Awans

Dzisiaj, po ponad roku pracy w WP, nastąpiła u mnie oficjalnie zmiana:

Nauka Javy

Tak powoli przymierzając się do zmiany działu w firmie, w której pracuję stwierdziłem, że wypadałoby w końcu coś trochę liznąć programowania w Javie. Podjąłem więc postanowienie, że od dzisiaj moje "wypadałoby" zamieniam w czyny. Eclipse już zainstalowane na pokładzie i powoli wgryzam się w tutoriale zawarte w systemie pomocy. Muszę przyznać, że nawet nie odrzuca na dzień dobry to środowisko i pierwsze kroki w nim są nader przyjemne.

Inna sprawa to jakieś dobre eBooki do poznania najpierw podstaw Javy, a potem czegoś bardziej zaawansowanego. Trzeba będzie się przekopać przez to wszystko co do tej pory zebrałem i wybrać coś wartościowego. A może ktoś zna jakąś wartą polecenia książkę dla javowego newbie? No dobra, może nie aż takiego newbie, coś tam kiedyś w C++ programowałem obiektowo. ;)

Wyzwanie

Uhh, co to się narobiło. Ja, zatwardziały windowsiarz, który linuksa na kompie miał przez chyba tydzień czy dwa i potem skasował zostałem "zmuszony" do:

  • - Zainstalowania linuksa,
  • - Znalezienia sobie środowiska programistycznego dla C/C++,
  • - Zapoznania się z możliwościami ww.,
  • - Napisania w C++ pierwszego w życiu programu pod tegoż linuksa,
  • - ... na dodatek w trybie graficznym,
  • - ... na dodatek z animacją emulującą działanie miernika analogowego,
  • - ... na dodatek z obsługą wszelkich możliwych błędów przy odczytywaniu danych z pliku,
  • - ... na dodatek na piątek,
  • - ... TEN piątek (a dla przypomnienia jest poniedziałek wieczór...)

Uhh, na co mi przyszło... Do tej pory zrealizowałem dwa pierwsze punkty (Mandriva 10 + KDevelop) i jestem w trakcie trzeciego. Ciekawe czy uda się, życzcie mi powodzenia. :)

PS. A pomyśleć, że w LabWindows CVI pod windą byłoby to góra 15 minut roboty...

Półpasiec

Tak mnie jakoś po weekendzie majowym spędzonym na żaglach osłabiło, że jakieś przeziębienie mnie chwyciło. Początkowo niegroźnie to wyglądało, że nawet do pracy przez półtora tygodnia sobie pochodziłem, nawet pod koniec minionego tygodnia na kurs tańca sobie pochodziłem. W trakcie wyskoczyły mi jakieś dzikie bąble, które zwaliłem na uczulenie. Jednak kiedy w piątkową noc dostałem gorączki, a rano moja gęba wyglądała jak teren po zmasowanym bombardowaniu to w końcu pognało mnie do lekarza na pogotowie. A tam diagnoza: półpasiec rozsiany.

No nic, z torbą leków wróciłem do domu i rozpocząłem kurowanie się. W poniedziałek jeszcze wizyta u lekarza rodzinnego, żeby zwolnienie dostać (na pogotowiu nie mogli wystawić). Lekarz jak mnie zobaczył to tylko powiedział "o cholera" i wypisał skierowanie do szpitala zakaźnego, gdyż jak sądził zaczęło atakować mi oczy. Na szczęście po wizycie w szpitalu okazało się, że nie jest tak źle. Badania okulisty to potwierdziły. Tak więc spokojnie ze zwolnieniem na przynajmniej 10 dni wróciłem do mieszkania i się leczę.

Tak przy okazji poniedziałkowego latania po lekarzach znalazłem fajną metodę na ominięcie godzinnych kolejek w przychodniach. Metoda nadaje się jednak jedynie do zastosowania przez osoby posiadające młodzieńcze problemy skórne (no i oczywiście ospę, tudzież półpaśca). :) Otóż działa to w taki sposób. Przychodzimy pod gabinet lekarza, pytamy się kto teraz wchodzi. Otrzymujemy odpowiedź a w międzyczasie kolejka się już najeża bo ktoś pewnie próbuje się wepchać. Po czym grzecznie zwracamy się do ogółu słowami: "Bo ja mam taką prośbę, mam zakaźną chorobę (tu robimy wymowny ruch wskazujący na naszą facjatę) i nie chciałbym nikogo tutaj zarażać nią. Czy mogę wejść poza kolejnością?". Dociekliwi próbują dopytać się co to za tajemnicza zakaźna choroba, a my z miną niewiniątka odpowiadamy: "Półpasiec". W tym momencie mamy niebywałą okazję zobaczenia powiększających się oczu naszego rozmówcy i usłyszenia chóralnego wręcz okrzyku obecnych w okolicy osób "A idź Pan w cholerę do tego lekarza od razu! Tylko nie stój Pan przy mnie." Po czym grzecznie i zgodnie z wolą pozostałych mykamy do gabinetu gdy tylko wyjdzie z nich aktualny pacjent. Puszczamy mimo uszu głębokie "uffff" jakie słyszymy podczas zamykania drzwi gabinetu i delektujemy się przyspieszoną wizytą. Pewnym efektem ubocznym jest to, że nasz lekarz przez dwie następne godziny czyli zanim przejdzie cała obecna w chwili zdarzenia kolejka, będzie musiał wysłuchiwać opowieści o tajemniczym pacjencie z półpaścem - o takiej reakcji powiedział mi mój lekarz, gdy trafiłem do niego po raz drugi w ciągu tego samego dnia. Metoda przetestowana w warunkach bojowych 3 razy, za każdym razem na innym komplecie pacjentów. Za każdym razem przeszła pozytywnie testy więc można uznać ją za skuteczną.

