Ostatnie wpisy w indeksie

28 września 2005, 16:40:57
Dzisiaj udało mi się pobić rekord w szybkości zdobycia wszystkich wpisów do indeksu. Godzina 13:10 staję w kolejce do dziekanatu po kartę egzaminacyjną. Godzina 13:25 wychodzę z kartą egzaminacyjną w ręku z dziekanatu. Godzina 13:35 ponownie kieruję kroki do dziekanatu z wypełnionym indeksem i kartą. Godzina 13:40 mówię "Do widzenia" babce z dziekanatu odkładającej indeks na półkę pt. "Do podpisania przez Dziekana".

Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się w ciągu pół godziny załatwić wszystkich wpisów z całego semestru ;) No dobra, przyznam się, skończyłem 10 semestr i wszystkie 3 wpisy zaliczyłem u jednej osoby, u swojego promotora :D

Ehhh, ciekawe kiedy zatęsknię za czasami gdy uzupełnienie indeksu potrafiło trwać nawet dwa tygodnie.

Kategorie: Chwalipięctwa, Studia i nauka, Z życia wzięte

Przepis na wygranie biletów na koncert Stinga

15 września 2005, 19:58:39
Oto oryginalny, sprawdzony przepis na uzyskanie niewielkim nakładem pieniężnym biletów na koncert Stinga w Warszawie:
  1. Bierzemy telefon znajdujący się w sieci Idea i przygotowujemy sobie na nim gotowego do wysłania pod numer 71501 SMS'a z tekstem "STING".
  2. Ściągamy i uruchamiamy programik TClock i za jego pomocą synchronizujemy zegarek komputerowy z np. ntp.task.gda.pl.
  3. Robimy pierwszą próbę wysyłając przygotowanego wcześniej SMS'a o pełnej godzinie.
  4. Jeśli trafiliśmy i otrzymaliśmy SMS'a zwrotnego z gratulacjami wygrania zaproszeń to mamy problem z głowy i przechodzimy do punktu 6.
  5. Przed każdą pełną godziną wysyłamy SMS'a konkursowego za każdym razem wysyłając go o 3 sekundy wcześniej przed pełną godziną niż poprzednim razem. Ciąg godzin wysyłania może wyglądać na przykład tak: 12:00:00, 12:59:57, 13:59:54, 14:59:51, itd. Jeśli za którymś razem otrzymamy SMS'a zwrotnego, na którym godzina wysłania jest xx:59 to znak, że cofnęliśmy się za daleko od pełnej godziny ale że jesteśmy już blisko i należy zacząć dodawać po 1-2 sekundzie. Punkt ten powtarzamy do skutku czyli do otrzymania SMS'a o treści: "Gratulujemy, otrzymujesz podwójne zaproszenie na koncert STINGA! Dowiedz się, gdzie możesz odebrać bilety - wyślij SMS o treści INFO pod numer 71501." W moim przypadku była to godzina wysłania: 16:59:45 więc można spróbować wziąć ją jako godzinę odniesienia i od analogicznej zacząć testy.
  6. Wchodzimy na stronę Orange.pl i zamiast sugerowanego wysyłania SMS'a znajdujemy sami miejsce gdzie możemy odebrać nasze podwójne zaproszenie.
  7. Odwiedzamy ze swoim telefonem oraz dowodem osobistym znaleziony punkt Orange, ucinamy sobie pogawędkę z dwiema paniami, w trakcie której wysyłają one na nasz telefon kod potwierdzający, spisują nasze dane z dowodu, a następnie wręczają z uśmiechem dwa bilety.
  8. Spotykamy się 24 września w Warszawie na Służewcu. ;)

Algorytm przetestowany w praktyce. Kumpel na w sumie 9 prób na dwóch komórkach zdobył dwa podwójne zaproszenia, ja za 6 razem robiąc próby na jednej czyli koszt biletów w moim przypadku to 7.32 PLN (3.66 za sztukę)

Powodzenia ;)

Kategorie: Hardware i software, Rozrywka, Śmiesznostki i ciekawostki, Varia, Z życia wzięte

Rodzinne zdjęcie Polaków

08 września 2005, 14:51:58
Dzisiaj zostało opublikowane "Rodzinne Zdjęcie Polaków w XXV Rocznicę Solidarności" wykonane przed koncertem Jean Michel Jarre'a 26 sierpnia 2005 roku na terenie Stoczni Gdańskiej. Nawet jakoś się tam znalazła moja ostrzyżona na pałę, brodata morda wystająca z czarno-czerwonego polara na prawo-dół od różowej blondynki :D

Kategorie: Internet, Rozrywka, Śmiesznostki i ciekawostki, Z życia wzięte

"Krótki przegląd poszukiwaczy mieszkań" by Draakhan Geographic"

08 września 2005, 01:57:31
Przez kilka dni miałem przyjemność znaleźć się po drugiej stronie barykady ogłoszeniowej. W wynajętym przez nas mieszkaniu mieliśmy wolny jeden dwuosobowy pokój więc trzeba było go odstąpić komuś, oczywiście nie za darmo :). Zaczęliśmy umieszczać ogłoszenia na trojmiasto.pl dzięki czemu miałem okazję przyjrzeć się wszelkiej maści kandydatom na współlokatorów.

Umawiacz
Pierwszy odebrany telefon i jak się okazuje od razu mamy interesujący okaz, który później okazał się przedstawicielem gatunku Umawiacz. Nie bardzo pasowała mu wizyta w ten sam dzień bo musiał dojechać więc umówiliśmy się na następny dzień wieczorową porą. Nadeszła umówiona godzina i po Umawiaczu ani widu, ani słychu. Zadzwonił nazajutrz tak jakby dzwonił na jakieś nowe ogłoszenie (zapomniał?) i dalej dopytywać się o to samo co wcześniej. Umówił się tym razem nawet na ten sam dzień i to nawet za godzinę. Myślicie, że go zobaczyłem? Nie, ja go usłyszałem znowu wieczorową porą i... znowu dopytującego się o to samo. Chciał się umówić :) Na moje stwierdzenie, że już trzeci raz dzwoni na to samo ogłoszenie, umawia się i ani razu nie stawił się o umówionej godzinie nasz Umawiacz zaliczył zdziwko, że go skojarzyłem po numerze telefonu (eh, te robione przeze mnie notatki kto i o której... :D) ale obiecał, że tym razem na pewno jutro będzie. Taaa, jaaaaasne, był, uhmmm... :)

Błądząca
"A jaka to dzielnica?" (nie było w ogłoszeniu? dziiiiwne... :D) "A jak tam dojechać? A ile czasu zajmuje dojście do [tu wstawić listę miejsc]". Powiedzmy, że te pytania można uznać za normalne nawet. Pół godziny przed umówioną godziną dostaję jednak telefon od Błądzącej, że "jest pod McDonaldem i nie wie co dalej". Wyjaśniłem jej po kolei z najdrobniejszymi szczegółami drogę jak dotrzeć do mojego mieszkania. Pominę milczeniem brak znajomości większych ulic Gdańska takich jak np. Jaśkowa Dolina u studentki 3 roku czegoś tam na UG... Ale to jeszcze nie koniec zmagań biednej niewiasty ze strasznymi gdańskimi ulicami. Kilkanaście minut później odbieram kolejny telefon od niej "Bo ona dojechała do pierwszego dużego skrzyżowania, o którym jej mówiłem, jest pod Carrefourem i nie może znaleźć Wileńskiej". Tu już nie wytrzymałem, brechnąłem w telefon - żeby dotrzeć pod Carrefoura jadąc Jaśkową Doliną trzeba przejechać przez co najmniej 3 duże skrzyżowania :D No nic, wytłumaczyłem sierotce jak wrócić. Po moim brechcie w telefon nie odważyła się więcej zadzwonić do mnie. Na szczęście jakoś po ponad pół godzinie usłyszałem jej głos w domofonie :) Podsumowując: fanka survivalowego poruszania się w dużym mieście bez mapy :D

Zdecydowany
- "Ekstra pokoik, to ja wezmę go razem z kolegą. Kiedy możemy się wprowadzać?"
- "Jak podpiszemy umowę i dostanę do ręki kaucję oraz opłatę za wrzesień za Was dwóch".
Tu wręczam mu do ręki umowę, gościu czyta i na koniec stwierdza:
- "To ja w takim razie idę po kolegę, wybierzemy kasę i za jakieś pół godziny będziemy, żeby podpisać umowę. Ale my już to na 100% weźmiemy więc możesz mówić, że ogłoszenie jest nieaktualne."
Wyszedł, słuch po nim zaginął, ogłoszenie nadal pozostało aktualne...

