Nowa strona UOKiK, a 404-ki

15 marca 2010, 00:33:48
404 error page

Ups, 404! (foto: Ape Lad / CC BY 2.0)

Jakiś czas temu, a konkretnie 19 lutego 2010, światło dzienne ujrzała nowa strona Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (źródło).

Stronę tę miałem okazję zobaczyć po raz pierwszy troszkę ponad tydzień po jej wyjściu. Chciałem odwiedzić dokument poradnika "Konsument w sieci" dotyczącym spamu, z którego na tej stronie bardzo często korzystam podczas edukowania różnej maści spamerów, czy też osób, które chcą walczyć ze spamem i/lub niezamówionymi informacjami handlowymi. Niestety, zamiast dokumentu zobaczyłem błąd 404.

Okazało się, że pierwsze moje skojarzenie z czego wynika problem okazało się prawdą. Zmieniony został layout strony, zmieniony został schemat linków do wszystkich materiałów na stronie i niestety, jak się okazało po oględzinach wyników przeszukania witryny w Google, nikt nie pomyślał, żeby ustawić przekierowanie z kodem HTTP 301 na nowe adresy. Po wejściu na dowolny link z wyników wyszukiwania dostawało się piękne 404 (w tej chwili problem jest już mniej dotkliwy, bo Google częściowo zindeksował nową witrynę).

W artykule informującym o nowej wersji serwisu znalazłem namiary na Panią Annę Janowską, Naczelnika Wydziału Komunikacji Społecznej UOKiK. Postanowiłem napisać do niej maila z zapytaniem czy zdają sobie sprawę z tego, że poprzez brak przekierowań ze starych linków pozbawili konsumentów możliwości dotarcia do ich artykułów przez Google oraz, co jest znacznie gorsze, spowodowali trwałe niedziałanie linków z innych stron internetowych, for, blogów, itp. kierujących do konkretnych artykułów w ich serwisie.

Po kilku dniach otrzymałem odpowiedź:

Czytaj dalej...

Kategorie: Internet, Narzekadła, Przemyślenia i obserwacje, Webdesign Tagi: , , , ,

Dwóch ćpunów mniej

27 czerwca 2009, 06:11:18

Polska. Warszawa. Dworzec Centralny. Godzina 21:10. 50-letni narkoman Michał J. zakupił za wyżebrane wcześniej pieniądze działkę heroiny.

Tamże. Godzina 21:16. Michał J. wszedł do dworcowej toalety i zaczął podgrzewać heroinę na łyżeczce.

Tamże. Godzina 21:19. Zasyfiona igła z resztkami cudzej krwi przebiła przegniłego strupa na zgięciu ręki Michała J.

Godzina 21.21. Dwóch ćpunów mniej.

Następnego dnia po Michale J. nikt nie zapłakał...

Kategorie: Przemyślenia i obserwacje

Ateistyczne wszy!

14 czerwca 2009, 08:43:07
Ateistyczne wszy... nie wierzycie? Ok... wasza sprawa, ale zachowajcie to dla siebie i nie zmieniajcie poglądu innych, słabszych...

Przeglądałem sobie dzisiaj komentarze do Internetowej Listy Ateistów i Agnostyków. Takich kwiatków jak wyżej autorstwa katolików (i nie tylko) można znaleźć mnóstwo. Ot, religia tolerancji i poszanowania bliźniego. Oto kilka ciekawszych komentarzy:

Czytaj dalej...

Kategorie: Internet, Przemyślenia i obserwacje, Śmiesznostki i ciekawostki Tagi: , , ,

Zdezaktualizowane motto

16 grudnia 2007, 07:16:33

Uuma quena en'mani lle ume ri'mani lle umaya. Uma ta ar'lava ta quena ten'irste'.

Don't talk about what you have done or what you are going to do. Do it and let it speak for itself.

Przez długi czas używałem powyższego jako swoje motto. Mam jednak wrażenie, że po kilku latach przestało mi ono pasować. Może i niesie ono w sobie jakieś przesłanie, ale jest to przesłanie trochę niepasujące do dzisiejszych czasów. Niejednokrotnie już się przekonałem, że znając wartość swoich umiejętności czy tego co się wykonało i umiejąc się tym pochwalić zyskuje się znacznie więcej niż cicho siedząc i licząc na to, że ktoś cię dostrzeże. Świat należy do osób przebojowych. Dzisiaj więc rozpocząłem akcję usuwania tego motta; najpierw z nagłówka tego joggera, potem ze wszystkich for gdzie mam je powstawiane w sygnaturki. Trzeba sobie znaleźć jakąś nową myśl przewodnią :).

Kategorie: Przemyślenia i obserwacje

A czy Ty zagłosujesz?

01 października 2007, 18:35:18

Zaświadczenie o prawie do głosowania nr 1) 2007

Niniejsze zaświadczenie uprawnia Pana/Panią (imię - imiona, nazwisko, imię ojca, data urodzenia, nr ewidencyjny PESEL, adres zamieszkania) do głosowania w obwodzie miejsca pobytu w wyborach do Sejmu i do Senatu w dniu 21.10.2007 r.

Ja już takie zaświadczenie mam. A czy Ty, drogi studencie, pracowniku, który będziesz w tym dniu poza swoim okręgiem wyborczym też masz? Czy może z lenistwa pozwolisz na kontynuację wydarzeń z ostatnich dwóch lat? Zostało Ci już tylko 20 dni...

