EverWars MMORPG

Dzisiaj pozwolę sobie na mały spamik rekrutacyjny :). Jest sobie taki MMORPG o nazwie EverWars. Gra prosta, nie zajmująca zbyt wiele czasu, a całkiem przyjemna. W skrócie polega na tym, że tworzysz sobie swoją postać wybierając jedną z kilku dostępnych ras. Następnie co 15 minut dostajesz tzw. Battle Credit, za który można stoczyć walkę z dowolnym z innych graczy. Za wygrane walki otrzymujesz kody, które można zamienić na losowo przyznawane nagrody w postaci sztuk złota lub przedmioty oraz punkty rankingowe wg których prowadzona jest klasyfikacja. Przedmioty te to różnego rodzaju bronie, uzbrojenie, zaklęcia, zwoje, czary, mikstury czy magiczne klejnoty lub amulety. Nagrody mogą być pospolite, mniej pospolite, rzadkie albo bardzo rzadkie. Oczywiście im bardziej rzadki przedmiot tym większą wartość ma w walce z przeciwnikiem. Wygrane złoto można zaś zamieniać na treningi dla swojej postaci lub też na zakup przedmiotów ze sklepu. Problemem bardzo urozmaicającym rozgrywkę i rozwój postaci jest to, że nie można wszystkiego na siebie założyć, ma się ograniczoną pojemność plecaka, więc trzeba pozbywać się najmniej potrzebnych przedmiotów i co najważniejsze jest tyle rodzajów przedmiotów i możliwych do rozwijania umiejętności, że trzeba trochę pokombinować, żeby zrobić sobie jak najlepszą postać.

Jeśli ktoś zainteresował się i chciałby sobie pograć to zapraszam do zapisania się w grze przez moją stronę rekrutacyjną http://draakhan.playeverwars.com/. Za kliknięcie w powyższego linka, założenie postaci i potem granie tą postacią ja dostanę nagrodę. Także z góry dziękuję wszystkim, którzy mnie wspomogą :). A jakby ktoś chciał, to jest też dostępne Polskie Forum EverWars.

EverWars - You have GOT to PLAY this game!

Urban Playground Quiz

Semp dzisiaj wysłał maila z zaproszeniem do wzięcia udziału w Quizie dotyczącym projektu Urban Playground.

Do kolejnej odsłony Urban Playground jest jeszcze dużo czasu, ale już teraz zachęcam Cię do spróbowania swoich sił w quizie dotyczącym projektu UP, który znajduje się tutaj: http://quiz.urban-playground.org. Quiz składa się z 30 pytań i jest dosyć trudny. Powodzenia!

I co mi wyszło? Otóż i to:

Urban Playground Quiz

Twój wynik: 30/30

Dziękujemy za wypełnienie testu.
Twoja pozycja na liście najlepszych wyników: 2

Nie powiem, ucieszyłem się z wyniku. No, ale czy ktoś kto jest jedną z osób organizujących trójmiejskie wydanie Urban Playground może sobie pozwolić na inny wynik ;)

Urban Playground 3city #3

Już jutro (02 grudnia 2006) w Sopocie trzecia edycja trójmiejskiego Urban Playground.

Spójrz na miasto jak na wielką planszę do gry. Gry zmieniającej na krótki czas kawałek szarego miasta w mapę przygód, miejsce akcji, zagadek i wyścigów niczym z filmowego planu. Gdzieś poza zgiełkiem codzienności przemykają poszukiwacze tajemniczych, osamotnionych i zapomnianych, choć dostępnych publicznie miejsc. Nikt z otoczenia nie ma pojęcia kim są ci ludzie i czego szukają. Poczuj się przez chwilę kimś wyjątkowym wśród otoczenia i wykonaj swoją misję wiedząc, iż wielu innych rywalizuje z Tobą o cenne punkty.

Wszystkich chętnych na dobrą zabawę zapraszam do odwiedzin oficjalnej strony Urban Playground 3city, a potem podążenia śladem Wiktorii...

Taksówka zatrzymała się w zakazanej dzielnicy, której nikt o zdrowych zmysłach nawet za dnia nie odwiedzał. Kobieta wysiadła i niepewnym krokiem udała się w stronę kamienicy z brązowymi, rzeźbionymi drzwiami. Czuła jak odprowadzają ją nieprzyjazne spojrzenia miejscowych mętów społeczeństwa.

- Mieszkania pięć - powiedziała do siebie. Ostry, terkoczący dźwięk domofonu przeszył ją dreszczem.

- Czego? - zaskrzeczał z głośnika głos starej kobiety.

- Wiktoria.

Elektromagnetyczny zamek odskoczył i Wiktoria weszła do ciemnej klatki schodowej przesyconej zapachem zwierzęcych, a może i ludzkich ekskrementów. Na piętrze, w otwartych drzwiach, czekała już na nią właścicielka skrzeczącego głosu.

- Coś jeszcze chcesz, dziecko?

- Nie. Daj mi tylko klucz.

- Jest w drzwiach. To tutaj będziesz mieszkać przez najbliższych kilka dni. Wrócę, gdy będzie pora.

Starsza kobieta obdarzyła ją szerokim uśmiechem. Wiktoria bez przekonania wykrzywiła w odpowiedzi usta na kształt bliżej nieokreślonego grymasu. Radość starszej kobiety tak nie pasowała do przygnębiającego nastroju panującego zarówno w tym miejscu jak i we wnętrzu duszy Wiktorii. Gdy tylko starowinka zeszła z ostatniego stopnia schodów Wiktoria szybko wpadła do mieszkania i zatrzasnęła za sobą drzwi. Wnętrze sutereny bynajmniej nie rozwiało czarnych myśli pałętających się po jej głowie. Jedynie widok łóżka ucieszył ją i jednocześnie przypomniał jak bardzo zmęczona jest podróżą oraz tym, przez co przeszła. Położyła się na nie, jednak po niedługiej chwili podziwiania obdrapanego sufitu wstała i bez zastanawiania się postanowiła wyjść znowu na miasto. Czas mija zbyt szybko by marnować go na sen...

Niedługo dokonam serii morderstw

Tak, zawsze byłem człowiekiem o pogrzanej psychice. Teraz wszystko wyszło na jaw. Dzisiaj nawiązałem kontakt ze specami od mokrej roboty. Na początku przeszedłem kilka testów czy nadaję się do tego. Okazało się, że mam predyspozycje do bycia zawodowym mordercą. Podpisałem kontrakt. Opłaciłem mafijną "składkę członkowską". Dostałem namiary skąd zdobyć "sprzęt" - niedługo przejrzę "katalogi" i dokonam odpowiednich zakupów. A potem zostanie już tylko czekać na pierwsze zlecenie zabójstwa...

Człowieku, który kroczysz ulicami mojego miasta niedługo ujrzę strach w Twoich oczach. Chyba, że Ty też zostaniesz mordercą...

Urban Playground 3city #2

Spójrz na miasto jak na wielką planszę do gry. Gry zmieniającej na krótki czas kawałek szarego miasta w mapę przygód, miejsce akcji, zagadek i wyścigów niczym z filmowego planu. Gdzieś poza zgiełkiem codzienności przemykają poszukiwacze tajemniczych, osamotnionych i zapomnianych choć dostępnych publicznie miejsc. Nikt z otoczenia nie ma pojęcia kim są ci ludzie i czego szukają. Poczuj się przez chwilę kimś wyjątkowym wśród otoczenia i wykonaj swoją misję wiedząc, iż wielu innych rywalizuje z Tobą o cenne punkty.

Tak, tak! Długo wyczekiwane (trochę ponad miesiąc), przez niektórych z wielką niecierpliwością wręcz, drugie wydanie miejskiej gry Urban Playground 3city ujrzy niedługo światło dzienne. Wszystkich chętnych do zapoznania się ze szczegółami zapraszam na oficjalną stronę Urban Playground 3city.

Do zobaczenia już niedługo na planszy!