Trochę jednak muszę przyznać, że ten mój półpasiec wyszedł mi bardzo nie w porę. Zawalił mi on bowiem cały mój misternie utkany plan na ten tydzień. W poniedziałek przeszła mi prawdopodobnie koło nosa szansa na poprawienie sobie w znaczny sposób sytuacji życiowej, ze środy musiałem odwołać wypad na juwenaliowy Rajd Elektroników do Pucka, z czwartku odwołany został wypad z pewną miłą koleżanką do kina na specjalny pokaz przedpremierowy "dla VIPów" "Kodu da Vinci", dzisiaj i w sobotę przepada mi wyjazd integracyjny do Giżycka z firmą, w której pracuję, a z niedzieli trzeba będzie przesunąć spotkanie ekipy organizującej Urban Playground w Trójmieście. Ehh, nic tylko się pochlastać.

Może chociaż trochę ten czas wykorzystam do zakończenia rozpoczętych projektów i pomysłów, może trochę ponadrabiam zaległości na joggerze, może też trochę porobię dyplom, który to cały czas męczę. Zobaczymy. :)

Antyreklama

Ja to pewnie dziwny jestem, że w jeden dzień cieszę się z otrzymania praktyk programistycznych w firmie. Na drugi dzień zabieram się za zlecone małe zadanko i zaczynam mieć wątpliwości by po chwili sobie pogooglać i znaleźć parę niezwykle interesujących opinii na temat pracodawcy. Jeszcze w ten sam dzień dostaję właściwie przez przypadek zlecenie wykonania pewnemu całkiem miłemu biznesmenowi sklepu internetowego co skutkuje nieodwołalną decyzją rezygnacji z praktyk i "związania się z obiecującą firmą webdesignerską" :D Cóż, trzeba się cenić i swój kod :D W ramach rozrywki parę linijek kodu stworzonego przez "obiecującą firmę":

  1. if($zadeklarowalem_juz_huz!=TRUE OR mysql_ping()==FALSE)
  1. if($tryb_debugowania>0)
  1. if(!include_once("./lib/class_login.php"))
  2. {
  3. die('Fatal error numer 0');
  4. }
  1. W jednym dokumencie <br>, <BR>, <br /> i hit wieczoru <BR />
  1. echo "Wykonanie zapytania:<br>\n";
  1. global $_SERVER;
  1. for (reset($key);$name=key($key);next($key))
  1. $Session = "";
  2. unset($Session);
  1. $LANG['<left><b>Podczas rejestracji napotkano na nastżpujżce b??edy:</b><br> <ul><li>Pole <b>nazwa firmy</b> nie zosta??o wype??nione. Jego wypelnienie jest wymagane.</li> <li>Pole <b>ulica</b> nie zosta??o wype??nione. Jego wypelnienie jest wymagane.</li> <li']="<left><b>Podczas rejestracji napotkano na nastżpujżce b??edy:</b><br> <ul><li>Pole <b>nazwa firmy</b> nie zosta??o wype??nione. Jego wypelnienie jest wymagane.</li> <li>Pole <b>ulica</b> nie zosta??o wype??nione. Jego wypelnienie jest wymagane.</li> <li";
  1. function lang($wyrazenie)
  2. {
  3. return la($wyrazenie);
  4. }
  1. if(nrsql($w)>0)
  2. {
  3. return true;
  4. }else{
  5. return false;
  6. }
  1. W zapytaniu SQL:
  2. AND wykorzystany='nie'

Szczęśliwa 13

A mówią, że trzynasty dzień miesiąca jest pechowy :D Najpierw dostaję długo oczekiwaną paczkę z wypas sprzętem. A teraz na odmianę przemiły mail obwieszczający, że od tej chwili jestem przyjęty na stanowisko "Programista internetowych aplikacji bazodanowych" w pewnej wrocławskiej firmie. I to jeszcze na dodatek mogę sobie tworzyć w spokoju akademika, w godzinach w jakich mi pasuje, a nie szefowi, gdyż jest to praca zdalna (inaczej by nie dało pracować jak mieszkam w Gdańsku :P). Wspaniały początek tygodnia, oby tak dalej się rozwijało :) To teraz przy takiej dawce "pechowości" nie zostaje mi nic innego, jak posłuchać rady Pirveliego i pójść zagrać w totka :D