Kategorie: Przemyślenia i obserwacje, Z życia wzięte

Sukcesy polskiej policji

18 maja 2007, 06:30:59

Krótkie podsumowanie sukcesów polskiej policji

  • Twórcy redwatch.info - na wolności, serwis - działa
  • Twórcy napisy.org - zatrzymani, serwis - zamknięty
  • Coraz bardziej boję się wyjść na ulicę wieczorem w moim mieście
  • Coraz bardziej boję się cokolwiek robić w sieci

Kategorie: Narzekadła, Przemyślenia i obserwacje, Z życia wzięte

Wreszcie koniec z...

01 lipca 2006, 23:15:22
  • Wiecznie brudnymi garami walającymi się po kuchni, do których pewne dwie osoby nigdy się nie przyznawały, a co lepsze, zarzucały jeszcze, że to my nie zmywamy po sobie.
  • Wiecznie zasyfionym zgniłymi resztkami jedzenia stołem i zlewem.
  • Niewynoszeniem śmieci.
  • Sukcesywnym, powolnym niszczeniem wszystkiego co należy do innych.
  • Śmierdzącym i często zarzyganym kiblem.
  • Słuchaniem na całą parę hip-hopu.
  • Uprawianiem dzikich, pijackich wrzasków po nocach.
  • Smrodem papierosów i innych wynalazków "palonych na balkonie".
  • Niemiłym klimatem w mieszkaniu spowodowanym moimi kłótniami o powyższe.

Tak, w końcu dwóch typów z Elbląga, którzy wynajęli w naszym mieszkaniu pokój w końcu się wyprowadziło. Momentami w ciągu roku już miewałem dość tego wszystkiego i gdyby nie to, że nie było to w moim interesie (finansowym głównie) to dawno bym za przeproszeniem wypierdolił ich z tego mieszkania na podstawie zapisu w umowie na temat wandalizmu. Na szczęście było, minęło, mieszkanie udało się doprowadzić jakoś do porządku. Teraz jeszcze sobie do końca lipca pomieszkam razem z kumplem ze studiów, a potem przeprowadzka do nowego (jeszcze nieznalezionego) mieszkania, gdzie przez następny rok pomieszkam sobie ze znajomym jeszcze z czasów liceum.

A na koniec taka mała refleksja: nigdy więcej wynajmowania części mieszkania, w którym samemu będzie się mieszkać przypadkowym osobom z ogłoszenia. Tylko i wyłącznie sprawdzeni znajomi, o których wiadomo, że wolą mieszkać w porządnie utrzymanym miejscu, a nie w syfie.

Kategorie: Narzekadła, Przemyślenia i obserwacje, Z życia wzięte

"Cenzura" sprzyjająca rządowi?

30 czerwca 2006, 19:41:40

Czy zastanawialiście się kiedyś czemu ostatnimi czasy wiele stron internetowych począwszy od największych portali, a skończywszy na prywatnych blogach jest oskarżanych o faworyzowanie z obecnym rządem? Myślę, że nie jeden spośród czytających ten wpis przynajmniej raz z takim stwierdzeniem spotkał się. Ja również zacząłem zastanawiać się nad tym.

Serwisy, o których mowa to najczęściej takie gdzie pojawiają się artykuły z możliwością umieszczania opinii do nich przez odwiedzających. Teraz zakładamy, że środowisko internautów w większości (przynajmniej takie są moje obserwacje) jest przeciwne poczynaniom naszego rządu. Dodatkowo śmiało możemy też założyć, że bardzo często poziom kultury komentujących nie jest najwyższych lotów (onetowcy) i pojawiają się bluzgi oraz wypowiedzi przekraczające ogólnie przyjęte normy obyczajowe, które miejsca mieć nie powinny.

Przy takich założeniach jak powyżej w analizowanym serwisie opublikowany zostaje artykuł polityczny. Przy ogólnej niechęci do rządu dużo bardziej prawdopodobne jest pojawienie się komentarza przekraczającego normy wypowiedzi skierowanego przeciwko rządowi niż takiego, który będzie skierowany przeciwko opozycji. Bardzo często jednak system komentarzy umożliwia ich moderowanie, najczęściej po prostu przez usunięcie. Jeśli osoba odpowiedzialna za serwis aktywnie moderuje dyskusję usuwając idiotyczne komentarze to statystycznie usunie znacznie więcej komentarzy przeciwnych rządowi niż tych drugich. W tym momencie jesteśmy już o krok od posądzenia nas o uprawianie komunistycznej cenzury usuwającej nieprzychylne władzy głosy. Zastanowić się tylko należy czy takie posądzenie ma jakikolwiek sens.

Tak przy okazji rodzi się zupełnie inny problem dotyczący właśnie moderowania opinii. Jak dla mnie istnieją teraz dwa rozwiązania. Pierwsze z nich to nieingerowanie w tok dyskusji co w konsekwencji spowoduje znaczne jej spłaszczene i prymitywność ale w zamian nie spotkamy się z powyżej omówionymi zarzutami. Drugie, to aktywne moderowanie - w zamian za posądzenia od pewnej grupy osób możemy cieszyć się wartościową dyskusją. Co Waszym zdaniem jest lepsze? Wolicie brak cenzury czy też jej obecność?