Moje przygody z głosowaniem na Lordi

Tak, nie będę oryginalny i popełnię kolejną notkę na temat Lordi, która zasili stronę główną joggera. :P

Jeśli jeszcze ktoś nie wie to Finowie postanowili zrobić sobie jaja z Eurowizji w tym roku i na ten discopolowy konkurs wystawili "hardrockowy, quasi-satanistyczny" (tu uśmiech, wiadomo czemu ;) ) zespół Lordi. Jako, że nie jestem zbytnim fanem muzyki granej na Eurowizji i nie śledziłem wydarzeń z nią związanych to o tym fakcie dowiedziałem się dopiero wczoraj ze strony głównej joggera. Poszedłem więc sobie na Google Video oraz na Youtube poszukać czegoś z Lordi i "Hard Rock Hallelujah" w tytule. Znalazłem, obejrzałem, zebrałem koparę z ziemi i stwierdziłem, że w finale mają mój głos za zrobienie sobie beki z Eurowizji. :)

Ok, mają mój głos tyle, że ja od kilku lat jestem szczęśliwym nieposiadaczem telewizora, a wypadałoby go mieć, żeby wiedzieć, o której godzinie, jakiej treści i pod jaki numer wysłać SMS'a popierającego Lordi. Tak więc Houston, mamy problem. No ale nic, od czego jest Internet. Zacząłem szperać po joggerze oraz gadać ze znajomymi i okazało się, że będę mieć z trzech różnych źródeł wsparcie i dadzą mi znać via jabber kiedy i jak głosować. Parę godzin później, Houston, mamy kolejny problem - padł mi net... No to zrezygnowany sobie poszedłem spać. Wtem w środku najgłębszego snu dzwoni telefon, kumpel coś ode mnie chce. Odbieram i wywiązała się nader interesująca rozmowa:

  • "Śpisz, czy co?"
  • "Taaa, net mi padł wieczorem i śpię już."
  • "To nie śpij tylko wysyłaj SMS'y na Lordi!"
  • "Co? Gdzie? Jak?" - trochę mnie już otrzeźwiło. :)
  • "Masz coś do pisania?"
  • "Chwila... Tak, mam."
  • "Numer 72 661, treść 17."
  • "Dzięki wielkie, to narka."
  • "Nara"

Szybko wklepałem co trzeba w telefon i wysłałem w ilości sztuk dwie tam gdzie trzeba po czym zadowolony glebnąłem się dalej spać. A dzisiaj rano wstaję, pierwsze co to jogger do porannej herbatki i co widzę? Lordi wygrali! Hip hip hurrra, udało się. :) Tak trzymać! Należało się to Finom. :)

Dumny też jestem z Polaków, którzy wzięli udział w głosowaniu na Lordi i zapewnili im maksymalną liczbę punktów od naszego kraju. Tym samym pokazaliśmy, że nie trawimy papki tego konkursu, a w szczególności tego, za przeproszeniem, shitu, który ostatnio nasz kraj reprezentuje. Mam nadzieję, że wygrana Finów oraz fakt, że Polacy zagłosowali właśnie na nich da trochę do myślenia tym co decydują kto nas na tym konkursie będzie reprezentować w przyszłości.

A dla zainteresowanych, teledysk Lordi - "Hard Rock Hallelujah" poniżej:

A także ich występ w finale Eurowizji 2006:

Półpasiec

Tak mnie jakoś po weekendzie majowym spędzonym na żaglach osłabiło, że jakieś przeziębienie mnie chwyciło. Początkowo niegroźnie to wyglądało, że nawet do pracy przez półtora tygodnia sobie pochodziłem, nawet pod koniec minionego tygodnia na kurs tańca sobie pochodziłem. W trakcie wyskoczyły mi jakieś dzikie bąble, które zwaliłem na uczulenie. Jednak kiedy w piątkową noc dostałem gorączki, a rano moja gęba wyglądała jak teren po zmasowanym bombardowaniu to w końcu pognało mnie do lekarza na pogotowie. A tam diagnoza: półpasiec rozsiany.

No nic, z torbą leków wróciłem do domu i rozpocząłem kurowanie się. W poniedziałek jeszcze wizyta u lekarza rodzinnego, żeby zwolnienie dostać (na pogotowiu nie mogli wystawić). Lekarz jak mnie zobaczył to tylko powiedział "o cholera" i wypisał skierowanie do szpitala zakaźnego, gdyż jak sądził zaczęło atakować mi oczy. Na szczęście po wizycie w szpitalu okazało się, że nie jest tak źle. Badania okulisty to potwierdziły. Tak więc spokojnie ze zwolnieniem na przynajmniej 10 dni wróciłem do mieszkania i się leczę.

Tak przy okazji poniedziałkowego latania po lekarzach znalazłem fajną metodę na ominięcie godzinnych kolejek w przychodniach. Metoda nadaje się jednak jedynie do zastosowania przez osoby posiadające młodzieńcze problemy skórne (no i oczywiście ospę, tudzież półpaśca). :) Otóż działa to w taki sposób. Przychodzimy pod gabinet lekarza, pytamy się kto teraz wchodzi. Otrzymujemy odpowiedź a w międzyczasie kolejka się już najeża bo ktoś pewnie próbuje się wepchać. Po czym grzecznie zwracamy się do ogółu słowami: "Bo ja mam taką prośbę, mam zakaźną chorobę (tu robimy wymowny ruch wskazujący na naszą facjatę) i nie chciałbym nikogo tutaj zarażać nią. Czy mogę wejść poza kolejnością?". Dociekliwi próbują dopytać się co to za tajemnicza zakaźna choroba, a my z miną niewiniątka odpowiadamy: "Półpasiec". W tym momencie mamy niebywałą okazję zobaczenia powiększających się oczu naszego rozmówcy i usłyszenia chóralnego wręcz okrzyku obecnych w okolicy osób "A idź Pan w cholerę do tego lekarza od razu! Tylko nie stój Pan przy mnie." Po czym grzecznie i zgodnie z wolą pozostałych mykamy do gabinetu gdy tylko wyjdzie z nich aktualny pacjent. Puszczamy mimo uszu głębokie "uffff" jakie słyszymy podczas zamykania drzwi gabinetu i delektujemy się przyspieszoną wizytą. Pewnym efektem ubocznym jest to, że nasz lekarz przez dwie następne godziny czyli zanim przejdzie cała obecna w chwili zdarzenia kolejka, będzie musiał wysłuchiwać opowieści o tajemniczym pacjencie z półpaścem - o takiej reakcji powiedział mi mój lekarz, gdy trafiłem do niego po raz drugi w ciągu tego samego dnia. Metoda przetestowana w warunkach bojowych 3 razy, za każdym razem na innym komplecie pacjentów. Za każdym razem przeszła pozytywnie testy więc można uznać ją za skuteczną.

Trochę jednak muszę przyznać, że ten mój półpasiec wyszedł mi bardzo nie w porę. Zawalił mi on bowiem cały mój misternie utkany plan na ten tydzień. W poniedziałek przeszła mi prawdopodobnie koło nosa szansa na poprawienie sobie w znaczny sposób sytuacji życiowej, ze środy musiałem odwołać wypad na juwenaliowy Rajd Elektroników do Pucka, z czwartku odwołany został wypad z pewną miłą koleżanką do kina na specjalny pokaz przedpremierowy "dla VIPów" "Kodu da Vinci", dzisiaj i w sobotę przepada mi wyjazd integracyjny do Giżycka z firmą, w której pracuję, a z niedzieli trzeba będzie przesunąć spotkanie ekipy organizującej Urban Playground w Trójmieście. Ehh, nic tylko się pochlastać.

Może chociaż trochę ten czas wykorzystam do zakończenia rozpoczętych projektów i pomysłów, może trochę ponadrabiam zaległości na joggerze, może też trochę porobię dyplom, który to cały czas męczę. Zobaczymy. :)

Urban Playground 3city - wyniki

Od samego rana padał deszcz, a miasto pogrążało się w coraz bardziej pogrzebowym nastroju. Na dworcu kolejowym pojawił się pierwszy tego dnia pociąg z dalekiego miasta. Donośny odgłos wygiętej przez jego cielsko szyny wzbudził poranne tętnienie miejskiej tkanki, jednak tylko na chwilę. Drgania jak szybko się pojawiły, tak samo szybko obumarły. Po chwili na peronie pozostała już tylko jedna osoba z całego tłumu, który wylał się z wnętrza pociągu. Kobieta w czarnym płaszczu i czarnej sukni spojrzała na dworcowy zegar. Miała jeszcze pół godziny czasu. Postanowiła przyjrzeć się okolicy - może w ten sposób przykre wspomnienia choć na chwilę odejdą. Na szczęście zaczęło świecić słońce, chociaż i jego promienie nie zdołały zakryć codziennego smutku miasta. Smutny człowiek zmieniający koło w samochodzie, obdrapana i trzeszcząca winda, opuszczony salon gier komputerowych ze zdezelowanymi automatami do gry w kącie, obdrapane ściany upiększone prymitywnymi graffiti z nazwami zespołów, smród dworcowych żuli - to wszystko z pewnością nie poprawiało nastroju.