Wzorowi
Na wyróżnienie zasługuje jedna para przedstawicieli gatunku Wzorowych, która dzwoniąc do mnie nie dopytywała się o to co było napisane już w ogłoszeniu i umówiła się na konkretną godzinę na następny dzień. W umówiony dzień dwie godziny wcześniej sami z siebie zadzwonili, żeby potwierdzić że na pewno będą. Jak groziło im, że się spóźnią to dostałem telefon z informacją, że będą za jakieś 10 minut bo jeszcze szukają mojego bloku. Po obejrzeniu mieszkania powiedzieli jasno, że chcą jeszcze obejrzeć kilka lokali ale do wieczora dadzą znać co i jak. Zadzwonili i mimo, że zrezygnowali z naszego pokoiku to pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie. Pełny respekt dla tych państwa.

Z szaloną mamą
Dzień kolejny. Tym razem odzywa się dwóch prawie że studentów (zaczynają od października). Przyjezdni, z Elbląga (w tym wypadku jakoś wyjątkowo cieszyłem się, że to nie samice noso... tfu, dziewczyny), umówili się na dzień następny. Pod względem umawiania się, konkretności to na dobrą sprawę można zakwalifikować ich do gatunku Wzorowi. Dobrą ich cechą, znaczy dla mnie dobrą, nie dla nich, było to, że byli podatni na działania marketingowe: "Tak, ogłoszenie jest jeszcze aktualne" (do telefonu), "Na dzisiaj jestem jeszcze umówiony z trzema innymi osobami na oglądanie pokoju", "Tak, dużo, praktycznie co 15 minut telefon dzwoni", "Umowę wynajmu podpiszę z tym kto mi pierwszy do ręki zapłaci kaucję i opłaty za wrzesień" - kilka takich tekstów i nasze okazy zdecydowały, że nie będą już nic więcej oglądać i jadą po kasę do domu (kto idzie załatwiać wynajęcie czegokolwiek bez grubego portfela lub kart?). Dotarli do domu i teraz do akcji telefonicznej wkracza szalona mama. Na początek miała parę pytań do wzoru umowy, którą im przekazałem. Pytania wyjaśnione, szalona mama nie miała zastrzeżeń i teraz zaczęła się tyrada:
- "Bo jaki jest sens gnać chłopaków tyle kilometrów po to tylko, żeby zapłacili pieniądze jak można zrobić to przelewem na konto lub przekazem."
- "Taki sens, że trzeba podpisać umowę, przekazać klucze i ja nic nie ryzykuję, że stracę kolejnych kilka dni zanim pieniądze dojdą i będę mieć pewność, że pokój jest już na pewno wynajęty, a nie że mnie ktoś zrobi w balona." - już nie chciałem szalonej mamie uświadamiać, że wysyłaniem pieniędzy na nieznane konto bez żadnej umowy w ręku to ona najbardziej ryzykuje.
- "Ale jak pan może nie wierzyć, przecież ja jestem szanującą się osobą, która pracuje w szanującej się publicznej instytucji i ma pan moje słowo, że bla bla bla i bla bla bla i ble ble ble i pla pla pla pla" - takiej paplaniny było chyba z 5 minut przy czym argumenty nie docierały do żadnej ze stron. Luz, nie ja płaciłem za rozmowę więc mogłem sobie pogadać :D
Ostatecznie uzgodniliśmy, że wpłaci na drugi dzień pieniądze na moje konto i dla szybkiego potwierdzenia prześle mi na maila skan dowodu wpłaty. Niech będzie, jeden dzień ewentualnego opóźnienia w wynajęciu przeżyję. Dwie godziny później telefon od drugiej, tym razi mniej szalonej, mamy drugiego z wannabe-studentów.
- "Razem z tą drugą panią uzgodniliśmy, że jednak przywieziemy panu pieniądze do Gdańska i na miejscu podpiszemy umowę." - hmm, czyżby jedna mama mniej naiwna sprowadziła drugą bardziej naiwną na ziemię? :D
Umowa podpisana, pokój zasiedlony, można spać spokojnie nie martwiąc się o wyciek kasy z powodu niewykorzystanego miejsca w mieszkaniu.

Spostrzegawcza
Wprawdzie pokój już dawno wynajęty ale jeszcze z rozpędu pojawiły się ogłoszenia w prasie.
- "Dzień dobry, ja w sprawie ogłoszenia. Czy jeszcze aktualne?"
- "Dzień dobry. Nie, już jest nieaktualne."
Chwilę później.
- "Dzień dobry, ja w sprawie ogłoszenia. Czy jeszcze aktualne?"
- "Dzień dobry. Tak samo jak 10 sekund temu nadal nieaktualne ale proszę próbować."
Tak, w "Anonsach" pojawiły się jedno pod drugim dwa ogłoszenia o takiej samej treści z numerem telefonu włącznie :) Blondynka?

A teraz pora na małe podsumowanie. W ciągu 5 dni miałem umówionych 17 spotkań. Na miejscu pojawiło się 7 kompletów chętnych na pokój przy czym oprócz Zdecydowanego nikt nie dotarł na miejsce o czasie. O spóźnieniu zostałem uprzedzony tylko w trzech opisanych tutaj przypadkach. Pozostałe 3 osoby nawet nie raczyły smsa wysłać, co dopiero mówić o zadzwonieniu, a spóźnienia wahały się w granicach 0.5h - 2h. Od żadnej z 10 pozostałych osób, które w ogóle nie przybyły, reprezentujących gatunek w przybliżeniu Umawiaczy, nie dostałem żadnej informacji, że odwołują spotkania... Taki trochę refleksyjny to fakt, zwłaszcza że wszyscy przedstawiali się jako studenci, że tylko w 3 przypadkach (Błądząca, Wzorowi i z szaloną mamą) na 17 spotkania odbyły się tak, że nie można było wytknąć jakiegokolwiek przejawu braku podstawowej kultury.

PS. Chce ktoś może wynająć pokoik dwuosobowy na gdańskiej Morenie? Jako bonus dodam możliwość zagoszczenia na tym joggu ]:->

Kategorie: Grafomania, Śmiesznostki i ciekawostki, Z życia wzięte

Jean Michel Jarre - po koncercie

27 sierpnia 2005, 13:02:00
W moim odczuciu był to najlepszy koncert na jakim do tej pory byłem i chyba długo będę musiał czekać na coś lepszego, o ile w ogóle doczekam.

Kilka minut po godzinie 16 wysiadłem na przystanku SKM Gdańsk Stocznia i ruszyłem razem z tłumem w stronę bram. Mimo tak wczesnej pory ludzi było już bardzo dużo. Po ponad pół godzinie przedzierania się przez kolejki i bramki udało mi się szczęśliwie wylądować w sektorze A1 tak gdzieś około 10 metrów przed sceną - na tyle blisko niej by widzieć co się dzieje na niej i na tyle daleko od niej by bez problemu widzieć wizualizacje na hangarach służących za telebimy i niebo nad sceną.

Powoli nasz sektor zaczynał się zapełniać i rozpoczęło się koczowanie na kocach, gazetach, plecakach i tym co kto miał pod ręką. Mimo, że nikt ze znajomych nie był w moim sektorze bo wszyscy jakoś podostawali A3 albo któryś z C to znalazło się towarzystwo, w którym dało się miło spędzić czas (pozdrowienia w tym miejscu dla ekipy z Wrocławia, chociaż pewnie i tak tego nie przeczytacie ;) ). Zaczęła się zbliżać godzina 19, chwila na którą zostało zapowiedziane wykonanie Zdjęcia Rodziny Polskiej (dołączył do niej nawet sam Jarre). W pięciu ujęciach została uwieczniona cała obecna publika trzymająca się za uniesione w góre ręce w geście solidarności. Zdjęcie w jakości pozwalającej na odróżnienie twarzy każdej osoby niedługo będzie można pobrać ze strony Miasta Gdańsk.