Kategorie: Przemyślenia i obserwacje

Moje przygody z głosowaniem na Lordi

21 maja 2006, 05:46:56

Tak, nie będę oryginalny i popełnię kolejną notkę na temat Lordi, która zasili stronę główną joggera. :P

Jeśli jeszcze ktoś nie wie to Finowie postanowili zrobić sobie jaja z Eurowizji w tym roku i na ten discopolowy konkurs wystawili "hardrockowy, quasi-satanistyczny" (tu uśmiech, wiadomo czemu ;) ) zespół Lordi. Jako, że nie jestem zbytnim fanem muzyki granej na Eurowizji i nie śledziłem wydarzeń z nią związanych to o tym fakcie dowiedziałem się dopiero wczoraj ze strony głównej joggera. Poszedłem więc sobie na Google Video oraz na Youtube poszukać czegoś z Lordi i "Hard Rock Hallelujah" w tytule. Znalazłem, obejrzałem, zebrałem koparę z ziemi i stwierdziłem, że w finale mają mój głos za zrobienie sobie beki z Eurowizji. :)

Ok, mają mój głos tyle, że ja od kilku lat jestem szczęśliwym nieposiadaczem telewizora, a wypadałoby go mieć, żeby wiedzieć, o której godzinie, jakiej treści i pod jaki numer wysłać SMS'a popierającego Lordi. Tak więc Houston, mamy problem. No ale nic, od czego jest Internet. Zacząłem szperać po joggerze oraz gadać ze znajomymi i okazało się, że będę mieć z trzech różnych źródeł wsparcie i dadzą mi znać via jabber kiedy i jak głosować. Parę godzin później, Houston, mamy kolejny problem - padł mi net... No to zrezygnowany sobie poszedłem spać. Wtem w środku najgłębszego snu dzwoni telefon, kumpel coś ode mnie chce. Odbieram i wywiązała się nader interesująca rozmowa:

  • "Śpisz, czy co?"
  • "Taaa, net mi padł wieczorem i śpię już."
  • "To nie śpij tylko wysyłaj SMS'y na Lordi!"
  • "Co? Gdzie? Jak?" - trochę mnie już otrzeźwiło. :)
  • "Masz coś do pisania?"
  • "Chwila... Tak, mam."
  • "Numer 72 661, treść 17."
  • "Dzięki wielkie, to narka."
  • "Nara"

Szybko wklepałem co trzeba w telefon i wysłałem w ilości sztuk dwie tam gdzie trzeba po czym zadowolony glebnąłem się dalej spać. A dzisiaj rano wstaję, pierwsze co to jogger do porannej herbatki i co widzę? Lordi wygrali! Hip hip hurrra, udało się. :) Tak trzymać! Należało się to Finom. :)

Dumny też jestem z Polaków, którzy wzięli udział w głosowaniu na Lordi i zapewnili im maksymalną liczbę punktów od naszego kraju. Tym samym pokazaliśmy, że nie trawimy papki tego konkursu, a w szczególności tego, za przeproszeniem, shitu, który ostatnio nasz kraj reprezentuje. Mam nadzieję, że wygrana Finów oraz fakt, że Polacy zagłosowali właśnie na nich da trochę do myślenia tym co decydują kto nas na tym konkursie będzie reprezentować w przyszłości.

A dla zainteresowanych, teledysk Lordi - "Hard Rock Hallelujah" poniżej:

A także ich występ w finale Eurowizji 2006:

Kategorie: Przemyślenia i obserwacje, Rozrywka, Z życia wzięte

Szacunek dla studenta?

27 kwietnia 2006, 15:53:35

Poszedłem sobie dzisiaj, jak zresztą codziennie, na stołówkę studencką w "Kwadratowej". Trafiła się godzina gdzie trochę więcej osób było niż miejsc przy stolikach. W lokalu tym niestety jakiś "mądry" postanowił zrobić podział na stoliki dla wykładowców, pracowników Politechniki Gdańskiej i dla reszty - super segregacja "rasowa". Z racji, że miejsc wolnych przy stolikach dla nie-wykładowców nie było to sobie razem z kumplem siadłem do eleganckiego stolika dla "rasy wyższej" - no w końcu nie będę jadł obiadu na stojąco. Kilka minut później obsługa lokalu widząc, że wpada "rasa wyższa" podchodzi do nas, żebyśmy się przesiedli (oczywiście nie ma gdzie się przesiąść). Delikatne stwierdzenie, że trzeba było się postarać o więcej stolików i że mam zamiar zjeść obiad w spokoju podziałało na miłą panią z obsługi i dała spokój. Chwilę później przychodzi pierwszy reprezentant "rasy wyższej" i wywiązała się między nami nader miła rozmowa:

  • - A Ty kurwa co, czytać nie umiesz? Stolik dla wykładowców!
  • - Że co proszę?
  • - Stolik dla wykładowców!
  • - Szanowy Panie starszy, może tak z kulturą trochę większą niż spod budki z piwem? Garnitur zobowiązuje...
  • - ... (tu szanowny pan starszy wybałuszył gały)
  • - A tak poza tym to jestem doktorantem, więc...
  • - A to przepraszam Pana bardzo, nie wiedziałem, że Pan nie student.
  • - A to do studentów nie należy się zwracać kulturalnie?
  • - Pfff, a po co? - prychnął Pan starszy...

No szczena mi opadła normalnie. Aż żałuję, że nie znam nazwiska tego Pana starszego bo bym z przyjemnością umieścił je tutaj.

PS. Nie jestem doktorantem. :)

Kategorie: Narzekadła, Przemyślenia i obserwacje, Studia i nauka, Z życia wzięte

No luv 4 Riddle

07 marca 2006, 18:59:41

Od dwóch dni w joggerowej społeczności zawrzało pod wpływem wpisu Riddle'a na temat geeków (rel="nofollow" :P).

O ile jak chodzi o samo tworzenie stron to z przyjemnością czytam jego joggera bo można się czasem trochę ciekawych rzeczy dowiedzieć, to... z przyjemnością również czytam takie bardziej osobiste przemyślenia, gdyż czasami uda mu się wystrzelić z grubej rury jak w przypadku ww. wpisu.