Kobieta zadzwoniła z pierwszego napotkanego aparatu pod numer zanotowany na skrawku pogiętej kartki, który przez całą podróż trzymała w spoconej ze zdenerwowania dłoni. "Właśnie się pojawiłam" powiedziała do słuchawki by po kilku sekundach delikatnie, z lekkim stuknięciem ją odłożyć. Niedługo potem odjechała samochodem w gąszcz miejskich ulic by odnaleźć odpowiedzi na tysiące smutnych pytań kłębiących się w jej głowie.

A wyniki Urban Playground 3city, rozwiązanie zagadek, raport z gry i kilka innych ciekawostek można znaleźć na stronie http://3city.urban-playground.prv.pl/.

Urban Playground - 3city

Spójrz na miasto jak na wielką planszę do gry. Setki miejsc, tysiące obiektów, dziesiątki tysięcy osób. Atmosfera rywalizacji wypełnia szare ulice i wlewa się do budynków, jednak tylko nieliczni wiedzą jak grać - czy jesteś wśród nich?

http://3city.urban-playground.prv.pl/

Fundusze inwestycyjne - gra Expandera

Jeśli ktoś chce nauczyć się inwestować w fundusze inwestycyjne nie ryzykując przy tym własnych pieniędzy to może spróbować swoich sił w symulacyjnej grze Expandera. Po założeniu konta w serwisie otrzymujemy możliwość stworzenia 3 portfeli, każdy o wartości 100.000 złotych. Dla każdego z nich opracowujemy sobie odpowiedni plan inwestycyjny i wydajemy pieniądze na wirtualne jednostki uczestnictwa w funduszach. Potem już "tylko" zostaje nam śledzenie dołków i górek na wykresach co by dopilnować odpowiednich zmian w składzie portfela. Cel gry jest tak prosty jak tylko możliwe - w ostatnim dniu konkursu (31.07.2006) posiadać możliwie najwyższą kwotę w jednym ze swoich portfeli. Do wygrania 20.000 złotych, 10.000 złotych, dwa laptopy, 96 odtwarzaczy MP3 i przede wszystkim doświadczenie, które w przyszłości może się przydać podczas inwestowania w fundusze. Zapraszam do rywalizacji.

Puszka Pandory

Dzisiaj otworzyłem puszkę Pandory i... nie mogę się od niej oderwać :)

Ever since we started the Music Genome Project, our friends would ask:

Can you help me discover more music that I'll like?

Those questions often evolved into great conversations. Each friend told us their favorite artists and songs, explored the music we suggested, gave us feedback, and we in turn made new suggestions. Everybody started joking that we were now their personal DJs.

We created Pandora so that we can have that same kind of conversation with you.

Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem tego projektu. Po dodaniu kilku ulubionych wykonawców i połowie dzisiejszego dnia spędzonego na decydowaniu "lubię/nie lubię" Pandora coraz lepiej podpasowuje muzykę pod mój gust. Na początku wprawdzie dość sporo odrzucałem i to aż tak, że w pewnym momencie wyczerpałem limit odrzuconych utworów na godzinę i musiałem słuchać co mi zagrają. Teraz jednak już to się nie zdarza. I chyba faktycznie coś jest w tym genomie muzycznym skoro Pandora dwukrotnie mi już znalazła moich ulubionych artystów, których nie dodałem do listy - w sumie to tak dla mnie oczywistych, że od razu dopisywałem ich. Się nieźle uczy cwana bestia :)

Kurs Tańca: Reaktywacja

Nie ma to jak podjęcie decyzji pod wpływem impulsu. Parę lat temu zdarzyło mi się chodzić i to dość długo nawet na kurs tańca. Jednak z pewnych powodów zmuszony byłem przerwać naukę na prawie 2 lata. Przedwczoraj zaś jeden z kumpli radośnie mi obwieścił, że właśnie zapisał się na zajęcia pierwszego stopnia i czy ja bym się czasem też nie przeszedł. Jako, że kumpel ma dar przekonywania mnie jak nikt inny to po 5 sekundach stwierdziłem, że "A co mi tam, też sobie znowu pójdę". I tym sposobem wczoraj przekroczyłem znowu progi Studenckiego Klubu Tańca PG "Pod Kwadratem" przypominając sobie stare dobre czasy kiedy to co 5 minut była "randka" z nową dziewczyną, czasy gdy bywały ciągi imprez z ludźmi z klubu trwające nieraz i całymi tygodniami, czasy przygotowań do turniejów i ogólnie czasy bardzo ciekawe. Stare, dobre czasy chyba się znowu zaczęły bo wyjście "tylko do pracy i po niej na kurs tańca" zakończyło się powrotem do domu po 34 godzinach :) Nie powiem, nie byłem chyba dzisiaj rano w robocie zbytnio efektywnym pracownikiem przez pierwsze dwie godziny i od razu chciałem uprzedzić, że to nieprawda, że osuszyłem automat z wodą stojący na korytarzu. :)

A co będzie dalej z kursem to nie wiem jeszcze. Na razie 1 stopień co by sobie poprzypominać jak to w ogóle leciało, a potem może zacznę sobie trochę przyspieszać i przenosić się na wyższe stopnie wtajemniczenia bo tak mi się coś zdaje, że jak zacznę sobie za dużo rzeczy przypominać to mogę w pewnym momencie przy normalnym tempie kursu zacząć nudzić się. Czas pokaże :)

Dwóch wariatów na weselichu

Co może zrobić dwóch wariatów zaproszonych na wesele?
  • Zaczną zastanawiać się czy nie byłoby fajnie dorwać jakiegoś dzieciaka, który da się podpuścić by w trakcie uroczystości kościelnej poleciał z tekstem "Tata! Tata!" do Pana Młodego. Na szczęście brak było dzieciaków w odpowiednim wieku. :)
  • Stwierdzą, że nie będą kartki z życzeniami podpisywać byle długopisem tylko wyciągną pióro, pacną przypadkiem dwa kleksy na kartce po czym wspólnie przerobią te kleksy na gustowne kwiatki dla niepoznaki rysując większą ich ilość niż było kleksów.
  • Polezą z prezentem na miejsce imprezy i po zdziwieniu się, że wszyscy zanieśli prezenty do domu położą wielgaśną paczkę na parapecie co by sobie przez całą imprezę poleżała na widoku wszystkich gości.
  • Wystraszą swoimi akrobacjami tanecznymi z parkietu wszystkie Panie w wieku lat powyżej 30.
  • Wystraszą biedną dziewczynę w wieku lat 14 na drugi koniec sali tylko dlatego, że biedaczka wyglądała im na lat 20, a oni chcieli "tylko sobie z nią potańczyć".
  • Rzucą się za rzuconą przez Pana Młodego muchą lotem szczupaczym przechodzącym w dwumetrowy ślizg po podłodze i kończącym się pomiędzy nogami pozostałych gości, a potem będą czyścić marynarkę i spodnie z zebranego po drodze kurzu.
  • Będą udawali, że "przypadkiem" oparli się o włącznik światła co by zaciemnić salę i więcej klimatu na niej zrobić.
  • Spowodują niejednostajny ruch kamerzysty w cyklu: jednostajne sekwencyjne filmowanie gości, 2 minuty zatrzymania kamery na sfilmowanie wyczynów tanecznych jednego wariata, jednostajne sekwencyjne filmowanie gości, 2 minuty zatrzymania kamery na sfilmowanie wyczynów tanecznych drugiego wariata.
  • Będą dostojnym powolnym krokiem paradować do Młodych by w końcu wręczyć im prezent, a to tylko dlatego, że przyuważyli rozwaloną dekorację na prezencie, która przy szybszym kroku mogłaby się po prostu zdmuchnąć.
  • Przechodząc przez pustą już salę po weselu stwierdzą "My chcemy balony!", po czym do spółki z Panem Młodym poodcinają najeżone dekoracyjne kule złożone z 20 podłużnych wiązanych balonów każda.
  • Pojawiając się z wielgachną, balonową dekoracją w 3 autobusach, 2 pociągach i na ulicach 4 miast wzbudzą nieskrywane zainteresowanie i uśmiechy wśród dziewczyn, facetów, współpasażerów środków komunikacji miejskiej i międzymiejskiej, starszych babć i dziadków, żuli, dzieci chcących balona "już teraz, natychmiast", sprzedawczyń gazet, a także psów i kotów.
  • Spowodują, że dziewczyna z którą wracali po weselu do Gdańska będzie się trzymała 10 metrów od nich, żeby nikt czasem nie pomyślał, że ona też z Wariatkowa :)
Tak, weselicho mojego kumpla ze studiów, na którym to byłem w ubiegły weekend można zaliczyć do wyjątkowo udanych :)

