosku można znaleźć pod adresem http://www.giodo.gov.pl/plik/id_p/530/j/pl/ - chodzi konkretnie o część E) i F) tego wniosku. Proszę o podanie mi informacji, które muszę wpisać w odpowiednich rubrykach.

Admin napisał:

Niestety nie jestesmy w stanie odpowiedziec na pytania znajdujace sie we wniosku.

Że tak to ujmę: to kto jest w takim razie w stanie? Czy ja adresy pomyliłem? Jakoś mi się nie wydaje... Tym razem n/c dla tej firmy i chyba trzeba zacząć szukać nowego dostawcy usług hostingowych. A może ktoś z czytających tego jogga wie gdzie można dostać hosting, który da mi możliwość zarejestrowania bazy danych w GIODO z zapewnieniem wysokiego poziomu środków bezpieczeństwa?

JavaScriptowy kwiatek

Tak sobie dzisiaj wnikałem wgłąb programu partnerskiego mBanku, a konkretnie w rozwiązania proponowane przez firmę Intercon. I tak wnikając, wnikając dotarło mi się do pewnego pliku JS. Przeglądając jego treść widzimy takiego fajnego kwiatka:

document.write ('\n<NOEMBED><A TARGET=\"_blank\" HREF=\"'+linek+'&option=' +id_partnera+ '"> <IMG SRC=\"'+plik+'.gif\" WIDTH='+w+' HEIGHT='+h+' BORDER=0></A> </NOEMBED> <NOSCRIPT> <A TARGET=\"_blank\" HREF=\"'+linek+ '&option=' +id_partnera + option + '"> <IMG SRC=\"' +plik+ '.gif\" WIDTH='+w+' HEIGHT='+h+' BORDER=0></A> </NOSCRIPT>');

Ja nie wiem, może ja dziwny już jestem, ale wyjątkowo mnie to rozbawiło :)

"Admin" - bez komentarza (part II)

Kiedyś już opowiadałem o przygodach z administratorem sieci osiedlowej na gdańskiej Morenie. Dzisiaj ciąg dalszy przygód.

Draakhan napisał:

Prosiłbym o zastosowanie ip_conntrack_ftp oraz ip_nat_ftp na firewallu naszej sieci, ponieważ uploadowanie plików przez FTP w trybie aktywnym powoduje, iż co chwilę zrywane jest połączenie z komunikatem "425 Unable to build data connection".

Paweł napisał:

Przykro mi ale to linux , wzgledy bezpieczenstwa nie pozwalaja , moge przekierowac port ale nie sadze by to pomoglo , prosze stosowac tryb pasywny

Mam dylemat, śmiać się czy płakać?

Padu Padu

Kolejne dzisiaj gratulacje należą się dla zespołu Gadu Gadu. Dzięki wyłączeniu zapisywania na serwerach wiadomości przychodzących do nieobecnych osób od wczoraj w moim rosterze dwa gadułowe słoneczka zamieniły się w dwie jabberowe gwiazdki. :) Co więcej - nawróceni przeze mnie znajomi nawracają kolejnych bo jakby nie patrzeć czekanie z wysłaniem wiadomości aż ktoś będzie dostępny trochę życie utrudnia. :) Ja to w sumie wnioskuję za wyłączeniem na stałe możliwości zapisywania wiadomości na serwerach - może w końcu na moim rosterze nie będę mieć żadnych słoneczek. :)

Sprzęcior dotarł

Moje niedawno zamawiane maleństwo w końcu dotarło do mnie. Jest w końcu nadzieja, że zacznę w końcu coś praktycznego robić ze swoim dyplomem :)

A Poczcie Polskiej gratulujemy dostarczenia priorytetowej paczki w ekspresowym tempie 9 dni...