Rozpoczęło się coraz bardziej niecierpliwe oczekiwanie na koncert. Krótko po godzinie 20 na scenie ze swoim keyboardem pojawił się Stanisław Soyka, który dał krótki bo półgodzinny występ. Po jego zejściu ze sceny w tle pojawiły się ciche dźwięki muzyki nastrajającej publikę na to co ich czeka. Ciche, nieprzeszkadzające acz skutecznie przebijające się przez gwar tłumu i powodujące gorączkową wręcz atmosferę oczekiwania. Zaczęło się powoli czuć klimat. W pewnym momencie muzyka stała się głośniejsza i pojawiły się obrazy pokazujące Jarre'a grającego wśród ubranych w robocze stroje stoczniowców. Chwila gwaru wśród tłumu szukającego wzrokiem artysty, którego nie było widać na scenie. Jak się okazało wjechał on na platformie z lewej strony sceny, z której to po skończeniu utworu wbiegł na scenę i przywitał się z publiką. Rozpoczęło się wielkie przedstawienie wspaniale ukazujące klimat zarówno stoczni jak i upamiętnianych wydarzeń. Dźwig stoczniowy podświetlony niebieskim i zielonym światłem sprawiający futurystyczne wręcz wrażenie, który wtoczył się krótko po rozpoczęciu koncertu. Kawał zardzewialej blachy okrętowej zawieszonej na wspomnianym dźwigu służący za dodatkowy ekran do projekcji. Wnętrze hangaru za sceną, w którym buchała para, snopy iskier, buchające słupy ognia. To wszystko wspaniale tworzyło atmosferę stoczniowego industrializmu. Projekcje, w dużej części w czarnobiałych lub czerwonych barwach znakomicie nawiązywały do wydarzeń minionych lat. Jarre'owi udało się zbudować wspaniały klimat, który wprowadził widownię w swoisty trans. Ocierane przez niektórych łzy wzruszenia przy utworach dedykowanych stoczniowcom i śp. papieżowi Janowi Pawłowi II, las falujących rąk podniesionych w geście zwycięstwa, ogień z zapalniczek, słowa "Murów" śpiewane przez chór Uniwersytetu Gdańskiegoi i publikę, a także prawie nie ustające oklaski - tego nie da się zapomnieć.

Ten koncert zdecydowanie był inny niż jego dotychczasowe. Mniej było efektów świetlnych, laserowych, na które niestety część publiki była nastawiona. Dla mnie to jednak wielki plus tego przedstawienia bo nie wyobrażam sobie by w chwilach kiedy na hangarach wyświetlane były sceny z czołgami, protestującymi, migawkami z tamtych czasów czy też papieżem teren Stoczni miał rozbłyskiwać światłami dziesiątek laserów i setek reflektorów niczym na jakiejś dyskotece. Ten minimalizm efektów aczkolwiek o fajerwerkach w trakcie koncertu tego akurat nie można powiedzieć ;), stanowił właśnie cały urok tego wydarzenia. Jak to określił prezydent miasta Gdańska, Jarre przypomniał nam w piękny sposób... nas samych, Polaków.

Niestety były pewne zgrzyty organizacyjne, na które niestety nie można spuścić litościwej zasłony milczenia. Pierwsze i najważniejsze to to, że koncert raczej nie był bezpiecznie zorganizowany. W plecaku można było praktycznie wnieść wszystko, nikt nawet nie zajrzał co też mogę mieć w środku zwiniętego w kłębek swetra - o tym niech świadczy chociażby liczba przemyconych aparatów, które były zakazane (sam też sobie pluję w brodę, że jednak nie wziąłem :/). W chwili gdy wchodziłem na teren Stoczni nie było takich tłumów, a i tak połowa ludzi nie przechodziła przez bramki z wykrywaczami metalu tylko obok nich, a ochrona nie robiła nic sobie z tego. Pomijam fakt, że bramka nie zadziałała nawet na pokaźny pęk kluczy jaki miałem w kieszeni... Kompletną zaś porażką było złe przeliczenie liczby osób na m2 kiedy to się okazało, że w sektorze A1 trzeba jeszcze pomieścić ileś osób stojących za bramami, a miejsca już po prostu nie było. Skutkiem prób pomieszczenia tego nadmiaru ludzi było wpuszczenie ich na drogi ewakuacyjne... rewelacja.

Jednak mimo tych zgrzytów to nie żałuję wybrania się na koncert i z przyjemnością jeszcze raz wziąłbym w nim udział ;)

Kategorie: Narzekadła, Rozrywka, Z życia wzięte

Nowe mieszkanie

25 sierpnia 2005, 10:40:11
Po miesiącu szukania i polowania na coś fajnego nareszcie udało nam się znaleźć całkiem niezłe, umeblowane, niedrogie, 4-pokojowe mieszkanko w gdańskich Pieckach (Morena). Dzielnica całkiem miła, samowystarczalna, jak to wynajmujący powiedział "Przez miesiąc można z dzielnicy nie wychodzić bo wszystko jest na miejscu". Z opowiadań znajomych tam mieszkających wynika, że rzeczywiście jest to prawda ;)

Z najważniejszych zalet: pizzeria Krokodyl o 5 minut drogi piechotą, Carrefour również 5 minut piechotką, piekarnia z najlepszym chlebem w Gdańsku pod nosem, kupa linii autobusowych w tym nocne do Śródmieścia Gdańska i do Wrzeszcza więc z imprezami nie będzie problemu, właściciele mieszkania przez cały rok mieszkają w Toruniu więc nikt na głowie nam siedzieć nie będzie, gdyż będą zaglądać raz na dwa-trzy miesiące tylko. I co najważniejsze: każdy ma osobny pokój co jest niewątpliwą zaletą w przypadku odwiedzin ]:-> Słowem - da się żyć :D

Jak ktoś chętny to może sobie zobaczyć lokalizację mieszkanka na mapie. Jest to jeden z trzech bloków w środkowej podkówce, ten najbardziej na zachód z najciemniejszym dachem.

Umowa już podpisana, w sobotę wieczorem albo w niedzielę rano dostajemy klucze do mieszkania i rozpoczynamy wielką przeprowadzkę.

Kategorie: Z życia wzięte

Jean Michel Jarre

23 sierpnia 2005, 12:16:57
Dzisiaj w punktach dystrybucji TicketPro Polska rozpoczęła się "sprzedaż ostatniej szansy" biletów na koncert Jean Michel Jarre'a. Po godzinie stania w kolejce udało mi się nareszcie zdobyć miejscówkę w sektorze A1. Swoją drogą ciekawe miny musieli mieć ci co zakupili bilety od koników w cenie sięgającej nawet 300 PLN np. na Allegro (legalnie to 33, 55 lub 66 PLN w zależności od sektora).

Przygotowania w Gdańsku do prawdopodobnie największego w historii Polski koncertu trwają już od dłuższego czasu. Ciekawi mnie tylko jak sprawnie zostanie rozwiązany problem komunikacyjny w dniu koncertu. Tak trochę pesymistycznie patrząc, zwłaszcza na fakt zamknięcia części Al. Zwycięstwa będącej główną arterią samochodową Gdańska, zapowiada się niezły paraliż połowy miasta. Zobaczymy ;)

Teraz zostało już tylko czekać na piątek na godz. 16:00 kiedy to otworzą się bramy Stoczni Gdańskiej, a potem po 20:00 rozpocznie się wielki show. Mam nadzieję, że będzie warto :)

Wybierający się na koncert mogą znaleźć kilka ważnych informacji na Gdansk.pl (strona dzisiaj wyjątkowo muli, ciekawe czemu :D):
  • Dojazd z PKP Przewozy Regionalne oraz Intercity do Gdańska
  • Zmiany w komunikacji miejskiej w dniu koncertu
  • Zmiany w organizacji ruchu drogowego
  • Biała kartka za szybą samochodu znakiem identyfikacyjnym (apel organizatorów)
  • Koncert dla niepełnosprawnych
  • Lokalizacje miejsc postojowych
  • Mapki

UPDATE:
Transmisja koncertu rozpocznie się o godz. 20:00 w TVP1, a także w Telewizji Interaktywnej iTVP