Miałem na dobrą sprawę nie zabierać głosu w tej sprawie, gdyż wiadomo, że prawie każdy ma w jakiejś dziedzinie tendencję do tworzenia własnych definicji tak by pasowały pod niego. Riddle stworzył swoją na temat geeków, przeczytałem, pomyślałem sobie w myślach "taaaa, faaajnie" i przeszedłem do następnego feeda w czytniku. Jednak znacznie bardziej interesująca jest reakcja całej społeczności, w której wyniku ostatecznie powstała inicjatywa no luv 4 riddle w wyniku której fun z Riddle'a nakręca dalszy fun z Riddle'a. Myślę, że na długo pozostanie w naszej pamięci na przykład tekst o lansowaniu się nickiem Riddle (ciekawe kiedy przez bohatera tej notki również zostanę o to oskarżony :D). Myślę, że to zjawisko bardzo dobrze pokazuje jakie konsekwencje rodzi wyłączenie komentowania kontrowersyjnej notki. Jeśliby komentowanie nie zostało wyłączone to pewnie pojawiło by się ze 200 komentarzy i na tym może by się skończyło. A tak, jak publika nie ma gdzie komentować to pisze u siebie (hmm, ciekawe co ja robię :D), potem te notki czytają inne osoby, tworzą kolejne notki (kurcze, też to robię :) ) i tak się wszystko nakręca śmiecąc w pewnym sensie całego joggera i nie tylko (ehh, i ja też śmiecę :) ), a jednocześnie "reklamując" postać Riddle'a wśród innych. Drugim powodem pojawienia się "no luv..." z dużym prawdopodobieństwem jest to, że Riddle dość często co innego pisze, głosi, a co innego za chwilę robi. Jako przykład mogą posłużyć chociażby dyskusje na temat layoutu drugiej wersji Joggera, który nie tylko wg mojego zdania jest strasznie niewygodny ale jego twórca (layoutu) ma sobie to za nic. Myślę, że w tym momencie ciężko już będzie zatrzymać to zjawisko, zwłaszcza jeśli będzie ono dalej podsycane kolejnymi przemyśleniami Riddle'a, w których, zgodnie z jego zapowiedzią będzie również wyłączona możliwość komentowania. Zatrzyma się pewnie wtedy kiedy grupie antyriddle'owców znudzi się nagonka. Ja stawiam, że tak z miesiąc może to potrwa, a Wy jak myślicie?

No, to podlansowawszy swojego joggera Riddlem mogę spokojnie pójść pisać kolejną stronę, która będzie tak jak u maniaka dostępności serwisów dostępna, a potem powiem osobom z niej korzystającym słowa zgodne z duchem dostępności i użyteczności: "Uzasadnianie „bo mi tak wygodnie” jest dopieeero poważne." :))))

Technorati tags: , ,

Kategorie: Blogowisko, Przemyślenia i obserwacje

Światowy Dzień Kota

17 lutego 2006, 21:40:20

Jeśli ktoś jeszcze nie wie to dzień 17 lutego jest znany jako Światowy Dzień Kota. Do napisania tej notki sprowokował mnie jednak wpis u infro, a konkretnie zawarty w nim cytat.

Jakiś czas temu przygarnąłem pod swój dach kotkę Agatkę, bidulkę rodem z warszawskiego bazaru, wychudzoną, bitą przez złych ludzi a co za tym idzie niesamowicie wystraszoną. Agatka miała jednak szczęście, że trafiła na ludzi, którzy nie przeszli obojętnie obok niej. Trafiła do "kociego domu" razem z jej małymi kociakami. Tam otrzymała podstawową opiekę i rozpoczęło się wielkie poszukiwanie przyszłego domu dla całej rodzinki. Kociaki bardzo szybko znalazły swoich ludzi, Agatki jednak nikt nie chciał. Przeniesiona została z jednego "kociego domu" do drugiego, z Warszawy do Gdańska. Tutaj rozpoczęła się jeszcze szersza akcja poszukiwania dla niej domu. To dzięki tej akcji i przede wszystkim dzięki osobom, które ją prowadziły Agatka trafiła w końcu do mnie. Tyle, że Agatka nie zachowywała się jak typowy kot wychowany od początku swojego życia w domowych warunkach. To był wiecznie fuczący kłębek sierści, który dopiero miał się nauczyć zaufania do człowieka. Z perspektywy tych kilku miesięcy mogę powiedzieć, że jest doprawdy coś fascynującego w oglądaniu przemiany takiego kota. Pierwsze wyjście z ciemnego kąta w mieszkaniu. Pierwsze dotknięcie jej futra niezakończone podrapaniem ręki. Pierwsza chrupka suchej karmy zjedzona z ręki. Pierwsze mruczenie podczas głaskania. Pierwsze otarcie się o moje nogi. Pierwsze czekanie pod drzwiami aż wrócę z pracy. Pierwsza ucieczka przestraszonego czymś w mieszkaniu kota w moje ręce zamiast w kąt. Pierwsze przyjście na noc do łóżka zamiast na parapet. Pierwsze "baranki" kota zaczepiającego mnie do zabawy. Pierwsze wtulenie głowy w mój płaszcz zamiast dzikiej ucieczki ze stołu u weterynarza. Każde z tych pierwszych wydarzeń było dla mnie swego rodzaju świętem, gdyż za każdym razem widziałem to rosnące zaufanie do mnie. A teraz? Teraz mam kotkę, która prawie, że nie odstępuje mnie na krok, która nawet bez głaskania przychodzi do mnie się przytulić i pomruczeć, która robi się smutna jeśli dłużej nie ma mnie w domu. Po prostu bez siebie nawzajem byłoby nam chyba jakoś pusto. A wszystkim co twierdzą, że kot "emocje zostawia frajerom" i "podchodzi do tego wszystkiego beznamiętnie" powiem tylko jedno: widocznie nigdy nie mieliście kota, który miał za co być Wam wdzięczny.