Odadminowanie się

Ufff, po półtora roku adminowania forum pewnej gry nadszedł czas zrezygnowania z przywilejów i odpoczynku od codziennych obowiązków. Powodem rezygnacji były opisywane niedawno wielkie zmiany w moim najbliższym życiu. Nawet nie spodziewałem się, że tyle czasu zajmie mi załatwianie wszystkich spraw związanych z tym forum. Dwa dni spędzone praktycznie w całości na organizowaniu zastępstw, uczeniu nowych władz co i jak, przekazywaniu najważniejszych informacji zarówno technicznych jak i nietechnicznych. Dopiero teraz sobie zdałem jak wiele czasu marnowałem na tym forum i jak wiele go teraz odzyskam. Głębsza chwila refleksji nastąpiła kiedy sobie uświadomiłem ile różnych osób otrzymało nowe uprawnienia aby było wykonywane dalej to co ja sam robiłem. Tą liczbą jest... 6. 6 osób w zamian za jedną osobę - 1 nowy administrator, 3 nowych moderatorów, 1 Przewodniczący założonego przeze mnie klanu, 1 Kronikarz prowadzący Księgę Rekordów. A co jest z tego wszystkiego "najlepsze"? To, że nawet nie usłyłszałem jednego słowa dziękuję. Za to mam wrażenie, że usłyszałem huk otwieranego szampana za mną. Niestety, na forum zagościła banda piesków, która jak to pieski mają w zwyczaju szczekają na wszystko co się tylko da byle tylko było o nich głośno i które starają się poczuć cholernie ważne "umilając" na wszelkie sposoby życie komuś kto na dobrą sprawę zaprosił ich na swoje własne podwórko. Naprawdę zadziwiające jest jak niektórzy widzą tylko i wyłącznie czubek własnego nosa. Mimo, iż wiele nerwów straciłem na tym forum to jednak czegoś się nauczyłem, czegoś o życiu. Tylko nie wiem czy cena rzeczy poświeconych była tego warta. I mimo, że odejście z forum było w sumie wymuszone czynnikami zewnętrznymi to tak właśnie stwierdzam, że odchodzę praktycznie bez żalu. Tak nawiasem to na myśl przychodzi mi teraz trafne porównanie z niedawnymi wydarzeniami na joggerze i z tymczasową rezygnacją sparrowa z rozwijaniu projektu. Mogę po cichu przyznać, że cholernie dobrze rozumiem sparrowa dlaczego odciął się od wszystkiego z powodu tych właśnie "piesków zawsze znajdujących powód do szczekania". Wracając zaś do tematu to jedyne co mi było szkoda opuszczać to założony przeze mnie klan niETIkalni - tam naprawdę zebrała się grupka 10 osób o trzeźwym podejściu do świata i rozsądnej głowie. Takich ludzi cenię i to bardzo wysoko, z ich zdaniem zawsze się liczyłem i liczyć się będę. Na forum ogłosiłem, że znikam na pół roku, jednak... mam dziwne wrażenie, że nie będzie mi sie chciało tam wracać. Może to i dobrze? Tymczasem idę spać nie jako admin lecz jako spokojny user. Dobranoc.

Nowy rodzaj spamu

No to się zaczęło coś czego w sumie można było się spodziewać. Dzisiaj po raz pierwszy przez wykorzystywany przeze mnie system antyspamowy przedarł się spam, którego jedyną treścią jest plik graficzny z pięknie stworzoną reklamą namawiającą do zakupu Rolexa :/ W takim momencie już żadne C|al1$y i inne cuda mające na celu oszukanie systemów antyspamowych nie są potrzebne. No cóż, kolejne wyzwanie dla programistów. A pomyśleć, że jeszcze kilka dni temu nabijałem się ze spamu na odwrocie potwierdzenia wypłaty pieniędzy z bankomatu...