Kategorie: Rozrywka, Z życia wzięte

Disk quota exceeded

19 sierpnia 2005, 23:27:03
Goshh, co za adminów mam u siebie w akademiku... Jakiś mądry 3 tygodnie temu postanowił sobie, że wprowadzą quoty użytkownikom jednego z serwerów. Pomijam już fakt tego, że właściwie większość administratorów osiedla była przeciwna temu bo po co utrudniać życie jak nie ma potrzeby. Ale nie, okazało się, że czyjeś tam zdanie jest ważniejsze od reszty. I tak oto od 1 sierpnia na serwerze pojawia się po zalogowaniu informacja, że do wykorzystania jest tylko 100 MB przestrzeni dyskowej na usera. Tak przy okazji to dobrze, że nie wprowadzili ograniczenia na wielkość baz danych bo prawie tyle samo wykorzystuję ;)

No trudno, póki nic nie musiałem władować to leżało sobie spokojnie te moje 250 MB na serwerze. Jak przyszła potrzeba to jakoś zrobiłem porządki i zmieściłem się na 100 MB. Działało kilka dni. Półtora tygodnia temu chcę coś wrzucić, quoty nie przekroczyłem, ale komunikat o jej przekroczeniu jak najbardziej dostałem. Mail do admina - cisza. Drugi mail - "Ok, sprawdzę to". Czekam, czekam i sobie poczekałem. Zaczęła się pielgrzymka osobista. Oczywiście admina nie można zastać. Dzisiaj w końcu udało się ale to co usłyszałem to normalnie cycki opadają. Uwaga, cytuję: "Ale ja się nie znam na quotach". Parsknąwszy śmiechem obróciłem się na pięcie i zawróciłem do swojego pokoju.

I tak oto zostałem z quotą 100 MB, zawartością katalogu liczącą 71 MB oraz komunikatem "Disk quota exceeded"...

Ehhh, aż się chce zawołać "kodi wróć!". Za czasów rządów starej ekipy z kodim na czele to serwery to były serwery, nie miało prawa nie działać dłużej niż było potrzeba. Odkąd w ubiegłym roku zmienił się "zestaw adminów" na młodszych bo stara kadra studia skończyła to moim skromnym zdaniem sieć akademicka zaczęła schodzić na psy...

Kategorie: Internet, Narzekadła, Przemyślenia i obserwacje, Z życia wzięte

Dysbrainia czy desperacja?

16 sierpnia 2005, 16:19:33
Właśnie mam dylemat czy maila, którego otrzymałem zakwalifikować jako rasową dysbrainię czy też jako typową desperację.

Zamieściłem na jednym z portali ogłoszenie o poszukiwaniu mieszkania. Jako jego tytuł podałem "Mieszkanie 3-pokojowe". W treści zaznaczyłem, że interesują mnie dzielnice z dobrym dojazdem, przy trasie SKM-ki, mieszkanie powinno być umeblowane oraz wysokość opłat na osobę nie większa niż 400 PLN. Przed chwilą dostałem odpowiedź:

Subject: Mieszkanie 3-pokojowe
Treść: Brzeźno1, 2 pokoje, kuchnia połaczona z pokojem, częściowo umeblowane (kuchnia, zabudowa przedpokoju, lodówka, pralka), Odnowione, telefon, internet. Blisko morza. Widok na zatokę. 1100 zł z opłatami.

Niemniej, osobnik, który to mi tego maila przysłał dostarczył mi całkiem fajnego ubawu ;)

1 - dla tych co nie wiedzą: Brzeźno jest na całkowitym odludziu, wygodnej komunikacji tam nie ma i oczywiście nie leży na głównej trasie SKM-ki.

Kategorie: Narzekadła, Śmiesznostki i ciekawostki, Z życia wzięte

In memoriam: Monika Suchocka (1982 - 2005)

20 lipca 2005, 12:40:30

Czwartek, jeden z tych dni, kiedy przez nienawiść ludzką odchodzą ze świata niewinni ludzie. Dzień, w którym Monika znalazła się w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie. Dzień, w którym jeden wybuch położył kres pięknemu życiu. Dzień, w którym tragedia w Londynie stała się tragedią w Dąbrówce Malborskiej - małej, rolniczej wiosce na północy Polski. Rodzina, najbliżsi, krewni, znajomi, sąsiedzi - wszyscy zamarli w oczekiwaniu i nadziei na wieści z Londynu, gdzie trwały poszukiwania zaginionej. Z każdym kolejnym dniem poszukiwań nadzieja gasła by w końcu uderzyć bolesną wieścią o zidentyfikowaniu Moniki, jednej z ofiar zamachu w londyńskim metrze. O ostatnich chwilach Moniki i jej poszukiwaniach można przeczytać w praktycznie każdym serwisie informacyjnym. A jaka była Monika, o której nie można nigdzie przeczytać?

Moja znajomość z Moniką rozpoczęła się wraz z rozpoczęciem edukacji w szkole podstawowej. Była, podobnie jak ja, tą młodszą o rok w klasie, co nie przeszkodziło jej się dobrze w niej zaaklimatyzować. Od początku była wybitnie uzdolnioną dziewczyną zarówno w kierunku ścisłym jak i humanistycznym, zawsze stawianą jako wzór dla innych. Nie przeszkadzało jej to jednak w tym by być otwartą na świat i na innych ludzi osobą. Nie potrafiła odmówić pomocy zarówno rówieśnikom, jak i starszym osobom i robiła to zawsze z uśmiechem na ustach. Właśnie ten nieschodzący nigdy z twarzy uśmiech i miły głos pozostaną na zawsze w mojej pamięci. Podobnie jak też i inne obrazy z nią, które zatrzymały się w mojej pamięci. Monika grająca po lekcjach w klasie muzyki na pianinie, gdzie w oczekiwaniu na autobus szkolny przychodziło się by jej posłuchać. Monika sprzedająca z przyjaciółkami słodycze w szkolnym sklepiku. Monika biegnąca z uśmiechem i kwiatkiem w ręku po świadectwo. Monika ciesząca się z narodzin młodszego brata. Monika odbierająca ze łzami wzruszenia dyplom ukończenia szkoły. Monika służąca jako ministrantka w kościele. Monika tańcząca poloneza. Radość Moniki z dostania się na wymarzone studia. Monika śpiewająca w szkolnym chórze "Semper Cantantes" i, co nie było mi już dane zobaczyć na żywo, w Chórze Kameralnym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Tak samo jak w pamięci zostanie mi każdy zwykły dzień kiedy ta niesamowita dziewczyna parła z uporem ku wyznaczonym sobie celom i marzeniom. Marzenia te zaniosły ją do liceum w Malborku, dalej do Poznania na studia i dalej na staż do Anglii, po odbyciu którego miała wrócić w niedługim czasie do kraju i do swojej rodziny by pędzić spokojne życie.

Moniko, chcę Cię zapamiętać taką, jaką jesteś na tym zdjęciu. Wiecznie uśmiechniętą i siejącą radość wokół siebie.

Monika Suchocka
Monika Suchocka

Urodzona 25 kwietnia 1982 w Sztumie - zginęła 7 lipca 2005 w zamachu terrorystycznym, w pociągu metra jądącym między stacjami King's Cross i Russell Square w Londynie.

Spoczywaj w pokoju.

Kategorie: Osobiste, Z życia wzięte

Chatowanie

07 lipca 2005, 23:31:10

Dzisiaj w ramach ekstremalnej nudy i niechęci do robienia czegokolwiek konstruktywnego zaniosło mnie na czaty. Po czatach ogólnie mnie nie nosi - ostatni raz to może z rok temu byłem, jak nie dalej ;) Na czatowisko wybrałem sobie Wirtualną Polskę. Pierwszy odwiedzony pokój to oczywiście jakżeby inaczej "Seks" ]:-> Kupa robotów, które spamują tylko cały czas reklamami zarąbistych stron z zarąbistymi zdjęciami.