Kategorie: Osobiste, Przemyślenia i obserwacje, Z życia wzięte

Podsumowanie 2005 roku

31 grudnia 2005, 18:02:38

Patrząc na główną stronę joggera widzę, że wszyscy piszą podsumowania prawie, że już minionego 2005 roku. Pora więc i na mnie...

Nie, podsumowania nie będzie. Dlaczego? Z trzech głównych powodów (są też inne, drobniejsze). Po pierwsze ostatni dzień roku nie jest dla mnie i nigdy nie będzie zakończeniem jakiegoś ważnego okresu więc nie widzę powodu do wprowadzania sztucznych podziałów związanych z tą datą. Drugi powód jest taki, że całe podsumowanie minionego roku, które czytających tego jogga ewentualnie by interesowało już tutaj jest. Gdzie? O tam obok, w boksie zatytułowanym "Archiwum". Tam znajdziecie pełną historię tego wszystkiego co było dla mnie ważne i czym chciałem się z Wami podzielić. Jak kogoś interesują ważne fakty z mojego życia to sobie przeczyta i sam wyciągnie odpowiednie wnioski. A jak ktoś liczy na gotowca w postaci kilku akapitów streszczenia wszystkiego co tutaj jest, a nie chce mu się włożyć odrobiny wysiłku z własnej strony by poczytać archiwalne wpisy to dla mnie nie jest osobą, dla której warto takie streszczenie pisać. A trzeci powód to, że jestem leniwy i nie chce mi się pisać podsumowania :) Wolę, żebyście to Wy się pomęczyli podsumowaniem, więc sobie wymyśliłem ideologię w postaci dwóch pierwszych punktów :)

Ok, to teraz po pomyślnie dokonanym podsumowaniu tego co się działo przez ostatni rok chciałbym wszystkim stałym oraz przypadkowym czytelnikom tego joggera złożyć najserdeczniejsze życzenia Szczęśliwego Nowego Roku oraz Szampańskiej Zabawy Sylwestrowej. Do zobaczenia "za rok" :)

Kategorie: Blogowisko, Przemyślenia i obserwacje

Zdziwieni

16 grudnia 2005, 23:28:01

Zadziwiające jest jak bardzo potrafią być zdziwieni ludzie, którzy dowiedzą się, że zostali usunięci z listy kontaktów. Dzisiaj zrobiłem porządki w rosterze, w wyniku których "ludzkich" kontaktów zostało 16. Niektórzy odczuli to namacalnie (jabber, tlen), gdyż zauważyli nagle brak autoryzacji. Czy to takie dziwne, że nie trzyma się w kontaktach kogoś z kim się nie rozmawia? Dla niektórych tak:

Anka: Dlaczego skasowałeś mnie z listy?
Ja: Popatrz do historii kiedy była nasza ostatnia rozmowa
Anka: No, w kwietniu...
Ja: To już wiesz czemu Cię skasowałem
Anka: Dziwny jesteś, pa

joggerowicz: pfi, znalazł se pracę w WP i już mnie nie lubi :P

Podobnie potrafią reagować ludzie, którzy też po jakimś czasie się odezwą, ja widzę tylko numerek więc proszę, żeby się przedstawili. Jaka reakcja?

ktoś: No jak to, przecież kiedyś tam raz gadaliśmy, powinieneś wiedzieć, że to ja!

No cóż, najwidoczniej zmieniła mi się ostatnio definicja czym jest lista kontaktów i jakie jest przeznaczenie komunikatorów. I wcale mi nie jest z tego powodu przykro.

Kategorie: Internet, Przemyślenia i obserwacje

Odadminowanie się

12 grudnia 2005, 00:04:57

Ufff, po półtora roku adminowania forum pewnej gry nadszedł czas zrezygnowania z przywilejów i odpoczynku od codziennych obowiązków. Powodem rezygnacji były opisywane niedawno wielkie zmiany w moim najbliższym życiu. Nawet nie spodziewałem się, że tyle czasu zajmie mi załatwianie wszystkich spraw związanych z tym forum. Dwa dni spędzone praktycznie w całości na organizowaniu zastępstw, uczeniu nowych władz co i jak, przekazywaniu najważniejszych informacji zarówno technicznych jak i nietechnicznych. Dopiero teraz sobie zdałem jak wiele czasu marnowałem na tym forum i jak wiele go teraz odzyskam. Głębsza chwila refleksji nastąpiła kiedy sobie uświadomiłem ile różnych osób otrzymało nowe uprawnienia aby było wykonywane dalej to co ja sam robiłem. Tą liczbą jest... 6. 6 osób w zamian za jedną osobę - 1 nowy administrator, 3 nowych moderatorów, 1 Przewodniczący założonego przeze mnie klanu, 1 Kronikarz prowadzący Księgę Rekordów. A co jest z tego wszystkiego "najlepsze"? To, że nawet nie usłyłszałem jednego słowa dziękuję. Za to mam wrażenie, że usłyszałem huk otwieranego szampana za mną. Niestety, na forum zagościła banda piesków, która jak to pieski mają w zwyczaju szczekają na wszystko co się tylko da byle tylko było o nich głośno i które starają się poczuć cholernie ważne "umilając" na wszelkie sposoby życie komuś kto na dobrą sprawę zaprosił ich na swoje własne podwórko. Naprawdę zadziwiające jest jak niektórzy widzą tylko i wyłącznie czubek własnego nosa. Mimo, iż wiele nerwów straciłem na tym forum to jednak czegoś się nauczyłem, czegoś o życiu. Tylko nie wiem czy cena rzeczy poświeconych była tego warta. I mimo, że odejście z forum było w sumie wymuszone czynnikami zewnętrznymi to tak właśnie stwierdzam, że odchodzę praktycznie bez żalu. Tak nawiasem to na myśl przychodzi mi teraz trafne porównanie z niedawnymi wydarzeniami na joggerze i z tymczasową rezygnacją sparrowa z rozwijaniu projektu. Mogę po cichu przyznać, że cholernie dobrze rozumiem sparrowa dlaczego odciął się od wszystkiego z powodu tych właśnie "piesków zawsze znajdujących powód do szczekania". Wracając zaś do tematu to jedyne co mi było szkoda opuszczać to założony przeze mnie klan niETIkalni - tam naprawdę zebrała się grupka 10 osób o trzeźwym podejściu do świata i rozsądnej głowie. Takich ludzi cenię i to bardzo wysoko, z ich zdaniem zawsze się liczyłem i liczyć się będę. Na forum ogłosiłem, że znikam na pół roku, jednak... mam dziwne wrażenie, że nie będzie mi sie chciało tam wracać. Może to i dobrze? Tymczasem idę spać nie jako admin lecz jako spokojny user. Dobranoc.