"Admin" - bez komentarza?

tracert wp.pl

Trasa śledzenia do wp.pl [212.77.100.101]
przewyższa maksymalną liczbę przeskoków 30

1 <10 ms <10 ms <10 ms 10.0.0.1
2 2778 ms 1928 ms 2709 ms atm81.internetdsl.tpnet.pl [83.17.250.81]
3 2723 ms 1803 ms 2686 ms gda-ru2.idsl.tpnet.pl [213.25.2.59]
4 1905 ms * 2120 ms z.gda_ru2.do.gda_r2.tpnet.pl [213.25.5.189]
5 1858 ms 2269 ms 2398 ms do.gda_ar3.z.gda_r2.tpnet.pl [213.25.12.95]
6 2006 ms 2116 ms 1386 ms 213.76.0.162
Wkurzony niepoprawiającą się, a wręcz pogarszającą się od trzech tygodni sytuacją łapię za telefon i dzwonię do admina:
- Czy tracerty w granicach 3 sekund na wyjściu z sieci to są normalną sprawą?
- Nooo, raczej nie... A od dawna tak masz?
- Tak od 3 tygodni. Tak samo jak od 3 tygodni przy próbie wgrania czegoś na serwer mam upload rzędu 300 b/s.
- Zaraz posprawdzam.

Pięć minut później:
- Oki, teraz powinno działać już dobrze. Jakiś gościu w sieci miał wirusa i zapychał całe łącze. Odciąłem go.
- Przez 3 tygodnie?
- To do widzenia, jakby coś nie działało to daj znać.
tracert wp.pl

Trasa śledzenia do wp.pl [212.77.100.101]
przewyższa maksymalną liczbę przeskoków 30

  1     3 ms     3 ms     3 ms  10.0.0.1
  2     3 ms     7 ms     3 ms  atm81.internetdsl.tpnet.pl [83.17.250.81]
  3    12 ms    15 ms    16 ms  gda-ru2.idsl.tpnet.pl [213.25.2.59]
  4    11 ms    11 ms    80 ms  z.gda_ru2.do.gda_r2.tpnet.pl [213.25.5.189]
  5    63 ms    43 ms    12 ms  do.gda_ar3.z.gda_r2.tpnet.pl [213.25.12.95]
  6    20 ms    13 ms    14 ms  213.76.0.162

  7     9 ms    10 ms     9 ms  zew.rtrd2.adm.wp-sa.pl [212.77.105.29]
  8    48 ms    21 ms    18 ms  www.wp.pl [212.77.100.101]
Się kurna szybko kapnął ten mój "admin" :/ Pomijam już to, że upload dalej w porywach do 500 b/s...

Zahcon 2005

No to sobie pojechałem do Torunia na Konwent Miłośników Fantastyki Zahcon 2005. Też nie miałem kiedy złapać choróbska jak na dwa dni przed tyle czasu oczekiwanym wyjazdem, do którego odliczałem kolejne dni. No, ale niestety, z cieknącym nosem, opuchniętym do granic możliwości gardłem i gorączką raczej nie będę się nadawał do nocowania w śpiworze po zimnych Fortach. A jak sobie jeszcze poczytać Informator to jeszcze bardziej robię się zły jak widzę jakie atrakcje mnie ominą...

Arrrrghhh!

DND i "jellonki"

Tak się właśnie zastanawiam nad jedną rzeczą. Jakim trzeba być jellonkiem, żeby widzieć nie dość, że ustawiony status DND to jescze tekst "Pracuję - nie przeszkadzać!" i żeby zagadywać do takiej osoby ze "sprawą nie cierpiącą zwłoki" (cudzysłowy umyślnie) lub tylko po to, żeby powiedzieć, że wcale się nie chce przeszkadzać i już się znika (nie, nie rozmawiałem z tą osobą 5 minut temu tylko 5 dni temu). Mam dziwne wrażenie, że im bardziej wskazujący na zajętość ustawi się status tym większa ilość ludzi specjalnie się do niego nie dostosuje. Ahh, zapomniałem, że napisałem w statusie o tym, że jedna osoba może poprzeszkadzać. Czyżby chodziło o to, że każdy chciał się przekonać czy jest tą jedyną osobą? Czy tak trudno się domyśleć czy się kwalifikuje pod bycie tą jedyną osobą czy też nie? Normalna przekora ludzka czy jellonkowatość? Czy może przeświadczenie o byciu najważniejszą osobą na świecie? Ja nie wiem, wiem tylko, że w ciągu 15 minut zamknąłem 7 okienek bez odzywania się słowem. Tak zgadzam się, zamknięcie okienka bez odezwania się jest chamskie - tak samo jak chamskie jest przeszkadzanie komuś zajętemu i kto sobie nie życzy przeszkadzania. Może jednak się ktoś dzięki temu nauczy, że "pracuję, nie przeszkadzać" oznacza "pracuję, nie przeszkadzać", a nie "zwalajta mi się wszyscy na jabbera bo mam kupę wolnego czasu do przegadania i zajmowania się Waszymi super-hiper-nie-cierpiącymi-zwłoki sprawami".