Przepis na wygranie biletów na koncert Stinga

Oto oryginalny, sprawdzony przepis na uzyskanie niewielkim nakładem pieniężnym biletów na koncert Stinga w Warszawie:
  1. Bierzemy telefon znajdujący się w sieci Idea i przygotowujemy sobie na nim gotowego do wysłania pod numer 71501 SMS'a z tekstem "STING".
  2. Ściągamy i uruchamiamy programik TClock i za jego pomocą synchronizujemy zegarek komputerowy z np. ntp.task.gda.pl.
  3. Robimy pierwszą próbę wysyłając przygotowanego wcześniej SMS'a o pełnej godzinie.
  4. Jeśli trafiliśmy i otrzymaliśmy SMS'a zwrotnego z gratulacjami wygrania zaproszeń to mamy problem z głowy i przechodzimy do punktu 6.
  5. Przed każdą pełną godziną wysyłamy SMS'a konkursowego za każdym razem wysyłając go o 3 sekundy wcześniej przed pełną godziną niż poprzednim razem. Ciąg godzin wysyłania może wyglądać na przykład tak: 12:00:00, 12:59:57, 13:59:54, 14:59:51, itd. Jeśli za którymś razem otrzymamy SMS'a zwrotnego, na którym godzina wysłania jest xx:59 to znak, że cofnęliśmy się za daleko od pełnej godziny ale że jesteśmy już blisko i należy zacząć dodawać po 1-2 sekundzie. Punkt ten powtarzamy do skutku czyli do otrzymania SMS'a o treści: "Gratulujemy, otrzymujesz podwójne zaproszenie na koncert STINGA! Dowiedz się, gdzie możesz odebrać bilety - wyślij SMS o treści INFO pod numer 71501." W moim przypadku była to godzina wysłania: 16:59:45 więc można spróbować wziąć ją jako godzinę odniesienia i od analogicznej zacząć testy.
  6. Wchodzimy na stronę Orange.pl i zamiast sugerowanego wysyłania SMS'a znajdujemy sami miejsce gdzie możemy odebrać nasze podwójne zaproszenie.
  7. Odwiedzamy ze swoim telefonem oraz dowodem osobistym znaleziony punkt Orange, ucinamy sobie pogawędkę z dwiema paniami, w trakcie której wysyłają one na nasz telefon kod potwierdzający, spisują nasze dane z dowodu, a następnie wręczają z uśmiechem dwa bilety.
  8. Spotykamy się 24 września w Warszawie na Służewcu. ;)

Algorytm przetestowany w praktyce. Kumpel na w sumie 9 prób na dwóch komórkach zdobył dwa podwójne zaproszenia, ja za 6 razem robiąc próby na jednej czyli koszt biletów w moim przypadku to 7.32 PLN (3.66 za sztukę)

Powodzenia ;)

[Dots & Boxes] Niesatysfakcjonujące zwycięstwo

Ehhh, dziwni są ludzie :/ Była sobie pewna moja partia w Dots & Boxes z innym gościem. W trakcie rozmowy w czasie gry dowiedziałem się, że tak do mniej więcej dwudziestego ruchu gra na czuja z wyłączonym myśleniem. Trafiło mu się jednak w tej partii (11 ruch) takie zagranie, którym mnie wyjątkowo zadziwił bo odwrócił totalnie przewagę w grze na swoją korzyść i to tak, że nie miałem żadnej szansy na wyjście z tego. Jak się potem okazało nawet nie wiedział o tym ;). Od tego momentu grałem właściwie na zasadzie, że może zrobi błąd i jakoś się z tego wygrzebię. Gościu błędu nie zrobił za to w pewnym momencie wysłał mi "ultimatum", że jeśli wytłumaczę mu co zrobić, żeby być takim dobrym graczem w dotsy to on zrezygnuje z tej gry, mimo, że ma pewną wygraną bo nie chce zabierać mi b. dużej ilości punktów rankingowych. Rzeczywiście sporo by mi zabrał bo ja miałem 2095 pkt. a on 1669 (startuje się od 1500) ale nie w tym rzecz. Wytłumaczyłem mu, że w końcu zasłużył na to zwycięstwo i jak najbardziej mu się należą punkty. Napisałem mu też, że nawet i bez rezygnacji z gry dam mu przewodnik strategiczny bo zależy mi na tym bym miał więcej wymagających przeciwników, zwłaszcza z Polski, co zresztą w tym samym PMie zrobiłem. I co gościu robi? Rezygnuje z gry... Jakoś wyjątkowo niesatysfakcjonujące mnie zwycięstwo, dużo bardziej bym się z przegranej ucieszył. Szkoda tylko, że nie przeczytałem jego PM'a z "ultimatum" przed zrobieniem przeze mnie kolejnego ruchu bo sam bym zrezygnował.

No dobra, koniec smęcenia, jak notka o dotsach to standardowo muszę się czymś pochwalić bo inaczej nie byłbym sobą :D
  • Drugie miejsce w światowym rankingu tej gry na LittleGolemie. Już tylko 51 pkt. dzieli mnie od 1 miejsca ;)
  • Rewelacyjne rozpoczęcie V Mistrzostw w Dots & Boxes wygraną przeze mnie partią z p_a_k_o, kumplem ze studiów, który pokazał mi tę grę. Wynik partii nie był wiadomy praktycznie do ostatniego ruchu, zwłaszcza, że po obydwu stronach były drobne błędy, które mimo to za każdym razem przeważały szalę zwycięstwa. A partia tak bardzo cieszy bo jest to moja pierwsza wygrana z nim ;)
A i tak wyzwaniem na długi okres czasu zostanie pokonanie michaela z Belgii, niekwestionowanego Mistrza tej gry.

Rodzinne zdjęcie Polaków

Dzisiaj zostało opublikowane "Rodzinne Zdjęcie Polaków w XXV Rocznicę Solidarności" wykonane przed koncertem Jean Michel Jarre'a 26 sierpnia 2005 roku na terenie Stoczni Gdańskiej. Nawet jakoś się tam znalazła moja ostrzyżona na pałę, brodata morda wystająca z czarno-czerwonego polara na prawo-dół od różowej blondynki :D

Jean Michel Jarre - po koncercie

W moim odczuciu był to najlepszy koncert na jakim do tej pory byłem i chyba długo będę musiał czekać na coś lepszego, o ile w ogóle doczekam.

Kilka minut po godzinie 16 wysiadłem na przystanku SKM Gdańsk Stocznia i ruszyłem razem z tłumem w stronę bram. Mimo tak wczesnej pory ludzi było już bardzo dużo. Po ponad pół godzinie przedzierania się przez kolejki i bramki udało mi się szczęśliwie wylądować w sektorze A1 tak gdzieś około 10 metrów przed sceną - na tyle blisko niej by widzieć co się dzieje na niej i na tyle daleko od niej by bez problemu widzieć wizualizacje na hangarach służących za telebimy i niebo nad sceną.