Kategorie: Internet, Narzekadła, Osobiste, Przemyślenia i obserwacje, Z życia wzięte

DND i "jellonki"

19 września 2005, 21:51:54
Tak się właśnie zastanawiam nad jedną rzeczą. Jakim trzeba być jellonkiem, żeby widzieć nie dość, że ustawiony status DND to jescze tekst "Pracuję - nie przeszkadzać!" i żeby zagadywać do takiej osoby ze "sprawą nie cierpiącą zwłoki" (cudzysłowy umyślnie) lub tylko po to, żeby powiedzieć, że wcale się nie chce przeszkadzać i już się znika (nie, nie rozmawiałem z tą osobą 5 minut temu tylko 5 dni temu). Mam dziwne wrażenie, że im bardziej wskazujący na zajętość ustawi się status tym większa ilość ludzi specjalnie się do niego nie dostosuje. Ahh, zapomniałem, że napisałem w statusie o tym, że jedna osoba może poprzeszkadzać. Czyżby chodziło o to, że każdy chciał się przekonać czy jest tą jedyną osobą? Czy tak trudno się domyśleć czy się kwalifikuje pod bycie tą jedyną osobą czy też nie? Normalna przekora ludzka czy jellonkowatość? Czy może przeświadczenie o byciu najważniejszą osobą na świecie? Ja nie wiem, wiem tylko, że w ciągu 15 minut zamknąłem 7 okienek bez odzywania się słowem. Tak zgadzam się, zamknięcie okienka bez odezwania się jest chamskie - tak samo jak chamskie jest przeszkadzanie komuś zajętemu i kto sobie nie życzy przeszkadzania. Może jednak się ktoś dzięki temu nauczy, że "pracuję, nie przeszkadzać" oznacza "pracuję, nie przeszkadzać", a nie "zwalajta mi się wszyscy na jabbera bo mam kupę wolnego czasu do przegadania i zajmowania się Waszymi super-hiper-nie-cierpiącymi-zwłoki sprawami".

Kategorie: Internet, Narzekadła, Przemyślenia i obserwacje

Disk quota exceeded

19 sierpnia 2005, 23:27:03
Goshh, co za adminów mam u siebie w akademiku... Jakiś mądry 3 tygodnie temu postanowił sobie, że wprowadzą quoty użytkownikom jednego z serwerów. Pomijam już fakt tego, że właściwie większość administratorów osiedla była przeciwna temu bo po co utrudniać życie jak nie ma potrzeby. Ale nie, okazało się, że czyjeś tam zdanie jest ważniejsze od reszty. I tak oto od 1 sierpnia na serwerze pojawia się po zalogowaniu informacja, że do wykorzystania jest tylko 100 MB przestrzeni dyskowej na usera. Tak przy okazji to dobrze, że nie wprowadzili ograniczenia na wielkość baz danych bo prawie tyle samo wykorzystuję ;)

No trudno, póki nic nie musiałem władować to leżało sobie spokojnie te moje 250 MB na serwerze. Jak przyszła potrzeba to jakoś zrobiłem porządki i zmieściłem się na 100 MB. Działało kilka dni. Półtora tygodnia temu chcę coś wrzucić, quoty nie przekroczyłem, ale komunikat o jej przekroczeniu jak najbardziej dostałem. Mail do admina - cisza. Drugi mail - "Ok, sprawdzę to". Czekam, czekam i sobie poczekałem. Zaczęła się pielgrzymka osobista. Oczywiście admina nie można zastać. Dzisiaj w końcu udało się ale to co usłyszałem to normalnie cycki opadają. Uwaga, cytuję: "Ale ja się nie znam na quotach". Parsknąwszy śmiechem obróciłem się na pięcie i zawróciłem do swojego pokoju.

I tak oto zostałem z quotą 100 MB, zawartością katalogu liczącą 71 MB oraz komunikatem "Disk quota exceeded"...

Ehhh, aż się chce zawołać "kodi wróć!". Za czasów rządów starej ekipy z kodim na czele to serwery to były serwery, nie miało prawa nie działać dłużej niż było potrzeba. Odkąd w ubiegłym roku zmienił się "zestaw adminów" na młodszych bo stara kadra studia skończyła to moim skromnym zdaniem sieć akademicka zaczęła schodzić na psy...

