Fatalny telemarketing w wykonaniu ING Banku Śląskiego
Nawiązując do artykułu Samcika "Telemarketing ING zabija chęć do życia" chciałbym podzielić się z Wami moją dzisiejszą historią z tymże telemarketingiem.
Zadzwoniła do mnie telemarketerka z ING Banku Śląskiego. Po przedstawieniu się, poinformowaniu o nagrywaniu rozmowy stwierdziła, że ma dla mnie przygotowaną super ofertę i w związku z tym chciałaby mi zadać kilka pytań. Po czym od razu rozpędziła się z ich zadawaniem. Na pytanie nie odpowiedziałem, tylko zapytałem czego dotyczy oferta. Dowiedziałem się, że jest to oferta ubezpieczeniowa. Oto jak wyglądał dalszy ciąg dyskusji. Nie jest to oczywiście dokładny zapis rozmowy, gdyż nie nagrywałem jej (a szkoda...), chodzi o sens.
[Ja] Dziękuję, ale taką ofertą nie jestem zainteresowany.
[Telemarketerka z ING] Ja mam tutaj zestaw pytań, które pozwolą określić czy ta oferta może być dla Pana atrakcyjna.
[Ja] Mam już ubezpieczone wszystko co trzeba, więc nie będzie atrakcyjna.
[Telemarketerka z ING] Czy w ciągu ostatnich 12 miesięcy brał Pan udział w spotkaniu z naszym przedstawicielem?
[Ja] Dziękuję, nie jestem zainteresowany.
[Telemarketerka z ING] Ale Pan przecież nie zna jeszcze tej oferty. A odpowiedź na pytanie, czy w ciągu ostatnich 12 miesięcy brał Pan udział w spotkaniu z naszym przedstawicielem, pozwoli mi określić, czy może być Pan zainteresowany takim spotkaniem i czy będzie ono dla Pana korzystne. Jeśli takie spotkanie miało miejsce niedawno, to nie będzie ono rzeczywiście potrzebne.
[Ja] Odpowiedź na to pytanie nie zmieni tego, że nie jestem zainteresowany.
[Telemarketerka z ING] Czy w ciągu ostatnich 12 miesięcy brał Pan udział w spotkaniu z naszym przedstawicielem?
[Ja] Której części zdania "Nie jestem zainteresowany ofertą" Pani nie zrozumiała?
[Telemarketerka z ING] Ja tutaj mam zestaw pytań, które muszę zadać, żeby określić, czy może być Pan zainteresowany ofertą. Czy mogę Pana prosić o odpowiedź na te pytania?
[Ja] A ja się zapytam na jakiej podstawie Pani do mnie dzwoni, skoro, o ile mnie pamięć nie myli, podczas moich dotychczasowych kontaktów z ING nie wyraziłem zgody na przetwarzanie moich danych w celach marketingowych?
[Telemarketerka z ING] Dostaliśmy od ING Bank Śląski bazę danych klientów, którzy taką zgodę wyrazili, w celu przedstawienia im wybranych ofert i Pana numer telefonu jest w tej bazie.
[Ja] Dobrze, w takim razie sprawdzę czy rzeczywiście taką zgodę wyraziłem. A teraz chciałem Panią poinformować, że jeśli nawet wyraziłem przez nieuwagę taką zgodę, to w tej chwili ją odwołuję.
[Telemarketerka z ING] Dobrze, to w takim razie ja odnotuję, że nie jest Pan zainteresowany ofertą.
[Ja] (w myślach) No brawo, gratuluję! (głośno) Dziękuję.
[Telemarketerka z ING] Dziękuję za rozmowę, do widzenia
[Ja] Do widzenia.
No cóż, podobnie jak Samcik, odniosłem wrażenie, że Pani leci wg skryptu. Przy stawiającym opory niedoszłym kliencie zacięła się, jak porysowana płyta na jednym i tym samym pytaniu, bez umiejętności wybrnięcia z sytuacji w trochę inteligentniejszy sposób.
A teraz kilka informacji jak wygląda w rzeczywistości kwestia wyrażenia przeze mnie zgody na przetwarzanie danych w celach marketingowych. Po powrocie do domu wyciągnąłem segregator i odszukałem teczkę z dokumentami z ING. Sytuacja wygląda następująco.
Przy pierwszym podpisywaniu umowy II filaru rzeczywiście taką zgodę wyraziłem, tyle że dla zupełnie innego numeru telefonu niż ten, na który dzwoniła telemarketerka. Ta pierwsza umowa nie doszła do skutku, nie wnikając w szczegóły dlaczego. Mam więc i drugą umowę z ING, gdzie zgoda również jest wyrażona (wtedy jeszcze marketoidy nie były tak upierdliwe, więc nie zwracałem na to uwagi), ale już bez podania numeru telefonu. Przy czym należy zaznaczyć, że zgoda jest wyrażona dla ING i nie dotyczy sytuacji przekazania bazy danych innemu podmiotowi w celu wykonania akcji marketingowej.
Następny w kolejności jest dokument z końca poprzedniego roku z aktualizacją danych adresowych, a także przy okazji numeru telefonu (na aktualnie używany). Przy czym pole na podpis pod wyrażeniem omawianej zgody jest puste. Pamiętam, że jeszcze specjalnie zwróciłem na to uwagę w ichniejszym biurze i osoba obsługująca mnie wówczas stwierdziła, że zostawienie pustego pola oznacza odwołanie poprzednich zgód, jeśli takie były wcześniej wyrażone.
Tak więc pytanie za 100 punktów, czemu mój telefon dzisiaj dzwonił? I tak się zastanawiam, czy nie warto byłoby zgłosić tej sytuacji po pierwsze do UKE za samo dzwonienie bez mojej zgody, a po drugie do GIODO za to, że Pani telemarketerka doskonale znała moje imię i nazwisko.
Kategorie: Narzekadła, Z życia wzięte