[Dots & Boxes] Niesatysfakcjonujące zwycięstwo

Ehhh, dziwni są ludzie :/ Była sobie pewna moja partia w Dots & Boxes z innym gościem. W trakcie rozmowy w czasie gry dowiedziałem się, że tak do mniej więcej dwudziestego ruchu gra na czuja z wyłączonym myśleniem. Trafiło mu się jednak w tej partii (11 ruch) takie zagranie, którym mnie wyjątkowo zadziwił bo odwrócił totalnie przewagę w grze na swoją korzyść i to tak, że nie miałem żadnej szansy na wyjście z tego. Jak się potem okazało nawet nie wiedział o tym ;). Od tego momentu grałem właściwie na zasadzie, że może zrobi błąd i jakoś się z tego wygrzebię. Gościu błędu nie zrobił za to w pewnym momencie wysłał mi "ultimatum", że jeśli wytłumaczę mu co zrobić, żeby być takim dobrym graczem w dotsy to on zrezygnuje z tej gry, mimo, że ma pewną wygraną bo nie chce zabierać mi b. dużej ilości punktów rankingowych. Rzeczywiście sporo by mi zabrał bo ja miałem 2095 pkt. a on 1669 (startuje się od 1500) ale nie w tym rzecz. Wytłumaczyłem mu, że w końcu zasłużył na to zwycięstwo i jak najbardziej mu się należą punkty. Napisałem mu też, że nawet i bez rezygnacji z gry dam mu przewodnik strategiczny bo zależy mi na tym bym miał więcej wymagających przeciwników, zwłaszcza z Polski, co zresztą w tym samym PMie zrobiłem. I co gościu robi? Rezygnuje z gry... Jakoś wyjątkowo niesatysfakcjonujące mnie zwycięstwo, dużo bardziej bym się z przegranej ucieszył. Szkoda tylko, że nie przeczytałem jego PM'a z "ultimatum" przed zrobieniem przeze mnie kolejnego ruchu bo sam bym zrezygnował.

No dobra, koniec smęcenia, jak notka o dotsach to standardowo muszę się czymś pochwalić bo inaczej nie byłbym sobą :D
  • Drugie miejsce w światowym rankingu tej gry na LittleGolemie. Już tylko 51 pkt. dzieli mnie od 1 miejsca ;)
  • Rewelacyjne rozpoczęcie V Mistrzostw w Dots & Boxes wygraną przeze mnie partią z p_a_k_o, kumplem ze studiów, który pokazał mi tę grę. Wynik partii nie był wiadomy praktycznie do ostatniego ruchu, zwłaszcza, że po obydwu stronach były drobne błędy, które mimo to za każdym razem przeważały szalę zwycięstwa. A partia tak bardzo cieszy bo jest to moja pierwsza wygrana z nim ;)
A i tak wyzwaniem na długi okres czasu zostanie pokonanie michaela z Belgii, niekwestionowanego Mistrza tej gry.

Jean Michel Jarre - po koncercie

W moim odczuciu był to najlepszy koncert na jakim do tej pory byłem i chyba długo będę musiał czekać na coś lepszego, o ile w ogóle doczekam.