Powoli nasz sektor zaczynał się zapełniać i rozpoczęło się koczowanie na kocach, gazetach, plecakach i tym co kto miał pod ręką. Mimo, że nikt ze znajomych nie był w moim sektorze bo wszyscy jakoś podostawali A3 albo któryś z C to znalazło się towarzystwo, w którym dało się miło spędzić czas (pozdrowienia w tym miejscu dla ekipy z Wrocławia, chociaż pewnie i tak tego nie przeczytacie ;) ). Zaczęła się zbliżać godzina 19, chwila na którą zostało zapowiedziane wykonanie Zdjęcia Rodziny Polskiej (dołączył do niej nawet sam Jarre). W pięciu ujęciach została uwieczniona cała obecna publika trzymająca się za uniesione w góre ręce w geście solidarności. Zdjęcie w jakości pozwalającej na odróżnienie twarzy każdej osoby niedługo będzie można pobrać ze strony Miasta Gdańsk.

Rozpoczęło się coraz bardziej niecierpliwe oczekiwanie na koncert. Krótko po godzinie 20 na scenie ze swoim keyboardem pojawił się Stanisław Soyka, który dał krótki bo półgodzinny występ. Po jego zejściu ze sceny w tle pojawiły się ciche dźwięki muzyki nastrajającej publikę na to co ich czeka. Ciche, nieprzeszkadzające acz skutecznie przebijające się przez gwar tłumu i powodujące gorączkową wręcz atmosferę oczekiwania. Zaczęło się powoli czuć klimat. W pewnym momencie muzyka stała się głośniejsza i pojawiły się obrazy pokazujące Jarre'a grającego wśród ubranych w robocze stroje stoczniowców. Chwila gwaru wśród tłumu szukającego wzrokiem artysty, którego nie było widać na scenie. Jak się okazało wjechał on na platformie z lewej strony sceny, z której to po skończeniu utworu wbiegł na scenę i przywitał się z publiką. Rozpoczęło się wielkie przedstawienie wspaniale ukazujące klimat zarówno stoczni jak i upamiętnianych wydarzeń. Dźwig stoczniowy podświetlony niebieskim i zielonym światłem sprawiający futurystyczne wręcz wrażenie, który wtoczył się krótko po rozpoczęciu koncertu. Kawał zardzewialej blachy okrętowej zawieszonej na wspomnianym dźwigu służący za dodatkowy ekran do projekcji. Wnętrze hangaru za sceną, w którym buchała para, snopy iskier, buchające słupy ognia. To wszystko wspaniale tworzyło atmosferę stoczniowego industrializmu. Projekcje, w dużej części w czarnobiałych lub czerwonych barwach znakomicie nawiązywały do wydarzeń minionych lat. Jarre'owi udało się zbudować wspaniały klimat, który wprowadził widownię w swoisty trans. Ocierane przez niektórych łzy wzruszenia przy utworach dedykowanych stoczniowcom i śp. papieżowi Janowi Pawłowi II, las falujących rąk podniesionych w geście zwycięstwa, ogień z zapalniczek, słowa "Murów" śpiewane przez chór Uniwersytetu Gdańskiegoi i publikę, a także prawie nie ustające oklaski - tego nie da się zapomnieć.

Ten koncert zdecydowanie był inny niż jego dotychczasowe. Mniej było efektów świetlnych, laserowych, na które niestety część publiki była nastawiona. Dla mnie to jednak wielki plus tego przedstawienia bo nie wyobrażam sobie by w chwilach kiedy na hangarach wyświetlane były sceny z czołgami, protestującymi, migawkami z tamtych czasów czy też papieżem teren Stoczni miał rozbłyskiwać światłami dziesiątek laserów i setek reflektorów niczym na jakiejś dyskotece. Ten minimalizm efektów aczkolwiek o fajerwerkach w trakcie koncertu tego akurat nie można powiedzieć ;), stanowił właśnie cały urok tego wydarzenia. Jak to określił prezydent miasta Gdańska, Jarre przypomniał nam w piękny sposób... nas samych, Polaków.

Niestety były pewne zgrzyty organizacyjne, na które niestety nie można spuścić litościwej zasłony milczenia. Pierwsze i najważniejsze to to, że koncert raczej nie był bezpiecznie zorganizowany. W plecaku można było praktycznie wnieść wszystko, nikt nawet nie zajrzał co też mogę mieć w środku zwiniętego w kłębek swetra - o tym niech świadczy chociażby liczba przemyconych aparatów, które były zakazane (sam też sobie pluję w brodę, że jednak nie wziąłem :/). W chwili gdy wchodziłem na teren Stoczni nie było takich tłumów, a i tak połowa ludzi nie przechodziła przez bramki z wykrywaczami metalu tylko obok nich, a ochrona nie robiła nic sobie z tego. Pomijam fakt, że bramka nie zadziałała nawet na pokaźny pęk kluczy jaki miałem w kieszeni... Kompletną zaś porażką było złe przeliczenie liczby osób na m2 kiedy to się okazało, że w sektorze A1 trzeba jeszcze pomieścić ileś osób stojących za bramami, a miejsca już po prostu nie było. Skutkiem prób pomieszczenia tego nadmiaru ludzi było wpuszczenie ich na drogi ewakuacyjne... rewelacja.

Jednak mimo tych zgrzytów to nie żałuję wybrania się na koncert i z przyjemnością jeszcze raz wziąłbym w nim udział ;)

Jean Michel Jarre

Dzisiaj w punktach dystrybucji TicketPro Polska rozpoczęła się "sprzedaż ostatniej szansy" biletów na koncert Jean Michel Jarre'a. Po godzinie stania w kolejce udało mi się nareszcie zdobyć miejscówkę w sektorze A1. Swoją drogą ciekawe miny musieli mieć ci co zakupili bilety od koników w cenie sięgającej nawet 300 PLN np. na Allegro (legalnie to 33, 55 lub 66 PLN w zależności od sektora).

Przygotowania w Gdańsku do prawdopodobnie największego w historii Polski koncertu trwają już od dłuższego czasu. Ciekawi mnie tylko jak sprawnie zostanie rozwiązany problem komunikacyjny w dniu koncertu. Tak trochę pesymistycznie patrząc, zwłaszcza na fakt zamknięcia części Al. Zwycięstwa będącej główną arterią samochodową Gdańska, zapowiada się niezły paraliż połowy miasta. Zobaczymy ;)

Teraz zostało już tylko czekać na piątek na godz. 16:00 kiedy to otworzą się bramy Stoczni Gdańskiej, a potem po 20:00 rozpocznie się wielki show. Mam nadzieję, że będzie warto :)

Wybierający się na koncert mogą znaleźć kilka ważnych informacji na Gdansk.pl (strona dzisiaj wyjątkowo muli, ciekawe czemu :D):
  • Dojazd z PKP Przewozy Regionalne oraz Intercity do Gdańska
  • Zmiany w komunikacji miejskiej w dniu koncertu
  • Zmiany w organizacji ruchu drogowego
  • Biała kartka za szybą samochodu znakiem identyfikacyjnym (apel organizatorów)
  • Koncert dla niepełnosprawnych
  • Lokalizacje miejsc postojowych
  • Mapki

UPDATE:
Transmisja koncertu rozpocznie się o godz. 20:00 w TVP1, a także w Telewizji Interaktywnej iTVP

Chatowanie

Dzisiaj w ramach ekstremalnej nudy i niechęci do robienia czegokolwiek konstruktywnego zaniosło mnie na czaty. Po czatach ogólnie mnie nie nosi - ostatni raz to może z rok temu byłem, jak nie dalej ;) Na czatowisko wybrałem sobie Wirtualną Polskę. Pierwszy odwiedzony pokój to oczywiście jakżeby inaczej "Seks" ]:-> Kupa robotów, które spamują tylko cały czas reklamami zarąbistych stron z zarąbistymi zdjęciami.