Na początek zagadałem sobie do dziewczęcia "smutna_kitty", która to okazała się 16-latką z problemami, która to jest w ciąży i nie wie jak powiedzieć rodzicom o tym, a chłopak uciekł z miasta, a ojciec to ją bije bo jest zły i idzie właśnie na nią z pasem bo ktoś podkablował i musi uciekać, po czym gada dalej na ogólnym pokoju :D

Kolejny przypadek sam zagadał do mnie, zaoferował się, że przyjeżdża do Wejherowa w przyszłym tygodniu i że jak chcę się spotkać to ona bardzo chętnie bo 18 lat już ma i trzeba coś z tym dziewictwem zrobić. No to nic badamy kiedy żądna przygody dziewczyna spasuje i idę twardo w to, że jak najbardziej jestem chętny, że dysponuję na tę chwilę nawet własnym pokoikiem więc pełna dyspozycyjność. Po czym poprosiłem ją o kontakt pozachatowy co by się zgadać do szczegółów. Dziewczę jak szybko się pojawiło tak samo szybko zniknęło. Biedna, nadal pozostanie dziewicą :D

Jako, że powoli nudziło mi się już wygrzebywanie kandydatek spoza tony spamu to zacząłem przymierzać się do opuszczenia pokoju kiedy zagadał do mnie "przystojny_brunet" powalającym z nóg tekstem "poklikasz?". Na pytanie o czym, bezpośrednio odpowiedział, że o seksie. To mu grzecznie odpowiedziałem, że o tym to wolę pogadać z kobietkami ewentualnie. Gościu cholernie się zdziwił i aż się zapytał czy jestem lesbą :D Jak mu uświadomiłem, że 'Draakhan' to nick męski to dowiedziałem się, że jestem pedałem i mam spierdalać :D No to sobie spierdoliłem :D

Pora na kolejny pokój pt. "Erotyka". Trochę mnie zdziwiła cisza i pustka w tym miejscu bo było tam "aż" 5 osób. No to nic przenoszę się do kolejnego pokoju. Tym razem wybór padł na lokalną społeczność więc wybrałem pokój "Trójmiasto". Robotów wysyłajacych spam tam nie było więc nawet można było coś wyłuskać.

Na pierwszy ogień poszła "Wesoła_blondi_20", która okazała się znudzoną rozmowami na czacie dziewczyną. Wg niej to tutaj sami nudziarze tylko siedzą i nie umieją pogadać. I to było w sumie wszystko co się od niej dowiedziałem bo na resztę moich prób odpowiadała Tak/Nie bądź nie odpowiadała wcale. Po kilku próbach wyciągnięcia na siłę rozmowy darowałem sobie bo co ja milczek niewygadany będę próbował rozmawiać z otrzaskaną laską :D

W międzyczasie zainteresowałem się czymś pozachatowym i w pewnym momencie z zajęcia wyciągnęła mnie "simone", którą to zainteresował mój nick. Zeszliśmy na rozmowy w temacie fantasy i pokrewne. Nawet całkiem miło się rozmawiało, aż w końcu dowiedziałem się, że robi za swatkę dla swojej 26-letniej koleżanki z pracy. Fakt, że mam 23 lata nawet jej nie przeszkadzał. A dobra, co tam, raz się żyje ;) Wymiana kontaktów i koleżanka ma się do mnie odezwać ;) Taaa, to se chyba poczekam :D

No to wyciągam następną, tym razem "malgorzata:)gda". Schemat już mi znajomy bo też jakaś znudzona czatowaniem i niechętnie nastawiona do poznawania się przez neta bo "za szybko się we mnie faceci zakochują". Też jak w poprzednim przypadku zeszło nam się na czarowanie i pokrewne sprawy. Po pewnej nawet dość dłuższej rozmowie poprosiła o kontakt zaprzeczając tym samym deklarowanem chwilę wcześniej brakowi chęci poznawania ludzi przez internet. Odezwała się nawet jak jej nr dałem i przykazała mi, żebym nie wykasował jej bo chce pogadać. Hmm, no zobaczymy :D

Jako, że Małgosia poszła spać, to ja sobie postanowiłem wyrwać jeszcze "słodką_tajemniczą_20". W trakcie rozmowy dowiedziałem się, że jest różowo-ciuszkową, naznaczoną solariami, smażącą się na brązowo blondynką biegającą w stringach i w białych minispódniczach. Rzeczywistość wydawała się zbyt piękna dla mnie i doszło do finalnego pytania z jej strony "A w jakich dresikach biegasz?" czym mnie skutecznie rozrotflowała. Na odpowiedź, że "biegam w czarnych strojach, długich włosach, obwieszony srebrnymi łańcuchami, w glanach, w koszulce z wielgachnym napisem 'Theatres des Vampires' i z sygnetem ze znakiem szatana" usłyszałem urocze "wypierdalaj bucu śmierdzący stąd". No to sobie po raz kolejny wypierdoliłem bo przecież nie będę wyższej kultury zmuszać do rozmowy ze śmierdzielem :D

I na tym w sumie poprzestałem moją wizytę na chatowisku bo już niestety piwo mi się skończyło :) Do zobaczenia na chacie za moze jakiś rok. ;)

Pozdrawiam, Wasz Śmierdzący, Nudny Buc o Zapędach Homo :D

Kategorie: Grafomania, Internet, Rozrywka, Śmiesznostki i ciekawostki, Z życia wzięte

Świat wg Google

06 lipca 2005, 13:37:28

Jakby komuś nie chciało się samodzielnie wyszukiwać ciekawych miejsc na Google Maps to zawsze może sobie skorzystać ze Świata wg Google, gdzie na tę chwilę jest ponad 300 linków do interesujących map.

A jakby ktoś był ciekawy, to może sobie popatrzeć, gdzie aktualnie mieszkam. Spośród czterech budynków w środku lasu, które widać w centrum zdjęcia mój DS2 to ten górny lewy. Z ciekawostek: w górnym prawym budynku mieści się Wirtualna Polska.

Kategorie: Internet, Z życia wzięte

Now playing: ...

04 lipca 2005, 19:29:04

Hmm, tak się właśnie zastanawiam czemu ludzie widząc w moim statusie "Now playing: Nightwish" pytają się mnie co to za gra ten "Nightwish". No, żeby jedna ale trzy osoby w ciągu dnia? Żebym jeszcze był jakimś graczem, który to co kawałek coś nowego testuje. Nie, ja jestem zwykłym maniakiem muzyki, a nie graczem :D

Kategorie: Internet, Przemyślenia i obserwacje, Z życia wzięte

Przychodzi sąsiadka...

01 lipca 2005, 21:53:58

Przychodzi sąsiadka do naszego pokoju z serią pytań pt. "Co zrobić, żeby mieć podłączoną sieć". Oczywiście jest "samosią" i musi zrobić wszystko sama (co się akurat ceni) ;) Także przyszła grzecznie po instrukcję jak się zarejestrować. Jak usłyszała, że potrzebny jest jej m.in. MAC, to zaraz pytanie skąd. Odpowiednie komendy grzecznie zanotowała na karteczce i poszła. Za chwilę wpada bo ma za krótki kabel sieciowy i nie sięgnie do gniazdka ze swojego biurka i czy czasem nie mógłbym się zamienić. Spoko, jako człowiek przyjazny tak uroczym sąsiadkom to mogę użyczyć swojego 6-metrowca, zwłaszcza, że na dobrą sprawę wystarczyłoby mi w tym momencie 30cm :D No to sąsiadka wielce uradowana biegnie do swojego pokoju i przynosi mi... kabel telefoniczny. Ja zagryzając wszystko co się da powstrzymuję się od śmiechu i tłumaczę różnicę pomiędzy dwoma rodzajami kabli :D Po czym jak sąsiadka opuściła pokój to z kumplem walnęliśmy klasycznego już nietłumionego rotfla :D

A teraz wziąwszy pod uwagę, że sąsiadka leciała do tej pory na Neozdradzie jestem ciekaw kiedy przyleci znowu z pytaniem czemu nie wypisuje jej MAC'a bo tak jakoś mam dziwne wrażenie, że karty sieciowej to ona nie ma w komputerze :D

Kategorie: Śmiesznostki i ciekawostki, Z życia wzięte

Przeprowadzka

01 lipca 2005, 07:31:27

Skończył się rok akademicki i w związku z tym nastąpiła we wszystkich akademikach segregacja mieszkańców na studentów i turystów. Jak się okazało jakiś czas temu przez cały rok mieszkałem sobie spokojnie w części przeznaczonej dla turystów w związku z czym czekała mnie przeprowadzka.