Kilka minut po godzinie 16 wysiadłem na przystanku SKM Gdańsk Stocznia i ruszyłem razem z tłumem w stronę bram. Mimo tak wczesnej pory ludzi było już bardzo dużo. Po ponad pół godzinie przedzierania się przez kolejki i bramki udało mi się szczęśliwie wylądować w sektorze A1 tak gdzieś około 10 metrów przed sceną - na tyle blisko niej by widzieć co się dzieje na niej i na tyle daleko od niej by bez problemu widzieć wizualizacje na hangarach służących za telebimy i niebo nad sceną.

Powoli nasz sektor zaczynał się zapełniać i rozpoczęło się koczowanie na kocach, gazetach, plecakach i tym co kto miał pod ręką. Mimo, że nikt ze znajomych nie był w moim sektorze bo wszyscy jakoś podostawali A3 albo któryś z C to znalazło się towarzystwo, w którym dało się miło spędzić czas (pozdrowienia w tym miejscu dla ekipy z Wrocławia, chociaż pewnie i tak tego nie przeczytacie ;) ). Zaczęła się zbliżać godzina 19, chwila na którą zostało zapowiedziane wykonanie Zdjęcia Rodziny Polskiej (dołączył do niej nawet sam Jarre). W pięciu ujęciach została uwieczniona cała obecna publika trzymająca się za uniesione w góre ręce w geście solidarności. Zdjęcie w jakości pozwalającej na odróżnienie twarzy każdej osoby niedługo będzie można pobrać ze strony Miasta Gdańsk.

Rozpoczęło się coraz bardziej niecierpliwe oczekiwanie na koncert. Krótko po godzinie 20 na scenie ze swoim keyboardem pojawił się Stanisław Soyka, który dał krótki bo półgodzinny występ. Po jego zejściu ze sceny w tle pojawiły się ciche dźwięki muzyki nastrajającej publikę na to co ich czeka. Ciche, nieprzeszkadzające acz skutecznie przebijające się przez gwar tłumu i powodujące gorączkową wręcz atmosferę oczekiwania. Zaczęło się powoli czuć klimat. W pewnym momencie muzyka stała się głośniejsza i pojawiły się obrazy pokazujące Jarre'a grającego wśród ubranych w robocze stroje stoczniowców. Chwila gwaru wśród tłumu szukającego wzrokiem artysty, którego nie było widać na scenie. Jak się okazało wjechał on na platformie z lewej strony sceny, z której to po skończeniu utworu wbiegł na scenę i przywitał się z publiką. Rozpoczęło się wielkie przedstawienie wspaniale ukazujące klimat zarówno stoczni jak i upamiętnianych wydarzeń. Dźwig stoczniowy podświetlony niebieskim i zielonym światłem sprawiający futurystyczne wręcz wrażenie, który wtoczył się krótko po rozpoczęciu koncertu. Kawał zardzewialej blachy okrętowej zawieszonej na wspomnianym dźwigu służący za dodatkowy ekran do projekcji. Wnętrze hangaru za sceną, w którym buchała para, snopy iskier, buchające słupy ognia. To wszystko wspaniale tworzyło atmosferę stoczniowego industrializmu. Projekcje, w dużej części w czarnobiałych lub czerwonych barwach znakomicie nawiązywały do wydarzeń minionych lat. Jarre'owi udało się zbudować wspaniały klimat, który wprowadził widownię w swoisty trans. Ocierane przez niektórych łzy wzruszenia przy utworach dedykowanych stoczniowcom i śp. papieżowi Janowi Pawłowi II, las falujących rąk podniesionych w geście zwycięstwa, ogień z zapalniczek, słowa "Murów" śpiewane przez chór Uniwersytetu Gdańskiegoi i publikę, a także prawie nie ustające oklaski - tego nie da się zapomnieć.