Na początek zagadałem sobie do dziewczęcia "smutna_kitty", która to okazała się 16-latką z problemami, która to jest w ciąży i nie wie jak powiedzieć rodzicom o tym, a chłopak uciekł z miasta, a ojciec to ją bije bo jest zły i idzie właśnie na nią z pasem bo ktoś podkablował i musi uciekać, po czym gada dalej na ogólnym pokoju :D

Kolejny przypadek sam zagadał do mnie, zaoferował się, że przyjeżdża do Wejherowa w przyszłym tygodniu i że jak chcę się spotkać to ona bardzo chętnie bo 18 lat już ma i trzeba coś z tym dziewictwem zrobić. No to nic badamy kiedy żądna przygody dziewczyna spasuje i idę twardo w to, że jak najbardziej jestem chętny, że dysponuję na tę chwilę nawet własnym pokoikiem więc pełna dyspozycyjność. Po czym poprosiłem ją o kontakt pozachatowy co by się zgadać do szczegółów. Dziewczę jak szybko się pojawiło tak samo szybko zniknęło. Biedna, nadal pozostanie dziewicą :D

Jako, że powoli nudziło mi się już wygrzebywanie kandydatek spoza tony spamu to zacząłem przymierzać się do opuszczenia pokoju kiedy zagadał do mnie "przystojny_brunet" powalającym z nóg tekstem "poklikasz?". Na pytanie o czym, bezpośrednio odpowiedział, że o seksie. To mu grzecznie odpowiedziałem, że o tym to wolę pogadać z kobietkami ewentualnie. Gościu cholernie się zdziwił i aż się zapytał czy jestem lesbą :D Jak mu uświadomiłem, że 'Draakhan' to nick męski to dowiedziałem się, że jestem pedałem i mam spierdalać :D No to sobie spierdoliłem :D

Pora na kolejny pokój pt. "Erotyka". Trochę mnie zdziwiła cisza i pustka w tym miejscu bo było tam "aż" 5 osób. No to nic przenoszę się do kolejnego pokoju. Tym razem wybór padł na lokalną społeczność więc wybrałem pokój "Trójmiasto". Robotów wysyłajacych spam tam nie było więc nawet można było coś wyłuskać.

Na pierwszy ogień poszła "Wesoła_blondi_20", która okazała się znudzoną rozmowami na czacie dziewczyną. Wg niej to tutaj sami nudziarze tylko siedzą i nie umieją pogadać. I to było w sumie wszystko co się od niej dowiedziałem bo na resztę moich prób odpowiadała Tak/Nie bądź nie odpowiadała wcale. Po kilku próbach wyciągnięcia na siłę rozmowy darowałem sobie bo co ja milczek niewygadany będę próbował rozmawiać z otrzaskaną laską :D

W międzyczasie zainteresowałem się czymś pozachatowym i w pewnym momencie z zajęcia wyciągnęła mnie "simone", którą to zainteresował mój nick. Zeszliśmy na rozmowy w temacie fantasy i pokrewne. Nawet całkiem miło się rozmawiało, aż w końcu dowiedziałem się, że robi za swatkę dla swojej 26-letniej koleżanki z pracy. Fakt, że mam 23 lata nawet jej nie przeszkadzał. A dobra, co tam, raz się żyje ;) Wymiana kontaktów i koleżanka ma się do mnie odezwać ;) Taaa, to se chyba poczekam :D

No to wyciągam następną, tym razem "malgorzata:)gda". Schemat już mi znajomy bo też jakaś znudzona czatowaniem i niechętnie nastawiona do poznawania się przez neta bo "za szybko się we mnie faceci zakochują". Też jak w poprzednim przypadku zeszło nam się na czarowanie i pokrewne sprawy. Po pewnej nawet dość dłuższej rozmowie poprosiła o kontakt zaprzeczając tym samym deklarowanem chwilę wcześniej brakowi chęci poznawania ludzi przez internet. Odezwała się nawet jak jej nr dałem i przykazała mi, żebym nie wykasował jej bo chce pogadać. Hmm, no zobaczymy :D

Jako, że Małgosia poszła spać, to ja sobie postanowiłem wyrwać jeszcze "słodką_tajemniczą_20". W trakcie rozmowy dowiedziałem się, że jest różowo-ciuszkową, naznaczoną solariami, smażącą się na brązowo blondynką biegającą w stringach i w białych minispódniczach. Rzeczywistość wydawała się zbyt piękna dla mnie i doszło do finalnego pytania z jej strony "A w jakich dresikach biegasz?" czym mnie skutecznie rozrotflowała. Na odpowiedź, że "biegam w czarnych strojach, długich włosach, obwieszony srebrnymi łańcuchami, w glanach, w koszulce z wielgachnym napisem 'Theatres des Vampires' i z sygnetem ze znakiem szatana" usłyszałem urocze "wypierdalaj bucu śmierdzący stąd". No to sobie po raz kolejny wypierdoliłem bo przecież nie będę wyższej kultury zmuszać do rozmowy ze śmierdzielem :D

I na tym w sumie poprzestałem moją wizytę na chatowisku bo już niestety piwo mi się skończyło :) Do zobaczenia na chacie za moze jakiś rok. ;)

Pozdrawiam, Wasz Śmierdzący, Nudny Buc o Zapędach Homo :D

Dots&Boxes part. III

No to pora na kolejną porcję samochwalstwa i narcyzmu :D

Po raz kolejny miałem przyjemność pograć sobie w dotsy z komputerem :D Partia z Knoxem (pierwsza wersja programu) trwała bardzo długo bo ponad miesiąc jednak wynik jej był warty oczekiwania. Jak zwykle rozgrywka zakończyła się przewagą jednym punktem, tyle że tym razem udało się przechylić przewagę na moją stronę ;) Oczywiście po skończonej rozgrywce operator i autor Knoxa wypisał mi analizę najciekawszego fragmentu gry. Jak się okazało, jak zwykle zrobiłem sobie bardzo dobrą przewagę na początku gry (5 boxów do przodu) po to by po kolei przewagę oddawać :] Najlepsze, że rozumiem gdzie był błąd tylko w przypadku utraty jednego spośród tych czterech boxów, żeby śmieszniej było, sam autor Knoxa nie kuma czemu pozostałe moje 2 ruchy były błędem - no zdarza się :D A poza tym to dowiedziałem się, że jestem "paskudny" bo wykorzystuję strategię Knoxa przeciwko niemu - hmm, ponoć trzeba się uczyć od mistrzów by być lepszym od nich ]:->

Oprócz bardzo fajnego zwycięstwa z komputerem to pochwalę się jeszcze rankingiem :D Otóż dzisiaj udało mi się przekroczyć magiczną liczbę 2000 punktów rankingowych i to dość ostrym skokiem bo po dwóch wygranych z graczami z czołówki osiągnąłem wartość 2034 pkt. I pomyśleć, że jeszcze w marcu szczytem moich marzeń było 1800+, a o 2000+ myślałem "o Ci to są mastah, gdzie mi do nich" :D. Także na dzień dzisiejszy światowy top3 graczy w dots na littlegolemie wygląda następująco:

  1. michael : 2207
  2. p_a_k_o : 2086 (też Polak swoją drogą, znajomy ze studiów ;) )
  3. Draakhan : 2034

Co, myślicie, że to koniec chwalenia się? Nieeeeee :P Otóż są jeszcze trwające od końca maja IV Mistrzostwa w Dotsy. Tutaj wprawdzie jakoś mi tam idzie (5 miejsce na 10 graczy ) ale więcej mam powodów do narzekania, zwłaszcza na przegraną przez moją własną głupotę i gapiostwo partię z alkosanem (no bo jak można oddać dwa boxy zamiast jednego zmieniając tym samym wynik partii z 13-12 na 12-13...). Ale może jakimś cudem uda mi się jeszcze wyskoczyć na miejsce na podium, zobaczymy ;)

Kala da vishnu! Exorea divine!

Jakby to powiedzieć, chillout to ogólnie wypas muzyczka ale to co wczoraj usłyszałem w radiu "Digitally Imported" to po prostu miód na uszy :) (bez skojarzeń :P). Secik Morlacka - Retrodelica (April 2004) - raz usłyszałem, w tempie ekspresowym ściągnięty z DC i od wczoraj zapuszczony w loop mode :) Szczególnie polecam moment od 20'27" do końca setu.

A teraz włączamy głośniki na całą parę i śpiewamy żeńskim głosem rodem z opery "exorea divine" poprzedzone oczywiście również żeńskim ale już mniej operowym "Kala da vishnu" :)

Mistrzostwa

W końcu rozpoczęły się długo oczekiwane IV Mistrzostwa Dots&Boxes, a w nich całkiem spora niespodzianka. Na III Mistrzostwach grałem w IV Lidze, liczyłem na awans do III, a przy dobrym farcie do II Ligi, a gdzie się znalazłem? Hmm, w I Lidze? Heehehe :)

Starsza pani...