Przeprowadzać miałem się już dwa dni temu ale jak się okazało w moim przyszłym pokoju mieszkała jakaś straaaaasznie niezdecydowana dziewczyna, która sama nie wiedziała co chce i nie dość, że w pokoju była niezastawalna, żeby cokolwiek dowiedzieć się to nawet jak była to jakaś taka niekomunikatywna. Jedyne co mi się udało dowiedzieć, to że nie wie kiedy będzie się wyprowadzać. Świetnie :]

Mi tam wprawdzie się nie spieszyło ale kumpel, który pracuje i będzie mieszkać ze mną wolał mieć raczej jasno określony termin przeprowadzki i pognał do kierownicy z pytaniem czy jest jakaś inna "dwójka". Była :) W związku z czym wczoraj odbyła się wielka przeprowadzka.

Jak zwykle dowiedziałem się w takiej sytuacji ile to mam gratów i ile to trzeba zrobić kursów windą, żeby z jednego piętra przenieść je na inne i ile szufelek kurzu miałem w pokoju :D

Po tak na oko 6h latania z gratami i robienia porządków wszystko było już na swoim miejscu i przyszła pora na "odkrywanie" nowego miejsca zamieszkania... i tu się zaczęło. Pozwolę sobie wymieniać wg pomieszczeń ;)

Pokój:

  • Dziura wielkości pięści w ścianie (całe szczęście, że nie na wylot)
  • Rozpierniczony zamek do drzwi (na szczęście mam swój to się wymieni)
  • Rozpierniczone gniazdko telewizyjne (tym akurat się nie zmartwiłem bo i tak nie korzystam)
  • Rozpierniczone gniazdko telefoniczne do stanu zwisania kabelków ze ściany. Taaaa, bo kto czyta ogłoszenia pisane czcionką 72pkt. umieszczone nad przyciskiem windy nawołujące do zgłaszania zepsutych gniazdek to za jakiś czas przyjedzie specjalista i naprawi. Jako, że specjalista już był i znając tempo naprawiania usterek w DS to trzeba będzie samemu się wpiąć odpowiednio spreparowanym kabelkiem :D (no w końcu nazwa mojego wydziału zobowiązuje do radzenia sobie z takimi sprawami :D)
  • Brak półki nad szafką żywnościową (!!!) skutkiem czego nie ma gdzie trzymać garów. I to nie tylko półki ale też i haków na nią bo półkę skombinować ze starego pokoju to by nie był problem :D
  • Brak półki w szafce żywnościowej (się skombinowało ze starego pokoju - problem rozwiązany)

Łazienka:

  • Niedziałający klucz (chociaż w pewnych przypadkach jest to zaleta ale o tym później :D)
  • Brak suszarki do ręczników (!!!)
  • Brak podestu do trzymania środków czyszczących
  • Hit wieczoru: kran nad umywalką. Po pierwsze kiwa się na wszystkie strony jak tylko może bo nie jest kompatybilny z umywalką. Po drugie to posiada bardzo przyjazny interfejs dla użytkownika. Otóż pod czerwonym prawoskrętnym kurkiem leci zimna woda, a pod niebieskim również... prawoskrętnym ( :] ) kurkiem leci gorąca woda.
  • Brak szczotki do kibla (jakoś tak niekomfortowo się poczułem w tym momencie :])

Prysznice (tutaj to już totalny odlot):

  • Brak kabin (!!!)
  • Brak brodzika (!!!) - stoi się normalnie na kafelkach takich jak są w całym pomieszczeniu i woda sobie spływa dziurą w podłodze (oczywiście bez kratki). W tym momencie to już miałem tylko jedno skojarzenie odnośnie tego gdzie jestem - każdy się domyśli jakie...
  • Brak trzymaków na mydła i inne bajery
  • Super-hiper-nowoczesne-trendy-kształty słuchawki prychające na wszystkie kierunki tylko nie tam gdzie się ich spodziewa co przy braku kabin powoduje ochlapanie wszystkiego w zasięgu wzroku łącznie z ciuchami i ręcznikiem na wieszakach. Do tego słuchawki te nie dają się umocować w uchwycie przy odkręconej wodzie bo ciśnienie skutecznie z uchwytu je wyrzuca co powoduje powiększenie efektu ochlapywania wszystkiego w okolicy.

Prysznice to mnie tak zraziły, że będę robić sobie wycieczki 3 piętra wyżej gdzie już są normalne.

Kuchnia:

  • Z 3 kuchenek działają tylko dwie.
  • Brak stołu.
  • Niedziałające zapalarki do gazu.

Jakoś tak wyjątkowo skromnie z "ciekawostkami", nieprawdaż?

Na odkrycie czeka jeszcze pralnia, ciekawe co mnie tam czeka i jak bardzo się zdziwię.

No, ale żeby nie było, że tylko narzekam to parę plusów podwyższających standard zamieszkania:

  • 3 przemiłe i urocze sąsiadki w łączniku (!!!) (teraz już wiadomo dlaczego niedziałający zamek w łazience może być plusem ]:-> ) (nie, nie mam jeszcze zdjęć :P)
  • Pokój jest od strony lasu (las zagląda przez okno) i jest nisko co powoduje, że jest chłodno (uroczo jak na wakacje) i ciemno (coś co Wampiry lubią najbardziej)
  • Przez przypadek dostał nam się najszerszy pion dwójek w akademiku. Może 30cm różnicy to nie jest dużo ale już o tyle większa odległość od pleców sąsiada to jednak jakiś komfort jest :D

Tą notkę to chyba sobie wydrukuję i przejdę się z nią do kierowniczki z podaniem o obniżenie opłaty za zamieszkanie w akademiku w związku ze znacznym obniżeniem standardu. Ciekawe czy przejdzie :D

A teraz tylko iść wymienić wkładkę z zamkiem w starym pokoju i punkt ósma dokonać formalności z wymeldowaniem się ze starego pokoju, żeby czasem nie przyszło mi zdawać całego łącznika (na szczęście starzy sąsiedzi jeszcze siedzą)

PS. Fajny kawał o blondynce ostatnio czytałem :D

Kategorie: Narzekadła, Z życia wzięte

Zagubiony w czasie

28 czerwca 2005, 10:01:58

Znowu mi się to zdarzyło - już drugi raz ;) Po raz kolejny miałem wrażenie zniknięcia kilku godzin z życiorysu. Wczoraj w pewnym momencie jakiś taki bardzo zmęczony się zrobiłem i walnąłem się na łóżko tak z 5 minut sobie poleżeć. Przysnęło mi się i za jakiś czas wstało. Spojrzałem sobie na zegarek i tak się jakoś zdziwiłem, że godzinka snu a ja taki wypoczęty. Siadłem sobie zadowolony, że się tak jakoś chłodniej i przyjemniej zrobiło w pokoju po czym z przyjemnością zabrałem się do roboty. Piszę sobie, piszę, w końcu trzeba sobie zrobić przerwę i zagrać w Blehna MMORPG. Tu mnie spotkało pierwsze zdziwko: 44BC na stanie i myśl "Hmm, a wydawało mi się, że ostatnio grałem w nocy...". Ale nic nie podejrzewając zabrałem się do roboty. Po jakimś czasie sobie patrzę na psi i jakieś nowe rss'y przyszły. "Hmm, dziwne, joemonster o tej porze?" Nie zrażony kolejną dziwnością po lekturze kawałków zagłębiłem się ponownie w swoją robótkę. Po pewnym czasie coś tak przypadkiem oko zawieruszyło mi się na zegarku, tym razem w komputerze: "Cooooo????? Jak to 07:12??????". W tym momencie już jakieś takie dziwne przebłyski miałem. Na wszelki wypadek, żeby się upewnić zsynchronizowałem zegarek na komputerze z serwerem ntp. Przesunął się o sekundę do przodu... Podejrzenia się sprawdziły - na zegarkach wskazówkowych nie ma AM ani PM :] I tym sposobem przez dość sporą chwilę miałem wrażenie, że ktoś mi wykasował 12h z życiorysu :D

Co ciekawsze, dopiero pierwsza rozmowa na jabberze uświadomiła mi, że jednak nie poszedłem spać o 5 po południu tylko o 10 wieczorem :D

Pozdrawiam, Wasz Zagubiony w Czasie Sklerotyk

PS. Dla wątpiących: od dwóch dni nie miałem w ustach nic %-owego :P

Kategorie: Z życia wzięte

Bot ożył :D

27 czerwca 2005, 10:21:20

Dzisiaj miałem okazję zdziwić się patrząc na swój roster. Jakiś czas temu zainstalowałem sobie bota GG i sobie go testowałem pisząc jakieś tam proste skrypty do niego. Jednak od kilku miesięcy nie zaglądałem do niego i nie logowałem się na posiadany numer. Dzisiaj sobie przeglądam i "lekkie" zdziwienie jak zobaczyłem moją "Kasię" dostępną przy nieodpalonym bocie. Jak się okazało po vcard moja Kasia przemianowała się na Gosię i już nie będzie reagować na /help i inne takie, gdyż tak jakby się ożywiła :D

Zaczynam się obawiać, że dzięki polityce przyznawania nieaktywnych numerków w GG nowym osobom ma szansę ziścić się wizja z pewnego filmu :D

Kategorie: Hardware i software, Internet, Z życia wzięte

Upały

24 czerwca 2005, 11:52:21

A co to są upały? - zapytał Draakhan po powrocie z miasta, gdy usadowił się wygodnie w krześle i wystawił twarz na powiew wiatru ze świeżo zakupionego wiatraka.