Ten koncert zdecydowanie był inny niż jego dotychczasowe. Mniej było efektów świetlnych, laserowych, na które niestety część publiki była nastawiona. Dla mnie to jednak wielki plus tego przedstawienia bo nie wyobrażam sobie by w chwilach kiedy na hangarach wyświetlane były sceny z czołgami, protestującymi, migawkami z tamtych czasów czy też papieżem teren Stoczni miał rozbłyskiwać światłami dziesiątek laserów i setek reflektorów niczym na jakiejś dyskotece. Ten minimalizm efektów aczkolwiek o fajerwerkach w trakcie koncertu tego akurat nie można powiedzieć ;), stanowił właśnie cały urok tego wydarzenia. Jak to określił prezydent miasta Gdańska, Jarre przypomniał nam w piękny sposób... nas samych, Polaków.

Niestety były pewne zgrzyty organizacyjne, na które niestety nie można spuścić litościwej zasłony milczenia. Pierwsze i najważniejsze to to, że koncert raczej nie był bezpiecznie zorganizowany. W plecaku można było praktycznie wnieść wszystko, nikt nawet nie zajrzał co też mogę mieć w środku zwiniętego w kłębek swetra - o tym niech świadczy chociażby liczba przemyconych aparatów, które były zakazane (sam też sobie pluję w brodę, że jednak nie wziąłem :/). W chwili gdy wchodziłem na teren Stoczni nie było takich tłumów, a i tak połowa ludzi nie przechodziła przez bramki z wykrywaczami metalu tylko obok nich, a ochrona nie robiła nic sobie z tego. Pomijam fakt, że bramka nie zadziałała nawet na pokaźny pęk kluczy jaki miałem w kieszeni... Kompletną zaś porażką było złe przeliczenie liczby osób na m2 kiedy to się okazało, że w sektorze A1 trzeba jeszcze pomieścić ileś osób stojących za bramami, a miejsca już po prostu nie było. Skutkiem prób pomieszczenia tego nadmiaru ludzi było wpuszczenie ich na drogi ewakuacyjne... rewelacja.

Jednak mimo tych zgrzytów to nie żałuję wybrania się na koncert i z przyjemnością jeszcze raz wziąłbym w nim udział ;)

Disk quota exceeded

Goshh, co za adminów mam u siebie w akademiku... Jakiś mądry 3 tygodnie temu postanowił sobie, że wprowadzą quoty użytkownikom jednego z serwerów. Pomijam już fakt tego, że właściwie większość administratorów osiedla była przeciwna temu bo po co utrudniać życie jak nie ma potrzeby. Ale nie, okazało się, że czyjeś tam zdanie jest ważniejsze od reszty. I tak oto od 1 sierpnia na serwerze pojawia się po zalogowaniu informacja, że do wykorzystania jest tylko 100 MB przestrzeni dyskowej na usera. Tak przy okazji to dobrze, że nie wprowadzili ograniczenia na wielkość baz danych bo prawie tyle samo wykorzystuję ;)

No trudno, póki nic nie musiałem władować to leżało sobie spokojnie te moje 250 MB na serwerze. Jak przyszła potrzeba to jakoś zrobiłem porządki i zmieściłem się na 100 MB. Działało kilka dni. Półtora tygodnia temu chcę coś wrzucić, quoty nie przekroczyłem, ale komunikat o jej przekroczeniu jak najbardziej dostałem. Mail do admina - cisza. Drugi mail - "Ok, sprawdzę to". Czekam, czekam i sobie poczekałem. Zaczęła się pielgrzymka osobista. Oczywiście admina nie można zastać. Dzisiaj w końcu udało się ale to co usłyszałem to normalnie cycki opadają. Uwaga, cytuję: "Ale ja się nie znam na quotach". Parsknąwszy śmiechem obróciłem się na pięcie i zawróciłem do swojego pokoju.

I tak oto zostałem z quotą 100 MB, zawartością katalogu liczącą 71 MB oraz komunikatem "Disk quota exceeded"...

Ehhh, aż się chce zawołać "kodi wróć!". Za czasów rządów starej ekipy z kodim na czele to serwery to były serwery, nie miało prawa nie działać dłużej niż było potrzeba. Odkąd w ubiegłym roku zmienił się "zestaw adminów" na młodszych bo stara kadra studia skończyła to moim skromnym zdaniem sieć akademicka zaczęła schodzić na psy...