Neptunalia ochrzczone wczoraj na uniwerku świetnym kabaretonem (mim wymiatał :D) oraz szantowo-reagge'owo-pidżamopornowym koncertem :) Ekipa jak zawsze dopisała więc i zabawa była przednia. Powrót po drugiej w nocy na totalnym padzie (mooooooje noooogi, moooooje pleeeeecy!) takim, że jak "na chwilkę" walnąłem się na łóżko to od razu zasnąłem (w ciuchach). Po jakichś dwóch godzinach się zbudziłem, rozebrałem i poszedłem normalnie spać :) Ale największym hitem wieczoru była dla mnie pogująca starsza pani w kapeluszu z piórkiem. Mąż to chyba jakiś idiota był, że żonkę swoją próbował zaprowadzić pod scenę, gdzie żeśmy sobie wszyscy pogowali w najlepsze. Jak się starsza pani dostała w kocioł, dzielnie popychana do przodu przez męża to miała niezły strach w oczach. Zresztą nie dziwię się, też bym na jej miejscu miał. Kapelusz w tempie ekspresowym poleciał z głowy. Ktoś go tam podniósł, piórka już nie było i wspólnymi siłami wypchnęliśmy starszą panią z kotła. Ciekawe jakie miała wrażenia z imprezy :D

A dzisiaj jak się ekipa podobudza to plażowanie przy piwko, a potem KULT'owanie :)

Niepokonany

Dzisiaj graliśmy przez 8h w kolejną planszówkę "Game of Thrones". To było 8h ciężkiego myślenia gorszego czasem niż niejedno zakuwanie do egzaminu, gdyż w tej grze w przeciwieństwie do Warcrafta wszystko zależy od strategii, a nie od kostek :) Przydomek "Niepokonany" należy się MAXymilianowi, który jest właścicielem tejże gry, rozegrał już przez ponad pół roku kilkanaście partii i za każdym razem wygrywał. Pierwsza partia poszła w tempie ekspresowym w 3h, zakończyła się zwycięstwem oczywiście MAXymiliana. Graliśmy w trójkę i ja plus początkujący pedro nie zaskoczyliśmy, że przy minimalnej liczbie graczy na planszy idzie rozwinąć się naprawdę w tempie ekspresowym. Te 4 rundy (na 10 możliwych), w których MAXymilian nas rozłożył to była nasza totalna porażka, a jego rekord w ilości tychże rund potrzebnych do zwycięstwa. Z pierwszej porażki wynieśliśmy dodatkową naukę - nie tłuc się między sobą, tylko od razu w dwójkę od początku, wspólnie męczyć MAXa. Dodatkowo trochę niefortunne jego trafienie rodu skutkiem czego znalazł się pięknie między nami i zaczęła się przepiękna, trwająca 5h partia. Wprawdzie zrobiłem 3 kardynalne błędy zaraz w 1 rundzie ale jakoś udało mi się je naprawić i w sumie na dobre mi one wyszły, bo pedro dzięki temu odrobinę rozrósł się i MAXymilian nim się zainteresował, a nie mną. Ale najpiękniejsza była 7 i 8 runda. Pedro praktycznie zmieciony (siedzi na 3 fortecach), a MAX i ja mamy po 6 (8 to zwycięstwo). I w tym momencie zaczyna się piękna dyplomacja, która jest sercem tej gry. MAX licząc na dwie potrzebne mu do zdobycia twierdze zaproponował mi sojusz w wyniszczaniu pedra licząc na to, że nie zauważę, że mi zostanie jedna twierdza, a jemu dwie. Zauważyłem, zauważyłem też, że jak uwierzy w sojusz, to odsłoni mi jedną swoją twierdzę. Udając dłuuugie zastanawianie się i głośno snując plany na zdobycie dwóch twierdz u pedra zgodziłem się. Postawiliśmy na planszy rozkazy, MAX zaatakował pedra, zdobył pierwszą fortecę, po czym zaliczył potężne zdziwko jak ja w trybie pilnym zerwałem sojusz i zamiast na północ podbiłem jego południową ziemię i wycofałem część swojej armii pod jedyną pozostałą neutralną fortecę (The Eyrie), do której nikt inny w tym momencie nie mógł dojść. Chwila napięcia, co pokażą karty wydarzeń w 8 rundzie. Odsłaniamy i już zacząłem kląć jak zobaczyłem kartę "Clash of Kings", a ja praktycznie bez władzy jestem. Na szczęście po chwili zauważyłem, że MAX ma jej tyle samo co ja, a pedro to nic nie ma :) Tak więc cała moja władza poszła na utrzymanie Żelaznego Tronu - w licytacji o Lennictwa i Wpływy na Dworze Królewskim nawet nie brałem udziału. Żelazny Tron mój, a Żelazny Tron oznacza, że jako pierwszy wykonuję ruch w turze. W tej sytuacji, gdy bez problemu zwyciężę wojska neutralne, żeby nie przedłużać pokazałem otwarcie jakie 2 rozkazy wyłożę. Reszty rozkazów ani ja, ani nikt inny nie musiał wykładać. 8 forteca moja, okrzyk radości dwóch kibiców i pedra (fajnie, jak tak 3 osoby Ci kibicują :D ) i MAXymilian wstający i gratulujący mi zwycięstwa. "Niepokonany" został pokonany :D Morda mi się do tej pory cieszy :) Warte tej chwili było 8h gry i moje całkowite padnięcie umysłowe po złożeniu planszy :)

60 - 90 minut

Czyli o znaczeniach wyrażeń czasowych raz jeszcze:

"Jedna rozgrywka trwa 60-90 minut"

Ale po kolei. Wczoraj miałem ambitne plany posiedzenia wieczorem nad dyplomem. Na planach oczywiście się skończyło w momencie gdy kumpel radośnie na gg zapytał co robię wieczorem. Dopóki nie powiedział o co biega, to nawet twardo stałem przy swoim postanowieniu. Jednak jak usłyszałem magiczny tekst "Kupiłem pudełko z Warcraftem [czemu mi uparcie wczoraj po głowie chodził Warhammer? :/] i chciałem przetestować..." to moje plany się skończyły :D Tak więc szybkie wszamanie obiadu, kumpel na rower i do mnie, łapanka na jeszcze jednego chętnego i rozkładamy u mnie na łóżku planszę, jednostki, karty, kostki, miasta i całą tę resztę oprawy graficznej :) Każdy z nas pierwszy raz w to grał, więc instrukcje w PL i ENG kursowały tylko między nami. A ile błędów porobiliśmy na początku, ile fatalnych posunięć, ile zapomnianych ruchów to głowa mała :) W każdym razie jak usiedliśmy o 20 wieczorem, to skończyliśmy o 4 nad ranem i zagraliśmy... 2 rozgrywki (60 - 90 minut :P). Nie ma co, planszówka jest wprost rewelacyjna i tylko podziwiałem miny mojego współspacza (niegrającego w nic) jak mu się pokój zaludnił elfami, orkami, nieumarłymi czy okrzykami wojennymi (w tym klimacie też szedł spać :D) ale on już dawno uważa, że ja jestem dziwny :) No, a na niedzielę jak się uda zebrać ekipę planujemy zagrać w Game of Thrones :)

A jednak

Yep. :-) Analysis from position after move 18: You are winning by 5 boxes! Move 20 was not the best and reduced the winning margin to three boxes (best moves were a3-a4 and the 1 box sac b4-b5(b5-c5). Move 22 was not the best and reduced the winning margin to a single box (best was a5-b5, b1-c1, a1-a2(a1-b1), and the sacrifice c2-c3). Your last move (#28) was the critical error. The unique winning move was e6-f6. After e6-f6 you would still have to play the sacrifice you just made (28.c1-c2). Knox's moves 15 and 17 were a strange combination (and probably bad).