W takich warunkach to można zabrać się w końcu za poważną robotę, a nie czekać aż się dzień skończy :)

Kategorie: Z życia wzięte

Ghotic Girl

20 czerwca 2005, 18:50:30

Rozbawiła mnie dzisiaj szczerze pewna "Ghotic Girl" jaką zobaczyłem w tramwaju. Różowa bluzeczka z napisem z przodu "ghotic girl", z tyłu napis "The not scared your soul" stylizowany na gotycki z, jakżeby inaczej, kropelkami krwi ściekającymi z niego, oczywiście w kolorze białym. Zamek w bluzce w kolorze sałatkowym. Do tego jasnoniebieskie spodnie, przezroczysta torebka i tony różnokolorowego makijażu na twarzy. Na oko lat 18. Jak to cudo zobaczyłem to nie mogłem powstrzymać się od parsknięcia na wyobrażenie nowej mody gotyckiej i kolorowości strojów na najbliższym koncercie w tym klimacie.

PS. Nie, nie pomyliłem się. Ma być "ghotic", a nie "gothic" :P

Kategorie: Śmiesznostki i ciekawostki, Z życia wzięte

Kala da vishnu! Exorea divine!

02 czerwca 2005, 11:26:47

Jakby to powiedzieć, chillout to ogólnie wypas muzyczka ale to co wczoraj usłyszałem w radiu "Digitally Imported" to po prostu miód na uszy :) (bez skojarzeń :P). Secik Morlacka - Retrodelica (April 2004) - raz usłyszałem, w tempie ekspresowym ściągnięty z DC i od wczoraj zapuszczony w loop mode :) Szczególnie polecam moment od 20'27" do końca setu.

A teraz włączamy głośniki na całą parę i śpiewamy żeńskim głosem rodem z opery "exorea divine" poprzedzone oczywiście również żeńskim ale już mniej operowym "Kala da vishnu" :)

Kategorie: Rozrywka, Z życia wzięte

Wyobraźnia...

31 maja 2005, 10:04:03

... a raczej jej brak miał dzisiaj w nocy tragiczny finał pod DS'ami PG. Jakiemuś kretynowi zachciało się kraść mercedesa i za szybko mu policja pojawiła mu się na karku. Zaczęła się wobec tego szarża ulicami Gdańska i na nieszczęście przy prędkości grubo ponad 100 km/h pojawiła się uliczka z zakrętem 90 st. Jak można się domyśleć koleś nie wyrobił się na zakręcie i z hukiem wjechał w osiedle studenckie, które było na wprost. Efektowne odbicie się od schodów akademika, słupa, a potem drzewa i z samochodu nie było co zbierać. Z kierowcy również. Wyciągnięto go w konwulsjach ze szczątków i w kołnierzu oddelegowano do eR-ki. Całe szczęście, że nikt postronny akurat nie pojawił się w niefortunnym miejscu i w niefortunnym czasie to najwyżej skończy się tylko na tym debilu (jeszcze nic nie wiadomo czy go odratowali). Jakoś mi go nie żal nawet.

Kategorie: Przemyślenia i obserwacje, Z życia wzięte

Pręgierz mode

28 maja 2005, 14:34:55

Wazelina dla Microsoftu za to, że swoim Visual Studio 2005 wzbudził u mnie chęć posiadania DVD. A jak już chęć na DVD to trzeba myśleć przyszłościowo i od razu z nagrywarką :) Hmm, czy M$ ma jakąś umowę z LiteOnem?

Piętno dla majowej pogody, w której temperatura oscyluje w zakresie <-2;30> st. Celsjusza przy czym dzisiaj mamy wartość maksymalną co w połączeniu z duchotą w mieście spowodowało, że po kilku minutach spaceru miałem okazję nauczyć się pływać kraulem we własnym podkoszulku.

Wazelina dla producentów płyt DVD-R i to, że miałem okazję się zdziwić dzisiaj, że płytka TDK kosztuje 1.80 PLN.

Piętno dla jedynego słusznego w Polsce banku szytego na miarę XXI wieku "w soboty otwarte od 9-13". Oczywiście przeczytałem tę jakże uroczą wywieszkę o 13:30... Jakby się ktoś nie domyślił to o PKO BP chodzi.

Wazelina dla producenta piwa "Jurand" za bardzo ładną panią na billboardzie, przez którą to nie zauważyłem, że mi się zielone światło zapaliło :)

Wynik:
Wazelina - 3 : 2 - Piętno
Nie jest źle :)

Kategorie: Hardware i software, Narzekadła, Przemyślenia i obserwacje, Studia i nauka, Z życia wzięte

Beta Expierience Kit

27 maja 2005, 11:50:11

Wyjątkowo dzisiaj ucieszyłem się, że przerwano mi grę w "scrabble" i że musiałem lecieć na portiernię po pocztę. Kilka dni temu zamówiłem, a dzisiaj przyszła przesyłka z czterema płytkami DVD Microsoft Visual Studio 2005 Beta 2. Tak przy okazji, właśnie, DVD, czy ja czasem nie powinienem sobie skombinować jakiegoś napędu odpowiedniejszego...?

Tak nawiasem, to strasznie nieporęczne urządzonko do składania podpisów miał kurier. Rysik owszem, tyle, że podpisywało się na specjalnej podkładce, a podpis na ekranie LCD się pojawiał. Nie przyznałbym się do tego podpisu nigdy w życiu :P

PS. Podziękowania dla Pirveliego za namiary :)

Kategorie: Hardware i software, Studia i nauka, Z życia wzięte

Przykazanie

27 maja 2005, 09:07:53

Przykazanie na zaś:

Nie obżeraj się! Zjedzenie 1/3 paczki spaghetti (ugotowanego :P) z toną mięsa i jeszcze pomaganie, bo szkoda, żeby się zmarnowało, kumplowi, który "już nie może" zdecydowanie nie służy zdrowiu...

Kategorie: Z życia wzięte

Lodówka elektronika

15 maja 2005, 18:49:09

Właśnie zajrzałem na półkę współspacza w lodówce (nie, nic mu nie chciałem wyjadać :P - zresztą bałbym się w tej sytuacji) i ujrzałem piękny widok. Otóż pomiędzy jajkami, kiełbasą i kostką masła stoi sobie pięknie pojemnik z Positivem. Dla nieświadomych: cholernie śmierdzący lakier używany do wytrawiania przy produkcji płytek drukowanych... Normalnie bez komentarza. Na szczęście chyba szczelne bo nic nie śmierdziało jak to wziąłem w łapy. Ale i tak jak wróci to dostanie opiernicz, tak profilaktycznie....

Kategorie: Narzekadła, Z życia wzięte

Starsza pani...