Dysbrainia czy desperacja?

Właśnie mam dylemat czy maila, którego otrzymałem zakwalifikować jako rasową dysbrainię czy też jako typową desperację.

Zamieściłem na jednym z portali ogłoszenie o poszukiwaniu mieszkania. Jako jego tytuł podałem "Mieszkanie 3-pokojowe". W treści zaznaczyłem, że interesują mnie dzielnice z dobrym dojazdem, przy trasie SKM-ki, mieszkanie powinno być umeblowane oraz wysokość opłat na osobę nie większa niż 400 PLN. Przed chwilą dostałem odpowiedź:

Subject: Mieszkanie 3-pokojowe
Treść: Brzeźno1, 2 pokoje, kuchnia połaczona z pokojem, częściowo umeblowane (kuchnia, zabudowa przedpokoju, lodówka, pralka), Odnowione, telefon, internet. Blisko morza. Widok na zatokę. 1100 zł z opłatami.

Niemniej, osobnik, który to mi tego maila przysłał dostarczył mi całkiem fajnego ubawu ;)

1 - dla tych co nie wiedzą: Brzeźno jest na całkowitym odludziu, wygodnej komunikacji tam nie ma i oczywiście nie leży na głównej trasie SKM-ki.

Chip Online

Piękne czerwone piętno zrobione rozżarzonym prętem dla Chip Online za wprowadzenie płatnego dostępu do części artykułów. A tak lubiałem sobie ich poczytać...

Fieldset w IE

IE jak zwykle wymiata. Zgodnie z dobrym zwyczajem chciałem sobie elementy formularza powsadzać w znaczniki <fieldset>. Po radosnym wykorzystaniu go postanowiłem sobie go ostylować dając mu border : dotted. Czas jakiś pracowałem, ładnie wszystko pod Firefoksem wyglądało, aż w końcu nadeszła ta wiekopomna chwila gdy sprawdziłem co tam słychać pod IE. Moim oczom ukazało się takie oto cudo:



Jak to zobaczyłem to już zacząłem kombinować co tu z tym fantem zrobić i jak go zamienić bo przecież zleceniodawcy, który to kilka dni temu dowiedział się ode mnie, że są inne przeglądarki niż IE, nie dam takiego syfu. Zanim jednak zacząłem radośnie wywalać fieldsety coś mnie tknęło i zmieniłem ostylowanie na border : solid. Efekt:



No po prostu rewelacja. Pozostawiam bez komentarza po raz kolejny zdolności programistów z Redmond do wyczyniania cudów i wprawiania mnie w zadziwienie...

Aha, jakby się ktoś na przyszłość zastanawiał to w IE dashed == dotted. Jak to pirveli określił: "Sprawdzanie odbywa się po pierwszej literze" :)

Problem z input w Mozilli i FF

Oberwała dzisiaj po łbie moja opinia o Mozilli. Otóż jest w niej (w FF przy okazji też) problem, że nie daje się wykonać zmiany wielkości czcionki dla elementów typu "input". Jakoś do tej pory specjalnie mi to nie przeszkadzało, aż w końcu dzisiaj zaczęło. Po poszukiwaniach googlowych gdzie bardzo często spotykałem się z tym spostrzeżeniem, że "tak po prostu jest" znalazłem perełkę na jednej ze stron z opisem co zrobić, żeby tak jednak nie było.

Otóż jak się okazuje jest sobie taki pliczek: /Mozilla/Firefox/Profiles/[xxxxxxx]/chrome/userContent.css a w nim piękny wpis:

  1. input {
  2. font-size: 12px !important;
  3. }

No jak zobaczyłem to important to normalnie ręce mi opadły na myśl o tym, że Mozilla aspiruje do myślenia za mnie i za tysiące webdesignerów, którzy chcieliby sobie jednak zmienić font-size tak jak sami sobie wymyślili. Normalnie pod pręgierz stawiam Mozillę i wysmażam jej za to piękne czarniutkie piętno.