Aż głupio... W sumie to nawet nie spodziewałem się, że tak ostrą przewagę miałem nad Knoxem w tej grze. Wcześniejszych redukcji przewagi to nawet nie zauważyłem, ale z tym #28... szkoda słów, gdzie ja głowę miałem, że zamiast przedłużyć chaina o dwa pola to broniłem się przed jakimś wyimaginowanym chain-threatem. Eh, a mogło być 14-11 dla mnie, a jest 12-13 dla Knoxa :] No nic, jeszcze się odkuję i powtórzę swoje wcześniejsze zwycięstwo z komputerem :D:D:D

PS. Drugiej partii nawet nie ma co komentować - też przerąbana ale w tamtej na za wiele nie liczyłem nawet i jak się potem okazało miałem rację :)

Nic za darmo

No właśnie, wczoraj po raz kolejny przekonałem się, że nie ma nic za darmo i często ktoś robi niby coś dla Ciebie ale tak naprawdę chodzi tylko o własne korzyści. Nie, żebym się tam tym przejmował - normalka :) A więc po kolei. Przedwczoraj dostałem telefon od pewnej osoby w sprawie rewelacyjnej oferty pracy przy projekcie internetowym. Wiedział ktoś jak trafić do mnie bo się zainteresowałem z miejsca. Toteż i wczoraj udałem się do "chińskiej dzielnicy" w Gdyni na umówione spotkanie. Docieram sobie na miejsce i jako, że mam jeszcze sporą chwilę czasu to idę pobuszować w dalszej części ulicy. Wracam za chwilę z powrotem i zza łuku słyszę czyjś znajomy głos, a nawet więcej głosów. Co jest grane? No tak, trójmiejska banda z Blehny zjawiła się w pełnej gotowości. Chwila zagwozdki pod tytułem "Zaraz ale na dzisiaj żadne Blehna Party nie jest umówione więc co jest grane?". Jak się okazało cała nasza grupka została zaproszona przez tę samą osobę. No nic, wchodzimy do "dzielnicy", ładujemy się do sali konferencyjnej i czekamy razem z dwoma dziewczynami, które tę naszą grupę zorganizowały. W końcu przychodzi gościu, który będzie prowadzić prezentację. Zaczął przed nami roztaczać wizję standardowego życia jakie pewnie nas czeka i nowego życia jakie on proponuje. Wizja, w której zaczynamy od oszczędzania miesięcznie 10 złotych, a po krótkim czasie (kilka lat) stajemy sie osobami zarabiającymi 100.000€ miesięcznie nie ruszającymi nawet palcem i wygrzewającymi się przez większość czasu na Hawajach. Po chwili przekonujemy się, że mowa o tzw. systemie drabinkowym, w którym zarabiamy dzięki pracującym na nas zwerbowanym osobom, a na koniec pada magiczne słowo "Amway". Więcej już chyba nie trzeba dodawać. Na szczęście dzięki swojej pracy w tepsie przez jakiś czas i odpowiednim szkoleniom miałem okazję nauczyć się robić "pranie mózgu" klientom. Tym razem ta wiedza przydała się by zobaczyć piękną grę psychologiczną prowadzącego i dwóch zapraszających dziewczyn. Normalnie klasyka, aż mi się gęba śmiała na tej prezentacji przy wyłapywaniu kolejnych "haków" jak to się żargonowo w psychologii marketingowej nazywa. Roztoczenie wizji naszej wyjątkowości, gdyż starannie się selekcjonuje zaproszone osoby, podbijające autorytet przyznawanie się do błędów, techniki zaciekawienia klienta poprzez pozorne nieprzymuszanie go do żadnej decyzji a nawet odciąganie go od natychmiastowej decyzji, obecność podstawionego "ducha" na sali, który ma za zadanie granie normalnie zaproszonej osoby odpowiadającej na pytania prowadzącego w taki sposób, żeby wyglądać na osobę przekonaną do systemu to tylko kilka rzeczy, które dały się wyłapać na w sumie krótkim spotkaniu. Na koniec aż mnie kusiło, żeby to publicznie wszystko powiedzieć ale jakoś się powstrzymałem, w sumie to nie wiem czemu... no, nieważne. W każdym razie ubaw miałem niezły :) A po spotkaniu, jako, że sporo nas było znających się osób padła propozycja wyjścia "na jedno" piwo :D Wróciłem o 2 w nocy :) Przynajmniej imprezka się udała. No, gdyby jeszcze rano tak głowa nie bolała :) Ale już wyzdrowiałem :)

Dots&Boxes

Dots&Boxes to piękna gra z bardzo mocną rozwiniętą matematyczną teorią gier na littlegolemie. Wielu pewnie ją zna z dzieciństwa kiedy pykało się na karteczce kreski ale niewielu wie jak skomplikowana jest ta gra naprawdę. Tak więc jest sobie na littlegolemie program komputerowy Knox, który "zna" całą teorię tejże gry, łącznie z nimstringami, które zwykły "human player" może obliczać baaaardzo długo. No i sobie był :D I była sobie też taka partia z drugą, ulepszoną wersją Knoxa, z KnoxB. KnoxB dopiero niedawno zaczął swoją karierę więc jeszcze nie dotarł do takiego rankingu jaką miał jego poprzednik. Niemniej udało mi się znaleźć jego bardzo słabą stronę. Cytat z wypowiedzi autora programu:

Knox says you can win by 7 boxes with best play (I guess by the 7 boxes in the central chain). Two turns ago Knox evaluated the position as an 11 box victory and then last turn as a 5 box loss -- a swing of 16 boxes in your favor! Anyway, symmetry play was certainly undefeatable once Knox extending the central chain, if not before then. then

A po "then" został wciśnięty przycisk resign i mam na koncie pierwszą wygraną z komputerem :D:D:D

PS. A trwają dwie kolejne moje partie z Knoxem, bardzo wyrównane, już nie z tak miażdżącą przewagą jak w pierwszej mojej wygranej ale może się uda jak nic nie skaszanię :)

Morrowindowe strachy

Ufff, poinstalowałem sobie dzisiaj masę pluginów do Morrowinda - oczywiście nie takich co ułatwiają tylko utrudniają rozgrywkę bądź ją wzbogacają :) Jako #1 pluginów ogłaszam "Atmospheric Sound Effects 3.0" - 66 MB doskonałych efektów dźwiękowych przez które bieganie po Vvardenfell nabrało jeszcze większego klimatu: uderzenia piorunów, które w końcu nie powodują pierdzenia głośników, padający deszcz, który słychać wewnątrz budynków, łopot sztandarów, makabrycznie zawodzący wiatr, dzikie wrzaski jakiejś zwierzyny, miasta tętniące życiem - po prostu miodzio :) Jako #2 ogłaszam bestiariusz "Gigants 2.0" (53 MB potworów) - podróż po Vvardenfell to już nie rekreacyjny spacerek. Trzeba zacząć uważać na kondycję i czające się za kamieniami naprawdę fajne bestyjki :) Wprawdzie musiałem posiedzieć troszkę nad Construction Set, żeby działało poprawnie z moją wersją Morrka ale warto było. A to wszystko razem z kilkunastoma innymi pluginami spowodowało, że jak sobie już gotowe dzieło odpaliłem to mało nie doznałem zawału serca z powodu ataku... szczura. Tak niespodziewanie to bestia zrobiła i w takiej oprawie dźwiękowej, że myszka wylądowała na klawiaturze, a kolano do tej pory mnie jeszcze boli :)

Sny dziwne

Ogólnie to zacząć trzeba od tego, że sny to ja miewam niezbyt często. No, ale jak się już je ma to normalnie klasyka. Otóż grałem dzisiaj sobie przez cały dzień w Morrowinda. W końcu padło mi się ze zmęczenia i poszedłem spać. I w tym momencie zdziwko bo coś mi się nawet śni ;) A śnią mi się Popielne Ziemie, deszcz a właściwie burza, pioruny walą i oczywiście pora nocna więc strach się bać. Aż tu nagle zza zakrętu wypada na mnie kagouti ze swoim śmiesznym sposobem atakowania przekrzywioną o 90 stopni mordą. Moja kondycja, ekhem, pozostawia wiele do życzenia claymorem niezbyt idzie mi machanie claymorem. Many też nie za wiele więc i czaru żadnego nie mogłem rzucić zresztą przy takiej kondycji i tak by pewnie nie wyszedł. Kagouti pac, pac i jako dusza zobaczyłem po chwili upadające swoje ciało. Hmm i co teraz? Przypominam, że cały czas śpię :) Ano to co zwykle w trakcie spania się zdarza: "Czy chcesz przywrócić ostatnio zapisany sen?". No oczywiście, że "Tak" :) Chwila ładowania się save'a i możemy dalej kontynuować bieganie po Vvardenfell (załatwiając tym razem wredne kagouti). A po obudzeniu się jakiś czas później pierwszą moją reakcją był donośny śmiech. No przecież to całkiem normalna reakcja na całkiem normalne sny :]

Pozdrawiam, Wasz Save'ujący