14 maja 2005, 10:00:29

Neptunalia ochrzczone wczoraj na uniwerku świetnym kabaretonem (mim wymiatał :D) oraz szantowo-reagge'owo-pidżamopornowym koncertem :) Ekipa jak zawsze dopisała więc i zabawa była przednia. Powrót po drugiej w nocy na totalnym padzie (mooooooje noooogi, moooooje pleeeeecy!) takim, że jak "na chwilkę" walnąłem się na łóżko to od razu zasnąłem (w ciuchach). Po jakichś dwóch godzinach się zbudziłem, rozebrałem i poszedłem normalnie spać :) Ale największym hitem wieczoru była dla mnie pogująca starsza pani w kapeluszu z piórkiem. Mąż to chyba jakiś idiota był, że żonkę swoją próbował zaprowadzić pod scenę, gdzie żeśmy sobie wszyscy pogowali w najlepsze. Jak się starsza pani dostała w kocioł, dzielnie popychana do przodu przez męża to miała niezły strach w oczach. Zresztą nie dziwię się, też bym na jej miejscu miał. Kapelusz w tempie ekspresowym poleciał z głowy. Ktoś go tam podniósł, piórka już nie było i wspólnymi siłami wypchnęliśmy starszą panią z kotła. Ciekawe jakie miała wrażenia z imprezy :D

A dzisiaj jak się ekipa podobudza to plażowanie przy piwko, a potem KULT'owanie :)

Kategorie: Rozrywka, Śmiesznostki i ciekawostki, Z życia wzięte

Niepokonany

09 maja 2005, 00:44:02

Dzisiaj graliśmy przez 8h w kolejną planszówkę "Game of Thrones". To było 8h ciężkiego myślenia gorszego czasem niż niejedno zakuwanie do egzaminu, gdyż w tej grze w przeciwieństwie do Warcrafta wszystko zależy od strategii, a nie od kostek :) Przydomek "Niepokonany" należy się MAXymilianowi, który jest właścicielem tejże gry, rozegrał już przez ponad pół roku kilkanaście partii i za każdym razem wygrywał. Pierwsza partia poszła w tempie ekspresowym w 3h, zakończyła się zwycięstwem oczywiście MAXymiliana. Graliśmy w trójkę i ja plus początkujący pedro nie zaskoczyliśmy, że przy minimalnej liczbie graczy na planszy idzie rozwinąć się naprawdę w tempie ekspresowym. Te 4 rundy (na 10 możliwych), w których MAXymilian nas rozłożył to była nasza totalna porażka, a jego rekord w ilości tychże rund potrzebnych do zwycięstwa. Z pierwszej porażki wynieśliśmy dodatkową naukę - nie tłuc się między sobą, tylko od razu w dwójkę od początku, wspólnie męczyć MAXa. Dodatkowo trochę niefortunne jego trafienie rodu skutkiem czego znalazł się pięknie między nami i zaczęła się przepiękna, trwająca 5h partia. Wprawdzie zrobiłem 3 kardynalne błędy zaraz w 1 rundzie ale jakoś udało mi się je naprawić i w sumie na dobre mi one wyszły, bo pedro dzięki temu odrobinę rozrósł się i MAXymilian nim się zainteresował, a nie mną. Ale najpiękniejsza była 7 i 8 runda. Pedro praktycznie zmieciony (siedzi na 3 fortecach), a MAX i ja mamy po 6 (8 to zwycięstwo). I w tym momencie zaczyna się piękna dyplomacja, która jest sercem tej gry. MAX licząc na dwie potrzebne mu do zdobycia twierdze zaproponował mi sojusz w wyniszczaniu pedra licząc na to, że nie zauważę, że mi zostanie jedna twierdza, a jemu dwie. Zauważyłem, zauważyłem też, że jak uwierzy w sojusz, to odsłoni mi jedną swoją twierdzę. Udając dłuuugie zastanawianie się i głośno snując plany na zdobycie dwóch twierdz u pedra zgodziłem się. Postawiliśmy na planszy rozkazy, MAX zaatakował pedra, zdobył pierwszą fortecę, po czym zaliczył potężne zdziwko jak ja w trybie pilnym zerwałem sojusz i zamiast na północ podbiłem jego południową ziemię i wycofałem część swojej armii pod jedyną pozostałą neutralną fortecę (The Eyrie), do której nikt inny w tym momencie nie mógł dojść. Chwila napięcia, co pokażą karty wydarzeń w 8 rundzie. Odsłaniamy i już zacząłem kląć jak zobaczyłem kartę "Clash of Kings", a ja praktycznie bez władzy jestem. Na szczęście po chwili zauważyłem, że MAX ma jej tyle samo co ja, a pedro to nic nie ma :) Tak więc cała moja władza poszła na utrzymanie Żelaznego Tronu - w licytacji o Lennictwa i Wpływy na Dworze Królewskim nawet nie brałem udziału. Żelazny Tron mój, a Żelazny Tron oznacza, że jako pierwszy wykonuję ruch w turze. W tej sytuacji, gdy bez problemu zwyciężę wojska neutralne, żeby nie przedłużać pokazałem otwarcie jakie 2 rozkazy wyłożę. Reszty rozkazów ani ja, ani nikt inny nie musiał wykładać. 8 forteca moja, okrzyk radości dwóch kibiców i pedra (fajnie, jak tak 3 osoby Ci kibicują :D ) i MAXymilian wstający i gratulujący mi zwycięstwa. "Niepokonany" został pokonany :D Morda mi się do tej pory cieszy :) Warte tej chwili było 8h gry i moje całkowite padnięcie umysłowe po złożeniu planszy :)

Kategorie: Chwalipięctwa, Rozrywka, Z życia wzięte

60 - 90 minut

07 maja 2005, 10:04:02

Czyli o znaczeniach wyrażeń czasowych raz jeszcze:

"Jedna rozgrywka trwa 60-90 minut"

Ale po kolei. Wczoraj miałem ambitne plany posiedzenia wieczorem nad dyplomem. Na planach oczywiście się skończyło w momencie gdy kumpel radośnie na gg zapytał co robię wieczorem. Dopóki nie powiedział o co biega, to nawet twardo stałem przy swoim postanowieniu. Jednak jak usłyszałem magiczny tekst "Kupiłem pudełko z Warcraftem [czemu mi uparcie wczoraj po głowie chodził Warhammer? :/] i chciałem przetestować..." to moje plany się skończyły :D Tak więc szybkie wszamanie obiadu, kumpel na rower i do mnie, łapanka na jeszcze jednego chętnego i rozkładamy u mnie na łóżku planszę, jednostki, karty, kostki, miasta i całą tę resztę oprawy graficznej :) Każdy z nas pierwszy raz w to grał, więc instrukcje w PL i ENG kursowały tylko między nami. A ile błędów porobiliśmy na początku, ile fatalnych posunięć, ile zapomnianych ruchów to głowa mała :) W każdym razie jak usiedliśmy o 20 wieczorem, to skończyliśmy o 4 nad ranem i zagraliśmy... 2 rozgrywki (60 - 90 minut :P). Nie ma co, planszówka jest wprost rewelacyjna i tylko podziwiałem miny mojego współspacza (niegrającego w nic) jak mu się pokój zaludnił elfami, orkami, nieumarłymi czy okrzykami wojennymi (w tym klimacie też szedł spać :D) ale on już dawno uważa, że ja jestem dziwny :) No, a na niedzielę jak się uda zebrać ekipę planujemy zagrać w Game of Thrones :)

Kategorie: Przemyślenia i obserwacje, Rozrywka, Z życia wzięte

Zakupy

06 maja 2005, 18:03:04

Dzisiaj zrobiłem sobie rundkę po sklepach. Oto co kupiłem i co najważniejsze, gdzie:

  • otwieracz do konserw w sklepie spożywczym
  • puszkę kukurydzy i warzywka na patelnię w sklepie mięsnym
  • wędzoną makrelę w warzywniaku

A jutro rano wyskoczę do metalowego na rogu kupić świeże bułki na śniadanie :)

Kategorie: Śmiesznostki i ciekawostki, Z życia wzięte

O równościach

05 maja 2005, 06:48:25

O tym co oznacza "idziemy na jedno piwo" i pewnym słynnym dialogu to każdy wie (może o dialogu mniej ale to dla wtajemniczonych). Wczoraj nowego znaczenia dostało wyrażenie "wpadłem na 5 minut" w wykonaniu kumpla witającego się ze mną w moim pokoju. Otóż konsekwencją tego wyrażenia jest rozmowa przez telefon w stylu "Marta, to zrób sobie sama obiad bo ja jestem u Draakha i kiedyś tam wrócę", a finalnie kończy się szukaniem jakiegokolwiek autobusu nocnego.

Hmm, czemu ja po imprezowaniu nigdy nie mam spania?

Kategorie: Z życia wzięte