Kategorie: Internet, Narzekadła, Przemyślenia i obserwacje, Z życia wzięte

Odszedł...

17 sierpnia 2005, 00:32:00
Kolejny Wielki człowiek odszedł z tego świata... Brat Roger, założyciel Wspólnoty Taize został dzisiaj zasztyletowany... I to jeszcze w dniu kiedy rozpoczęły się Światowe Dni Młodzieży w Kolonii...

Pozostało tylko mieć nadzieję, że dobro, które zasiał na ziemi nie zginie. Mimo wszystko cieszę się, że dane mi było poznać na żywo tego człowieka, brać udział w Europejskich Spotkaniach Młodzieży i przeżyć te piękne chwile ze Wspólnotą.

Tych, którzy chcą poznać historię Brata Roger oraz Wspólnoty zapraszam do lektury obszernego artykułu na zaprzyjaźnionej Polskiej Nieoficjalnej Stronie Wspólnoty Taize.

Kategorie: Osobiste, Przemyślenia i obserwacje

Now playing: ...

04 lipca 2005, 19:29:04

Hmm, tak się właśnie zastanawiam czemu ludzie widząc w moim statusie "Now playing: Nightwish" pytają się mnie co to za gra ten "Nightwish". No, żeby jedna ale trzy osoby w ciągu dnia? Żebym jeszcze był jakimś graczem, który to co kawałek coś nowego testuje. Nie, ja jestem zwykłym maniakiem muzyki, a nie graczem :D

Kategorie: Internet, Przemyślenia i obserwacje, Z życia wzięte

Gosh.... sozzza....

04 czerwca 2005, 19:48:25

Co za ludzie zboczeni w mojej grupie... Czy już naprawdę nie można zacząć rozmowy od czegoś innego niż od pytania "jak dyplom"? Albo przez 90% czasu gadać o jakichś powalonych tranzystorach? Toć to chore jest, żeby na "imprezie" przerabiać schematy. Arcyciekawe zestawienie jak w jednym czasie spotkają się dwie grupy znajomych: jedna grupa przy piwku obgaduje laski, znajomych, jakieś przeboje imprezowe, a druga grupa w tym samym czasie, też przy piwku przegląda najnowsze zdjęcia przekaźników na maritex.com.pl... Porażka. Czasem zazdroszczę normalności ludziom z uniwerków... Kategorie: Narzekadła, Przemyślenia i obserwacje, Studia i nauka

Wyobraźnia...

31 maja 2005, 10:04:03

... a raczej jej brak miał dzisiaj w nocy tragiczny finał pod DS'ami PG. Jakiemuś kretynowi zachciało się kraść mercedesa i za szybko mu policja pojawiła mu się na karku. Zaczęła się wobec tego szarża ulicami Gdańska i na nieszczęście przy prędkości grubo ponad 100 km/h pojawiła się uliczka z zakrętem 90 st. Jak można się domyśleć koleś nie wyrobił się na zakręcie i z hukiem wjechał w osiedle studenckie, które było na wprost. Efektowne odbicie się od schodów akademika, słupa, a potem drzewa i z samochodu nie było co zbierać. Z kierowcy również. Wyciągnięto go w konwulsjach ze szczątków i w kołnierzu oddelegowano do eR-ki. Całe szczęście, że nikt postronny akurat nie pojawił się w niefortunnym miejscu i w niefortunnym czasie to najwyżej skończy się tylko na tym debilu (jeszcze nic nie wiadomo czy go odratowali). Jakoś mi go nie żal nawet.

Kategorie: Przemyślenia i obserwacje, Z życia wzięte

Pręgierz mode

28 maja 2005, 14:34:55

Wazelina dla Microsoftu za to, że swoim Visual Studio 2005 wzbudził u mnie chęć posiadania DVD. A jak już chęć na DVD to trzeba myśleć przyszłościowo i od razu z nagrywarką :) Hmm, czy M$ ma jakąś umowę z LiteOnem?

Piętno dla majowej pogody, w której temperatura oscyluje w zakresie <-2;30> st. Celsjusza przy czym dzisiaj mamy wartość maksymalną co w połączeniu z duchotą w mieście spowodowało, że po kilku minutach spaceru miałem okazję nauczyć się pływać kraulem we własnym podkoszulku.

Wazelina dla producentów płyt DVD-R i to, że miałem okazję się zdziwić dzisiaj, że płytka TDK kosztuje 1.80 PLN.

Piętno dla jedynego słusznego w Polsce banku szytego na miarę XXI wieku "w soboty otwarte od 9-13". Oczywiście przeczytałem tę jakże uroczą wywieszkę o 13:30... Jakby się ktoś nie domyślił to o PKO BP chodzi.

Wazelina dla producenta piwa "Jurand" za bardzo ładną panią na billboardzie, przez którą to nie zauważyłem, że mi się zielone światło zapaliło :)

Wynik:
Wazelina - 3 : 2 - Piętno
Nie jest źle :)

Kategorie: Hardware i software, Narzekadła, Przemyślenia i obserwacje, Studia i nauka, Z życia wzięte

60 - 90 minut

07 maja 2005, 10:04:02

Czyli o znaczeniach wyrażeń czasowych raz jeszcze:

"Jedna rozgrywka trwa 60-90 minut"

Ale po kolei. Wczoraj miałem ambitne plany posiedzenia wieczorem nad dyplomem. Na planach oczywiście się skończyło w momencie gdy kumpel radośnie na gg zapytał co robię wieczorem. Dopóki nie powiedział o co biega, to nawet twardo stałem przy swoim postanowieniu. Jednak jak usłyszałem magiczny tekst "Kupiłem pudełko z Warcraftem [czemu mi uparcie wczoraj po głowie chodził Warhammer? :/] i chciałem przetestować..." to moje plany się skończyły :D Tak więc szybkie wszamanie obiadu, kumpel na rower i do mnie, łapanka na jeszcze jednego chętnego i rozkładamy u mnie na łóżku planszę, jednostki, karty, kostki, miasta i całą tę resztę oprawy graficznej :) Każdy z nas pierwszy raz w to grał, więc instrukcje w PL i ENG kursowały tylko między nami. A ile błędów porobiliśmy na początku, ile fatalnych posunięć, ile zapomnianych ruchów to głowa mała :) W każdym razie jak usiedliśmy o 20 wieczorem, to skończyliśmy o 4 nad ranem i zagraliśmy... 2 rozgrywki (60 - 90 minut :P). Nie ma co, planszówka jest wprost rewelacyjna i tylko podziwiałem miny mojego współspacza (niegrającego w nic) jak mu się pokój zaludnił elfami, orkami, nieumarłymi czy okrzykami wojennymi (w tym klimacie też szedł spać :D) ale on już dawno uważa, że ja jestem dziwny :) No, a na niedzielę jak się uda zebrać ekipę planujemy zagrać w Game of Thrones :)

Kategorie: Przemyślenia i obserwacje, Rozrywka, Z życia wzięte

Nic za darmo

28 kwietnia 2005, 22:41:11

No właśnie, wczoraj po raz kolejny przekonałem się, że nie ma nic za darmo i często ktoś robi niby coś dla Ciebie ale tak naprawdę chodzi tylko o własne korzyści. Nie, żebym się tam tym przejmował - normalka :) A więc po kolei. Przedwczoraj dostałem telefon od pewnej osoby w sprawie rewelacyjnej oferty pracy przy projekcie internetowym. Wiedział ktoś jak trafić do mnie bo się zainteresowałem z miejsca. Toteż i wczoraj udałem się do "chińskiej dzielnicy" w Gdyni na umówione spotkanie. Docieram sobie na miejsce i jako, że mam jeszcze sporą chwilę czasu to idę pobuszować w dalszej części ulicy. Wracam za chwilę z powrotem i zza łuku słyszę czyjś znajomy głos, a nawet więcej głosów. Co jest grane? No tak, trójmiejska banda z Blehny zjawiła się w pełnej gotowości. Chwila zagwozdki pod tytułem "Zaraz ale na dzisiaj żadne Blehna Party nie jest umówione więc co jest grane?". Jak się okazało cała nasza grupka została zaproszona przez tę samą osobę. No nic, wchodzimy do "dzielnicy", ładujemy się do sali konferencyjnej i czekamy razem z dwoma dziewczynami, które tę naszą grupę zorganizowały. W końcu przychodzi gościu, który będzie prowadzić prezentację. Zaczął przed nami roztaczać wizję standardowego życia jakie pewnie nas czeka i nowego życia jakie on proponuje. Wizja, w której zaczynamy od oszczędzania miesięcznie 10 złotych, a po krótkim czasie (kilka lat) stajemy sie osobami zarabiającymi 100.000€ miesięcznie nie ruszającymi nawet palcem i wygrzewającymi się przez większość czasu na Hawajach. Po chwili przekonujemy się, że mowa o tzw. systemie drabinkowym, w którym zarabiamy dzięki pracującym na nas zwerbowanym osobom, a na koniec pada magiczne słowo "Amway". Więcej już chyba nie trzeba dodawać. Na szczęście dzięki swojej pracy w tepsie przez jakiś czas i odpowiednim szkoleniom miałem okazję nauczyć się robić "pranie mózgu" klientom. Tym razem ta wiedza przydała się by zobaczyć piękną grę psychologiczną prowadzącego i dwóch zapraszających dziewczyn. Normalnie klasyka, aż mi się gęba śmiała na tej prezentacji przy wyłapywaniu kolejnych "haków" jak to się żargonowo w psychologii marketingowej nazywa. Roztoczenie wizji naszej wyjątkowości, gdyż starannie się selekcjonuje zaproszone osoby, podbijające autorytet przyznawanie się do błędów, techniki zaciekawienia klienta poprzez pozorne nieprzymuszanie go do żadnej decyzji a nawet odciąganie go od natychmiastowej decyzji, obecność podstawionego "ducha" na sali, który ma za zadanie granie normalnie zaproszonej osoby odpowiadającej na pytania prowadzącego w taki sposób, żeby wyglądać na osobę przekonaną do systemu to tylko kilka rzeczy, które dały się wyłapać na w sumie krótkim spotkaniu. Na koniec aż mnie kusiło, żeby to publicznie wszystko powiedzieć ale jakoś się powstrzymałem, w sumie to nie wiem czemu... no, nieważne. W każdym razie ubaw miałem niezły :) A po spotkaniu, jako, że sporo nas było znających się osób padła propozycja wyjścia "na jedno" piwo :D Wróciłem o 2 w nocy :) Przynajmniej imprezka się udała. No, gdyby jeszcze rano tak głowa nie bolała :) Ale już wyzdrowiałem :)

Kategorie: Przemyślenia i obserwacje, Rozrywka, Z życia wzięte

Motto

12 kwietnia 2005, 10:45:21
Uuma quena en'mani lle ume ri'mani lle umaya. Uma ta ar'lava ta quena ten'irste'.

Może to piękne zdanie zasługuje by stać się mottem życiowym? Tak trochę ono jest tutaj umieszczone w nawiązaniu do wczorajszej notki, komentarzy, późniejszej rozmowy. A trochę i dlatego, że bardzo mi się podoba.

Kategorie: Przemyślenia i obserwacje